Subskrybuj
Ukraińska dziewczynka po przekroczeniu polskiej granicy w Medyce, 8 marca 2022 r. fot. Abdulhamid Hosbas / Anadolu / Getty
Dr nauk społecznych, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, zajmuje się socjologią religii, migracji i kultury. Autor książki O pułapkach emigracyjnej lekkości. Wkrótce nakładem wydawnictwa Więź ukaże się jego monografia Uchodźcy, migranci i Kościół katolicki. Polska debata migracyjna...

Polska gościnność i uchodźcy z Ukrainy

Około połowy Polaków deklaruje, że ciągle angażuje się we wsparcie Ukraińców. Widząc w tych danych pozytywny kapitał dla polsko-ukraińskich relacji, trzeba pamiętać, że jest on bardzo kruchy.

Pod koniec lutego część osób odkryła, w jakim celu przeprowadzono w 2021 r. Narodowy Spis Powszechny. Odpowiadając na pytania o metraż mieszkania czy liczbę przebywających w nim osób, jeszcze nie wiedzieliśmy, co nam jest szykowane w następnym roku. „Moi kochani, miejcie oczy szeroko otwarte i głowy na karku” – apelował autor filmu na youtube’owym profilu suwerenny.pl, kiedy do Polski zaczęli przybywać wojenni uciekinierzy z Ukrainy. Namawiał śledzących jego aktywność 165 tys. subskrybentów do „połączenia kropek” układających się w „oczywisty” wzór: to wszystko było zaplanowane, będą nam dokwaterowywać Ukraińców. Fakt, że pytania o mieszkanie zwykle zadaje się w spisach powszechnych, nie miał tu, rzecz jasna, znaczenia.

Pierwsze dni po rosyjskiej inwazji na Ukrainę przyniosły oczywiste przykłady celowej dezinformacji. Dowodem założone ze sporym wyprzedzeniem instagramowe profile polskich miast (z charakterystyczną nazwą miasto_online), które po 24 lutego przeobraziły się w rozsadniki rosyjskiej propagandy. Zanim zostały zamknięte, publikowano na nich treści w rodzaju „Ukraina chciała zniszczyć Europę, pracowano nad bronią biologiczną” czy „uchodźcy z Ukrainy biją Polaków, którzy nie chcą krzyczeć »Chwała Ukrainie«”. Szybko się okazało, że profile te założono na rosyjskich domenach, niektóre z nich już kilka lat wcześniej.

Rosyjska propaganda nie zadziałała

O strategicznym znaczeniu informacji i komunikacji we współczesnych konfliktach świadczyć mogą interesujące dane Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych. Wskazują one, że tuż przed rosyjską agresją (21–23 lutego 2022 r.) w mediach społecznościowych znacznie zwiększyła się liczba aktywności zawierających takie frazy jak „banderowcy” (w zestawieniu z frazami: „to nie ludzie”, „psy”, „mordercy”), UPA, Ukraińcy (w zestawieniu z „mordercy” / „mordować Polaków”) oraz „ukraińscy uchodźcy” (w zestawieniu z „rynek pracy” i „bezrobocie”). Z większą częstotliwością pojawiały się także posty popierające działanie Rosji oraz podważające jedność NATO.

A jednak się nie udało.

Pierwsze tygodnie wojny zapamiętamy nie tylko jako bezprecedensowy ogólnopolski zryw pomocowy, lecz także czas niemal powszechnej zgody dotyczącej konieczności pomocy Ukraińcom.

Według badania CBOS na przełomie lutego i marca aż 94% respondentów uważało, że Polska powinna przyjmować ukraińskich uchodźców z terenów objętych konfliktem. Uznaliśmy tę pomoc za coś oczywistego. Tymczasem jeśli weźmiemy pod uwagę szerszy kontekst, wcale nie musiało to tak wyglądać. Jeszcze tuż przed rosyjską agresją na Ukrainę serwowano antyuchodźcze seanse w publicznej telewizji, kreowano migracyjne zagrożenia, dehumanizowano imigrantów i piętnowano osoby, które próbowały ratować wykorzystywanych przez reżim Łukaszenki ludzi na polsko-białoruskiej granicy – cały ten przekaz władz państwowych i usłużnych im mediów z pewnością nie sprzyjał rozbudzaniu gotowości do pomocy przybyszom. Owszem, badania CBOS od kilku już lat wykazywały większą przychylność względem uciekinierów wojennych z Ukrainy niż z państw Afryki czy Bliskiego Wschodu – nie znaczy to jednak, że panowała w tej kwestii jednomyślność. W czerwcu 2018 r. w badaniu CBOS-u „Polacy wobec wojny na Ukrainie i ukraińskich uchodźców” za przyjmowaniem uchodźców z terenów objętych konfliktem opowiadało się 56% badanych, aż 35% było temu przeciwnych.

