Subskrybuj
Publicysta, dr socjologii, doradca polityczny. Autor książki Druga fala prywatyzacji. Niezamierzone skutki rządów PiS (2020). Współautor „Podkastu amerykańskiego”. Dawniej sekretarz redakcji tygodnika „Kultura Liberalna”

Prywatyzacja solidarności

Prawo i Sprawiedliwość to partia, która do kolejnych wyborów startowała pod hasłami budowy „Polski solidarnej” i silnego państwa. Po siedmiu latach jej rządy przynoszą jednak dokładnie odwrotne skutki – zamiast solidarności otrzymujemy jednoznaczne sygnały, że obywatel ma radzić sobie sam.

Na początku 2020  r. ukazała się  – pisana jeszcze przed wybuchem pandemii i wojny w Ukrainie – moja książka pt. Druga fala prywatyzacji. Wykazywałem w  niej, że Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy nie staje się – wbrew odgórnej propagandzie – ani państwem opiekuńczym, ani państwem sprawczym. Nie staje się też państwem liberalnym. Zamienia się w państwo skarlałe, w którym jednocześnie – dla celów politycznych i za publiczne pieniądze – władza utrzymuje iluzję troski o obywateli i własnej wielkości.

Budowanie państwa opiekuńczego przez Prawo i Sprawiedliwość jest jedynie chwytem retorycznym. De facto prowadzi bowiem do zjawiska przeciwstawnego, tytułowej „drugiej fali prywatyzacji”. Polega ona na tym, że obywatele z powodu braku zaufania do instytucji państwowych, obiektywnego pogorszenia jakości usług publicznych, lub niepewności związanej z bieżącymi decyzjami politycznymi – rezygnują z sektora publicznego na rzecz usług w sektorze prywatnym. Prowadzi to do „podwójnego opodatkowania” tych Polaków, którzy z  jednej strony odprowadzają podatki na utrzymanie pewnych usług publicznych, ale jednocześnie – z powodu wadliwości systemu – z drugiej strony są zmuszeni korzystać z nich prywatnie, ponosząc związane z tym koszty. Przyjmując taką perspektywę, dojdziemy do wniosku, że składane nam przez rządzących obietnice „dogonienia Zachodu” pod względem jakości życia – i to nawet w ciągu dwóch najbliższych dekad – są zupełną mrzonką. Nie tyle nawet ze względu na brak środków, ile na fakt, że wdrażane przez rząd rozwiązania prowadzą nas w dokładnie odwrotnym kierunku – państwa minimalnego, które wypłaca swoim obywatelom świadczenia gotówkowe, przy czym odmawia rozwiązania przyczyn leżących u źródła danego problemu. W rezultacie tych wszystkich działań – jak słusznie pisał Michał Sutowski w „Krytyce Politycznej” – „niezależnie od największych w historii transferów społecznych, niezłej mimo pandemii sytuacji budżetu i poważnego zwiększenia fiskalnego pola manewru państw całej Unii Europejskiej – Polska wcale nie przesunęła się w kierunku solidaryzmu”.

Nieprzewidziane kryzysy zewnętrzne – tak pandemia, jak i wojna za polską granicą – unaoczniają skalę zjawiska i dodatkowo je napędzają. Zdaniem politologa prof. Klausa Bachmanna z Uniwersytetu SWPS: „polskie państwo od dwóch lat jest w przyspieszonej likwidacji, bo coraz więcej zadań próbuje scedować w sferę prywatną: masz 500 plus, to kup sobie respirator, opłać pielęgniarkę, która ci będzie pompować ten respirator, płać za testy (…). W ostateczności wszystko spoczywa na obywatelach. I tak samo z uchodźcami. Sytuacja w ośrodkach jest znośna tylko dlatego, że działają tam organizacje pozarządowe, które robią prywatne zbiórki”. Krótko mówiąc, „wszystko zostało sprywatyzowane”.

