W momencie pisania tego tekstu cena kakao na światowych rynkach bije rekordy. W prasie pojawiają się artykuły o tym, że wspomniane ziarno jest więcej warte niż miedź. I rzeczywiście pod koniec kwietnia 2024 r. za tonę ziaren kakaowca płaciło się nieco ponad 10 tys. USD, ciut więcej niż za niezbędny w produkcji elektroniki metal. Czy więc czekolada, której niezwykle ważnym składnikiem jest kakao, stanie się wkrótce towarem dostępnym tylko dla wąskiej elity? I czy będzie jednym z pierwszych produktów spożywczych, które unaocznią bogatemu Zachodowi, jak poważnym procesem są zmiany klimatu? Nie można wykluczyć takiego scenariusza.
Ale opowieść o cenach kakao jest o wiele bardziej skomplikowana.
Splatają się w niej bieda krajów – eksporterów tego dobra, zakusy lokalnych gangów na ziemię, na której uprawiane są kakaowce, pomysły na adaptację klimatyczną oraz to, jak bardzo pragniemy prostych wyjaśnień niezwykle złożonego świata.
Pod koniec marca na portalu Eska.pl mogliśmy przeczytać artykuł pod tytułem: Słodycze towarem luksusowym? Ceny kakao biją rekordy! To będzie gorzka Wielkanoc. „Ceny kakao na światowych rynkach biją historyczne rekordy. Według analityków może to oznaczać podwyżki cen słodyczy na Wielkanoc i w kolejnych miesiącach. Wśród przyczyn są susze, upały i gwałtowne burze w Afryce Zachodniej, gdzie wytwarza się najwięcej ziaren” – czytamy w tekście.
Inny przykład opowiadania tej samej historii, tym razem nagłówek z Biznes.Wprost.pl: Ekspertka: Czekolada może się stać towarem luksusowym. „Spadek produkcji i wzrost cen kakao nieuchronnie przełoży się na dostępność produktów z czekoladą na rynkach rozwiniętych, zwłaszcza w Europie i Ameryce Północnej, które są największymi konsumentami wyrobów na bazie kakao. Ten wpływ widać już zresztą choćby na przykładzie polskiego rynku. W lutym 2023 r., gdy inflacja ogółem wyniosła w Polsce rekordowe 18,4%, a światowe ceny kakao były czterokrotnie niższe niż obecnie, kakao i czekolada w proszku (w formie napojów) kosztowały według Głównego Urzędu Statystycznego o 22,4% więcej niż przed rokiem” – czytamy w artykule.
To może jeszcze jeden tekst. Tym razem z „Rzeczpospolitej”. „Według badań wykonanych przez Mintec w ostatnim roku ceny składników potrzebnych do wyprodukowania tradycyjnej 100-gramowej tabliczki mlecznej czekolady wzrosły o 28%” – czytamy w tekście zatytułowanym Czekolada towarem luksusowym? Co łączy trzy powyższe przekazy? Oczywiście prognoza, że już wkrótce na słodkie przysmaki będzie stać tylko garstkę najzamożniejszych obywateli. Tym przecież z definicji jest luksus – zbytkiem dostępnym nielicznym. A co dzieli wspomniane artykuły? Dwa pierwsze zostały opublikowane w marcu i kwietniu bieżącego roku. Ostatni ponad dekadę temu, w październiku 2013 r. Po 10 latach od prognozy znaczna część z nas wciąż może sobie na czekoladę pozwolić. A nawet stać na nią znacznie większą liczbę osób niż w 2013 r., ponieważ przez ten czas nasze pensje wyraźnie wzrosły, również z poprawką na inflację. Nie zmienił się natomiast sposób mediów na przyciąganie uwagi odbiorców.
Konteksty drożyzny
Jeśli spojrzymy wstecz na odczyty cen kakao na światowych rynkach, to przez ostatnią dekadę trzymały się one w zakresie od mniej więcej 2 tys. USD do niecałych 4 tys. USD za tonę. Cena zaczęła gwałtownie rosnąć pod koniec ubiegłego roku i w 2024 r. dosłownie wystrzeliła. Od stycznia do dzisiaj wzrosty wyniosły prawie 150%.
Obecnie kakao jest najdroższe w historii. To oczywiście musi znaleźć swoje odzwierciedlenie na sklepowych półkach.
Najlepsze informacje na temat tego, ile płacimy za poszczególne towary, prezentuje Główny Urząd Statystyczny. To on szacuje wskaźnik inflacji, badając co miesiąc ok. 230 tys. cen różnych towarów i usług. Czy w raportach GUS-u widać już szalejące od miesięcy ceny kakao? Cóż… i tak, i nie. W marcu 2024 r. kakao i czekolada w proszku zdrożały, porównując rok do roku, o niecałe 7%. Przypomnijmy, że inflacja wynosiła wówczas 2%. Wzrost cen czekolady w proszku i kakao był więc wyższy niż wzrost cen ogółu towarów i usług w gospodarce. Dlaczego jednak skoro na globalnych rynkach kakao zdrożało o 150%, jego sklepowa cena nie wystrzeliła w górę? Bo cena ziaren kakaowca to tylko część finalnej wartości produktów, które są z niego produkowane. Na ich wytworzenie składają się przecież również transport, obróbka w krajach zamożnych, koszty pracy osób zatrudnionych w krajach rozwiniętych. Jednocześnie firmy prawdopodobnie nieco obniżają obecnie swoją marżę, chcąc przeczekać największe zawirowania cenowe.