Warto zatem z pewnego już dystansu spróbować przyjrzeć się temu fenomenowi. Skoro – „murem za polskim mundurem” – niespecjalnie protestowaliśmy przeciwko haniebnym praktykom pushbacków na polsko- -białoruskiej granicy, dlaczego tak masowo i pozytywnie zareagowaliśmy na dramat Ukraińców? Świadomi tego rozdwojenia byli nasi dygnitarze. „Traktujemy Ukraińców jak gości, a nie uchodźców” – stwierdził w wywiadzie dla ABC News Krzysztof Szczerski, ambasador Polski przy ONZ, być może zresztą komunikując tym zdaniem więcej, niż planował. Tak, sposób traktowania uchodźców przez polskie państwo w ostatnim czasie daleki był od reguł gościnności. Innym zabiegiem było dzielenie uchodźców na „prawdziwych” i „nieprawdziwych”. Tu znamienny może być jeden z tweetów, który ukazał się na oficjalnym koncie Wojsk Obrony Terytorialnej. Zestawiono w nim dwa zdjęcia: pary zlęknionych starszych pań (podpis „uchodźcy”) oraz słynnego „mężczyzny z łopatą” atakującego z grupą mężczyzn zasieki na granicy z Białorusią (podpis „migranci”).

Uzależnianie humanitarnego traktowania przybyszów od bliskości kulturowej czy kraju pochodzenia nie było wyłącznie naszą rodzimą praktyką. Podobne procesy widoczne były np. w Czechach, gdzie wcześniej również polityczna debata była przepełniona antyuchodźczymi kalkami. Wraz z badaczkami z Uniwersytetu Palackiego w Ołomuńcu postanowiliśmy więc sprawdzić, w jaki sposób media informowały o nowym wyzwaniu uchodźczym. Inaczej problem ujmując: jakie główne linie narracyjne, związane z wojennymi uciekinierami z Ukrainy, uwidoczniły się w przestrzeni medialnej pierwszych dwóch miesięcy po inwazji. Analizowaliśmy tweety, zwykle będące zajawkami artykułów, zamieszczane przez najpopularniejsze portale internetowe – w Polsce należały do nich Onet, Wirtualna Polska, TVN24, Interia oraz Radio Zet. W sumie na ich kontach w okresie między 24 lutego a 24 kwietnia pojawiły się 432 tweety bezpośrednio związane z sytuacją uchodźców z Ukrainy.

Jakimi komunikatami opisywano tę nową sytuację? W jaki sposób mobilizowano do pomocy? Zidentyfikowaliśmy kilka głównych linii narracyjnych. Przyjrzyjmy się zatem bliżej twitterowym opowieściom mainstreamowych mediów o ukraińskich uchodźcach i polskiej reakcji na ich niedolę.

Zwyczajni ludzie, nadzwyczajne działania

Najczęściej poruszaną kwestią był praktyczny wymiar udzielanej pomocy (135 tweetów). Naczelny wątek stanowiło przekonanie o „nadzwyczajnych rzeczach, dokonywanych przez zwyczajnych ludzi”. Mieściły się w nim komunikaty o wielu rozmaitych aktywnościach na rzecz uchodźców, spontanicznie podejmowanych przez Polaków („Filip ze Szczecina pojechał do Lwowa, by zabierać stamtąd najbardziej potrzebujących uchodźców. Dołączyli kolejni wolontariusze i tak powstał konwój – niemal bez przerwy kursuje między Lwowem a granicą Polski”). Poprzez prezentowanie konkretnych przykładów podkreślano oddolny charakter reakcji polskiego społeczeństwa na sytuację uchodźców. Ogromny odzew śpieszących z pomocą Polaków w pierwszych dniach wojny czasem przekraczał nawet potrzeby i zdolności absorpcji („Pomocy dla uchodźców z Ukrainy jest tak wiele, że prezydent Przemyśla musiał wystosować apel do darczyńców, aby opanować sytuację. Magazyny są pełne”).

Ważnym elementem narracji o „zwyczajnych ludziach” było także stanowcze piętnowanie jakichkolwiek prób wykorzystywania trudnego położenia uchodźców („Transport dla uchodźców miał być darmowy. Jednak podczas jazdy kierowca zażądał po 150 euro za przewóz każdego z pasażerów”). Z oburzeniem informowano np. o przynoszeniu na zbiórki zniszczonej odzieży („11 ton – tyle odpadu tekstylnego – czyli śmieci – wyselekcjonował startup Ubrania do Oddania po organizacji zbiórki dla uchodźców przy ul. Bokserskiej w Warszawie”).