Zgadzam się z Bachmannem co do diagnozy, uważam jednak, że proces zaczął się nie dwa lata temu, ale wcześniej – już w pierwszej kadencji rządów Zjednoczonej Prawicy. Dobrze ujęła to socjolożka, dr hab. Małgorzata Jacyno, która w rozmowie ze mną dla „Kultury Liberalnej” stwierdziła, że już w programie Rodzina 500 Plus „można widzieć coś w rodzaju powszechnej rekompensaty za porzucenie obywateli przez państwo”.
###banner###
Jak do tego doszło? W anglosaskich mediach pisze się często, że złożonych wyzwań, przed jakimi stają państwa  – np. odbudowy zaufania do instytucji demokratycznych, poprawy jakości publicznej edukacji, zmniejszenia nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej, itd.  – nie da się rozwiązać, po prostu „rzucając w nie pieniędzmi”. Potrzebne jest także jasne zdefiniowanie problemów, celów planowanych reform i  środków do osiągnięcia tych celów. I to jednak nie pomoże, jeśli nowe regulacje są wprowadzane w sposób odgórny, bez analizy ich skutków i bez szerszych konsultacji społecznych. W ustawach i rozporządzeniach można – jak wiadomo – zapisać wszystko: od zakazu podnoszenia cen na wybrane produkty po nakaz powszechnej szczęśliwości, ale zapisy niekoniecznie przełożą się na rzeczywistość. Budowaniu stabilnych rozwiązań nie sprzyja także chwiejność decyzji politycznych i związana z tym niepewność. Wreszcie fundamentalne znaczenie ma polaryzacja polityczna, na której ze swej natury opierają swoją władzę partie populistyczne, takie jak PiS czy Solidarna Polska. Przyjrzymy się tym czynnikom po kolei.

Wydajemy pieniądze. Po co? Nie wiadomo

Gdybyśmy mieli wskazać najbardziej znaną inicjatywę zrealizowaną za rządów Prawa i Sprawiedliwości, byłby to z pewnością program Rodzina 500 Plus. Wypłaty najpierw na drugie i kolejne, a potem na pierwsze dzieci wprowadzano szybko i zrealizowano sprawnie.

Zapisanie się do programu było łatwe, a pieniądze trafiały bezpośrednio na konto. Nic dziwnego, że 500 Plus okazało się politycznym sukcesem. Tym bardziej że partie opozycyjne przez dłuższy czas nie wiedziały, co z tym programem zrobić – miotały się, z jednej strony strasząc konsekwencjami dla budżetu oraz marnowaniem pieniędzy przez beneficjentów, a z drugiej strony domagając się rozszerzenia wypłat na pierwsze dzieci.

Tymczasem partia rządząca każdą krytykę przedstawiała jako atak na „zwykłych Polaków” lub „polskie rodziny”, zaś do realnej debaty nad praktycznymi celami programu nigdy nie doszło. Zresztą politycy Prawa i Sprawiedliwości dowolnie tymi celami manipulowali w zależności od bieżącego zapotrzebowania. Słyszeliśmy więc regularnie, że nie jest to program socjalny, lecz prodemograficzny i m.in. dlatego jest skierowany do wszystkich, a nie jedynie do najbardziej potrzebujących. Kiedy jednak krytycy zwracali uwagę, że wypłacanie pieniędzy na już posiadane dzieci niekoniecznie musi zachęcać do rodzenia kolejnych i że korzyści demograficznych nie widać w danych, władza odpowiadała, że program ma przede wszystkim charakter pomocowy, ma „przywracać godność” biedniejszym rodzinom, likwidować skrajne ubóstwo wśród dzieci, lub że bez programu sytuacja demograficzna byłaby jeszcze gorsza.
###bannner###
Tego ostatniego twierdzenia zweryfikować nie sposób. Fakty są jednak takie, że od 2017 r. (pierwszy pełny rok obowiązywania programu) do 2020 r. wskaźnik dzietności w Polsce spadał. A wynik z 2020 r. – 1,378 – różnił się niewiele od tego z roku 2016, kiedy wyniósł 1,357. Wpływ na walkę z ubóstwem także trudno ocenić, bo nigdzie nie przeprowadzono akcji pilotażowych pozwalających porównać dwie podobne populacje, z których jedna korzystałaby z programu, a druga nie. Wiemy jednak, że poziom ubóstwa wśród dzieci w latach 2016–2020 praktycznie się nie zmienił – wzrósł minimalnie z 5,8 do 5,9%.

