Subskrybuj
Ilustracja: Adam Kosik
Doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych UJ, współpracuje z miesięcznikiem "Znak".

Podczas gdy Ernest Nemeczek podziwia Feriego Acza, stojący na szczycie wzgórza Feri Acz prosi Ernesta Nemeczka, by ten się nie bał

Jeszcze wierzę w podręczniki, ale za dwa miesiące Pluton przestanie być uznawany za planetę.

A

Wszechświat to kulki z chleba, które rozkładam na stole. Pośrodku masywne Słońce, z największego kawałka chleba. Merkury, drobny, prawie jak przypadkowy okruch. Gładka od obracania w palcach Wenus. Potem Ziemia i planety, które recytuje się szybko, połykając końcówki.

Na krawędzi stołu spoczywa Pluton, który za dwa miesiące przestanie być planetą Układu Słonecznego, o czym zadecydują astronomowie zebrani w Pradze. Tym, co koniecznie chcą zakończyć, jest zamieszanie wywołane odkryciem Eris, która – jak dowiedziałem się z telewizji – stanowi obiekt transneptunowy, wydaje się, że piękny, o kojąco szarej powierzchni. Wyliczono, że Eris ma masę większą od Plutona, a skoro tak, powinno się ją uznać za kolejną planetę Układu. Jak wszyscy, uczeni wolą jednak liczyć planety do pewnego rozsądnego momentu, zastanawiają się więc teraz, ile takich planet pomieści Układ, który można rozkładać na stole pod postacią kulek z chleba.

Zanim astronomowie zbiorą się w Pradze, wierzę, że podręczniki mówią o rzeczach niezmiennych. Zabieram je ze sobą wszędzie, nawet na wakacyjne wyjazdy, wiedząc, że od czytania w samochodzie czuję nudności. Rodzice wzdychają ciężko, gdy musimy robić przerwy, myślą, że robię im na złość. Klęczę na poboczu i wyobrażam sobie, że wypełniam brzuch nabieranymi haustami powietrza, aż staję się zupełnie lekki i nie mam ciała, i opuszczają mnie torsje. Tata jest zniecierpliwiony, strzela palcami. Z tym kojarzę walkę o oddech, z rytmicznym szczękaniem stawów, które woła mnie z otwartego samochodu.

Potem wracam na tylne siedzenie, zamykam oczy i myślę o przyszłości, takiej, do której prowadzą nitki niemożliwych do odrzucenia wnioskowań. W tej przyszłości gasną kolejno gwiazdy i w całym kosmosie nie ma już nikogo, co niepokoi mamę – wiem to, bo przerywa mi zawsze, gdy tylko próbuję o tym opowiedzieć – a jej niepokój wywołuje u mnie kolejny skurcz żołądka.

Myślę o wyjazdach teraz, pod koniec czerwca, gdy siedzę przy stole i układam kulki z chleba. Robię to starannie, nawet przy planetach, które recytuje się szybko, połykając końcówki. Merkury, Wenus. Ziemia, Mars. Jowisatururaneptupluto.

Co tydzień, w czwartkowy wieczór, zasiadam z rodzicami przed telewizorem i wpatrujemy się zgodnie w obraz maszyny losującej, która hipnotycznie spluwa w górę kolorowymi piłeczkami. Tata strzela palcami, gdy oszalałe punkciki wirują pod kopułą łapczywych, przezroczystych tub, przypominających piszczałki kościelnych organów. Za chwilę piłeczki stworzą ciąg liczb, który powie rodzicom, czy stać ich na rozpoczęcie nowego życia.

Czasem przed zaśnięciem rozmyślam nad tym, czy można rozpoznać jakąś prawidłowość w wystrzeliwanych co tydzień wynikach, czy gdybym pewnego dnia usiadł przy stole i zaczął recytować ciąg liczb, jak recytuję kolejność planet, i wymieniłbym wszystkie możliwości, to w której minucie, godzinie czy którego dnia wypowiedziałbym prawidłowy wynik, stanowiący bilet do nowego mieszkania.

Co tydzień rodzice wpatrują się w piłeczki maszyny losującej i wierzą, że będzie ich stać na własny dom i nie będą już dłużej mijać się w przedpokoju z osobą, o której nie lubi się mówić, a której na pewno ja sam nie powinienem nazywać dziadkiem, ponieważ jest mi to zabronione. Rozumiem to tak, że każdy dom posiada swoje określone napięcie, niewidoczne dla ludzi spoza tego domu. Mój wyróżnia się tym, że nie można nazywać dziadka dziadkiem. I nie wolno nucić, ponieważ nucenie to coś, co robi dziadek.

B

Zwykle nie lubię być u siebie, dlatego często chodzę do Feriego. Feri mieszka w bloku, w mieszkaniu znajdującym się nad sklepem z drukarkami, a z okien jego pokoju można obserwować podwórko: szereg aut, potem wybetonowana przestrzeń, służąca najczęściej za boisko, trzepak, który czasem robi za bramkę, czasem za zabawę samą w sobie. Dalej drzewo, wiosną i latem zasłaniające garaże, z pniem kłaniającym się wszystkim tak nisko, że wchodzą na nie i przedszkolaki.

Po najmocniejszej gałęzi można wejść na blaszany dach garaży, zrobić parę kroków, zeskoczyć i tym sposobem odkryć Hades, prostokąt ziemi między tylną ścianą budynków a ceglanym murem. W Hadesie jest mnóstwo krzaków do tworzenia baz, wieża z płyt chodnikowych, stanowiąca pomoc w powrotnej wspinaczce na dach, a przede wszystkim skromne pole trawy, pozwalające leżeć i patrzeć w niebo.

Jutro, w ostatni dzień szkoły, wystąpię w szkolnym przedstawieniu i będę grać Ernesta Nemeczka, ale teraz jeszcze siedzę przy stole, zgarniam jednym ruchem kulki z chleba, zaczynam układać je od nowa.

O tym, że jestem Ernestem, a Feri – Ferim, zadecydowała nauczycielka. Nie chciałem postaci Nemeczka, ponieważ wiedziałem, że przesądziła o…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Jak wzmacniać odporność psychiczną