Z upływem czasu wzrastała także liczba wpisów, w których wskazywano na konieczność systemowego podejścia do zjawiska – również argumentując to stopniowym wyczerpywaniem się zasobów wolontariuszy („Boimy się, że zabraknie nam sił, zapału i środków – alarmują wolontariusze, którzy pomagają uchodźcom na parkingu w Markuszowie”). Coraz częściej media zwracały uwagę, że pomoc powinna mieć charakter nie tylko skoordynowany, ale również obejmujący dłuższą perspektywę.

Drugim obszarem zagadnień, który udało się zidentyfikować we wpisach, są kwestie ekonomiczne (50 tweetów). Równolegle z komunikatami podkreślającymi ofiarność i zaangażowanie Polaków w pomoc uchodźcom zaczęły się pojawiać także tweety dotykające finansowego wymiaru tej nadzwyczajnej sytuacji. Ich liczba rosła wraz z przedłużającym się stanem społecznego zrywu humanitarnego. Coraz częściej akcentowano niemożność sprostania tak wielkiemu wyzwaniu przez Polskę bez wsparcia – również pieniężnego – ze strony innych państw. Przywoływano zgodne w tej materii – co, przyznajmy, samo w sobie jest wyjątkowe – wypowiedzi przedstawicieli zarówno obozu rządzącego, jak i opozycji, cytowano także unijnych decydentów.

Polski wzór, polski spór

Niezwykle intrygująca we wpisach była „optyka etnocentryczna” (35 tweetów) – czyli relacjonowanie wydarzeń w sposób podkreślający rolę Polski jako kraju przyjmującego uchodźców i pomagającego im. „Wszyscy nas doceniają!”, „Jesteśmy wzorem dla świata!” – to dwie główne linie narracyjne w tym obszarze. Wielokrotnie zwracano uwagę na pochwały wygłaszane pod adresem Polski i Polaków przez przedstawicieli różnych nacji i instytucji międzynarodowych. Cytowano wypowiedzi znaczących postaci życia publicznego, jak sekretarza stanu USA Antony’ego Blinkena: „Byłem w centrum recepcyjnym dla Ukraińców i innych uchodźców przyjeżdżających z Ukrainy. Jak zobaczyłem tę gościnność, tę szczodrość i otwartość naszych polskich przyjaciół, poczułem ogromne wzruszenie”. Przywoływano także słowa uznania od Justina Trudeau, papieża Franciszka, Jensa Stoltenberga oraz przedstawicieli Ukrainy (np. mera Kijowa Witalija Kliczki). Warto zauważyć, że czasem pochwały te sprawozdawane były przez przedstawicieli polskich władz – jak w przypadku opowieści premiera Mateusza Morawieckiego o spotkaniu z prezydentem Joe Bidenem („Prezydent bardzo docenił pracę, którą Polska wykonuje na niwie organizacyjnej, administracyjnej, i był pod wrażeniem naszej sprawności w przyjmowaniu uchodźców z Ukrainy”). Wielki oddolny zryw na rzecz ukraińskich uciekinierów wojennych stał się pretekstem do odbudowy narodowej dumy czy wręcz reanimacji przekonania o wyjątkowości polskiej nacji.

Ten drugi aspekt uwidaczniał się w porównywaniu Polski z innymi państwami i podkreślaniu naszej wzorowej postawy: inni powinni z nas brać przykład.

W publikowanych tweetach wskazywano np. na niewydolność niemieckiego systemu absorpcji uchodźców, niechęć do przyjmowania ich przez Wielką Brytanię czy utrudnianie im przejazdu przez Węgry. Wymowny w tym kontekście jest jeden z tweetów, którego bohaterka uchodźczyni po dramatycznych doświadczeniach w Niemczech postanowiła przyjechać do Polski („»Bild«: 18-letnia Ukrainka miała paść ofiarą gwałtu w ośrodku dla uchodźców w Düsseldorfie. Wyjeżdża do Polski”). Inne charakterystyczne wpisy dotyczyły niechęci uchodźców do wyjazdu z Polski do Niemiec czy Szwecji – mimo zapewnianego im darmowego transportu. Przywoływano wypowiedzi, które wprost stawiają Polskę za wzór („Timmermans: wszyscy możemy korzystać z przykładu Polaków, jak przyjmują uchodźców z Ukrainy”). W jednym z tweetów cytowano fragment orędzia prezydenta Andrzeja Dudy, który sugerował, że wywoływanie wrogich emocji względem uchodźców może być przejawem wymierzonych w Polskę – i jej dobre imię – prowokacji. Słowa dość niezwykłe, jeśli weźmiemy pod uwagę wcześniejsze instrumentalne rozbudzanie antyuchodźczych nastrojów w polskiej debacie publicznej. Niezwykłe również dlatego, że w tym samym czasie przybyszów na polsko-białoruskiej traktowano nie tylko z naruszeniem prawa międzynarodowego, ale i podstawowych zasad humanitarnych.

Wypowiedź prezydenta Dudy prowadzi nas do tematów

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Odczarowanie Jezusa