Skutek jest taki, że corocznie Polska przeznacza ponad 40 mld zł na inicjatywę, której efektywności nie sposób zweryfikować, ponieważ jej cele nigdzie nie zostały jasno określone.

Obecnie na stronach Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej możemy przeczytać, że program Rodzina 500 Plus „przyczynił się do znacznej poprawy sytuacji materialnej rodzin, wzmocnił je i nadał należny priorytet”. Czy te pieniądze można było wydać efektywniej? Nie możemy na to pytanie odpowiedzieć, jeśli nie wiemy, jakie konkretne efekty chcemy osiągnąć. A tych – jak już wiemy – nie określono. I koło się zamyka.

Nie postuluję w tym miejscu zlikwidowania czy ograniczenia programu – funkcjonuje on na tyle długo, że stał się elementem rodzinnych budżetów. Chcę jedynie zwrócić uwagę na jego zasadniczą wadę – oto rząd zdecydował o wydaniu ogromnej sumy pieniędzy, a jednocześnie nie sprecyzował, co chce w ten sposób uzyskać.

Program 500 Plus jest tylko jednym z wielu przykładów na podejście Zjednoczonej Prawicy do tak zwanej polityki społecznej. Piszę „tak zwanej”, bo działania władz sprowadzają się właśnie do rzucania pieniędzmi w problem bez uwzględniania skutków. Na identycznej zasadzie funkcjonuje program wypłaty dodatkowych emerytur, „piórnikowego” na zakup przyborów szkolnych czy niedawnych dopłat do zakupu węgla. Czy te środki pomagają ludziom? Jeśli celem dodatkowych emerytur miało być ograniczenie ubóstwa wśród seniorów, to program zakończył się klęską – według danych GUS poziom ubóstwa w tej grupie, czyli wśród osób powyżej 65. roku życia, wzrósł z 3,4% (2016) do 4,4%. (2020). Oczywiście zawsze lepiej mieć kilkaset złotych więcej, niż ich nie mieć. Ale jeśli nie wiadomo, co dokładnie ma być efektem rządowego programu, nie ma jak zweryfikować jego sensowności. To trochę tak, jakby zdecydować o przeznaczeniu 40 mld zł na wojsko, ale nie określić, jaki sprzęt, umiejętności, czy kadry chcemy za te pieniądze pozyskać.

Być może wszystkie te programy są skuteczne w  generowaniu poparcia dla partii rządzącej. Jednak z punktu widzenia zarządzania państwem to absurd.

System failure

Opisane wyżej transfery gotówkowe – obok korzyści politycznych – mają też inną zaletę dla władzy. Są relatywnie łatwe w realizacji. Zorganizowanie przelewów bankowych nawet dla milionów ludzi jest prostsze niż zaplanowanie, skonsultowanie z  zainteresowanymi podmiotami, wyjaśnienie, wdrożenie i nadzorowanie reform o charakterze systemowym. Te kuleją, a najlepszym przykładem obszarów, gdzie działania rządu mają skutek odwrotny do deklarowanych ideałów, są ochrona zdrowia i edukacja.

Już w Drugiej fali prywatyzacji zwracałem uwagę na rosnący odsetek obywateli korzystających z dodatkowego, prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. „Ponad 2,6 miliona – tylu Polaków w 2018 roku było objętych dodatkowym ubezpieczeniem zdrowotnym. To historyczny rekord i aż 23-procentowy wzrost w porównaniu do roku poprzedniego – informuje raport Polskiej Izby Ubezpieczeń. Co za tym…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mądrość ciała