Czy ten dotyk jest dla mnie czy dla ciebie? Nie ma w nim nic wspólnego. Dotyk zawsze był za coś, z jakiegoś powodu, na czyjeś żądanie lub żeby rozładować energię. Pomiędzy dotykiem a dotykiem było ciało. Na początku papierowe. Bardzo często matowe, rzadziej kredowe. Kiedy przyglądałem mu się z bliska, miało bardzo dużo rastrowych kropek. Takiej skóry dotykałem jako pierwszej i zastanawiałem się, jaka będzie, kiedy już dorosnę, żeby poczuć ją naprawdę. Później ciało można było dotykać tylko wzrokiem, maskując to okularami przeciwsłonecznymi. Gapiąc się na nie, zapominałem o sobie i wtedy czułem palec mamy wbijany w kręgosłup. „Prostuj się” – słyszałem za plecami i reagowałem na ucisk jak rażony piorunem. Zawsze wiedziała, gdzie nacisnąć, żeby bolało. Po jej dotyku zostawały siniaki. Obserwowałem je za pomocą dwóch luster. Tworzyłem w łazience nieskończoność odbić i śledziłem ich kształty. Najczęściej przypominały Afrykę, rzadziej słonia czy liść. Lubiłem je. Dlatego kiedy dostałem pajączka, złośliwie się garbiłem, żeby piszczał. Przyzwyczaiłem się do przeraźliwych wysokich tonów, które wydawał. Pii, pii, pii, pii. Mogło to trwać godzinami, a ja nic sobie z tego nie robiłem. Pisku nie wytrzymali rodzice. Był dla nich gorszy niż nauka gry na skrzypcach. Któregoś dnia wkurwiony ojciec zerwał ze mnie pajączka i wrzucił go do pawlacza. Po półtora roku wieczorem zupełnie nieoczekiwanie usłyszeliśmy ostatnie tchnienie, jakie wydał, sygnalizując, że baterie się wyczerpały. Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii. Wszyscy uznaliśmy jego śmierć za przydatną.
Na każdy dotyk mojej mamy ciało reagowało nową zagadką. Czasami łapała mnie za rękę tak mocno, że siniaki pojawiały się na przedramieniu.
Nie miałem jej tego za złe. Bardzo się o mnie bała i w ten sposób chroniła mnie przed ewentualnym wpadnięciem pod samochód.
Często zadawałem sobie pytanie: co się dzieje z ciałem, które jest niedotykane? Czy przestaje być przydatne? Chyba nie. Czasami przecież rozmawiamy o wyrostku robaczkowym, kości ogonowej czy zębach mądrości, a spokojnie moglibyśmy bez nich żyć. Zapomniane części ciała upominają się o siebie chorobą. Kiedy zaczynają boleć, stają się widoczne. W takich momentach wyrostek robaczkowy jest bezlitosny i grozi śmiercią, jeśli pęknie. Rwący ząb mądrości zdobywa uwagę i jednocześnie przewagę nad zdrowymi jedynkami, które są najbardziej reprezentacyjne, a stłuczona kość ogonowa boli przy każdym wypróżnianiu tak, że siadanie na kiblu nie kojarzy się z ulgą. Wyciągając wnioski z dziecinnych obserwacji, zrozumiałem, że o ciele nigdy nie należy zapominać i trzeba dbać o to, żeby było macane. Bałem się, że moja niezbyt atrakcyjna chudość zostanie pominięta. Denerwowałem się, kiedy wszyscy kumple mieli już dziewczyny, a ja nie. Tylko z tego powodu umawiałem się na randki. Marzyłem, żeby przestać się bać. Chciałem poczuć, że jestem na swoim miejscu.
Dotykając kandydatek na dziewczynę, odkryłem, że każda ma inną skórę. Na samym początku oczywiście zaliczałem pierwszą bazę i macałem plecy. Niektóre były szorstkie jak papier ścierny, inne miękkie, ale z pryszczami, jeszcze inne miały tyle pieprzyków, że z trudem odnajdywałem płaskie kawałki skóry. Sprawdziłem dziesiątki pleców i nie zakochałem się w żadnej dziewczynie. Zawsze czegoś brakowało. Czegoś wspólnego. Skóra nie pokrywała się z dziecinnym wyobrażeniem, jakie stworzyłem, oglądając gazety z damską bielizną.
Pragnąłem bliskości, tylko z mojego punktu widzenia wyglądała ona inaczej niż u innych ludzi. „Na twoim miejscu każdy już by mnie pocałował albo chociaż dla żartów złapał za pupę, a ty nic. Jestem dosyć łatwa. Co z tobą nie tak?” – pytały kolejne dziewczyny na przeciągających się w nieskończoność randkach. Tak trudno było się z nimi umówić. Prasowałem koszulę, pastowałem buty, kupowałem nowe skarpety. Wkładałem w przygotowania tyle siły tylko po to, żeby poczuć się winnym. Po co w takim razie ludzie…