Zostańmy jeszcze chwilkę przy inflacji. Pamiętajmy, że w gospodarce, również wtedy kiedy inflacja utrzymuje się w tzw. celu wynoszącym 2,5% plus minus jeden punkt procentowy, część cen rośnie, część utrzymuje się na względnie stałym poziomie, a część spada. To naturalna sprawa w kapitalizmie. Niska inflacja oznacza po prostu, że wzrosty są kompensowane przez spadki cen w innych „obszarach” koszyka inflacyjnego. A czekolada zajmuje bardzo niewielką jego część. Właśnie dlatego część z nas może nie zwrócić uwagi na to, że drożeje ona znacznie szybciej niż inne rzeczy.
Czy to znaczy, że całe zamieszanie z cenami kakao jest jedynie kolejną medialną paniką; kolejnym odgwizdanym przedwcześnie końcem świata, jaki znamy? Nie tak prędko. Rekordowe ceny kakao są przecież niepodważalnym faktem. Zazwyczaj żebyśmy mieli do czynienia z takimi zwyżkami, potrzebne jest nałożenie się na siebie kilku, a nawet kilkunastu czynników sumujących się w swego rodzaju perfect storm. Co się na niego w tym przypadku złożyło?
Żeby to wszystko spiąć w klarowny obraz, zacznijmy od tego, gdzie kakao jest uprawiane.
To niezwykle ważny element całej układanki. Zgodnie z informacjami przytaczanymi przez portal Climate.gov prowadzony przez amerykańską agencję naukową The National Oceanic and Atmospheric Administration (Narodowa Służba Oceaniczna i Atmosferyczna) kakao rośnie w pasie ok. 20 stopni na północ i południe od równika. Najlepsze warunki do uprawy panują w okolicach lasów deszczowych. Dlatego znaczna większość upraw przypada na kraje Afryki Zachodniej. Ghana i Wybrzeże Kości Słoniowej wiodą tu prym i odpowiadają za ponad 60% globalnej produkcji tego surowca. Na to pierwsze państwo przypada ok. 20% światowej produkcji, na drugie mniej więcej 40%. Jak nietrudno się domyślić, wspomniane kraje nie należą do najbogatszych. W Ghanie ok. 50% mieszkańców zatrudnionych jest w rolnictwie, a jego podstawą jest właśnie kakao. Duży sektor rolniczy stanowi swego rodzaju punkt odniesienia dla rozwoju gospodarczego danego kraju. Im jest on większy, tym zazwyczaj biedniejszy kraj. Dla porównania: w Polsce w rolnictwie zatrudnionych jest ok. 8% siły roboczej. I wartość ta spada od początku lat 90. W Niemczech natomiast ta część gospodarki skupia nie więcej niż 2% pracowników.
W Wybrzeżu Kości Słoniowej rolnictwo także jest istotną gałęzią gospodarki. Jeszcze kilkanaście lat temu państwo to było nawet zaliczane do tzw. państw upadających, czyli takich, gdzie władza centralna i cała administracja państwowa są niezwykle słabe. W ostatnich latach Wybrzeże Kości Słoniowej cieszyło się jednym z najwyższych wzrostów gospodarczych na świecie. Jednak jako że startowało z niskiego pułapu, to wciąż pozostaje krajem niezamożnym – PKB per capita z poprawką na siłę nabywczą w 2022 r. wynosiło tam nieco ponad 6 tys. dolarów międzynarodowych (sztuczna waluta umożliwiająca porównania między państwami). Produkt krajowy brutto Ghany był bardzo podobny.
Znów dla porównania ustawmy tu Polskę. Nasze PKB per capita z poprawką na siłę nabywczą to ponad 46 tys. dolarów międzynarodowych. Jakie to ma znaczenie? PKB przekłada się wprost na siłę administracji, zdolność do innowacji poszczególnych sektorów danego państwa, pewien „porządek instytucjonalny”. We wszystkich tych dziedzinach oba kraje nie radzą sobie najlepiej, co zresztą również ma wpływ na dzisiejszy kryzys, o czym za chwilę.
Według danych przytaczanych w artykule autorstwa badaczy pod kierownictwem Nikolaia Kalischeka zamieszczonym w prestiżowym „Nature” uprawą kakao w Ghanie i Wybrzeżu Kości Słoniowej para się około 2 mln rolników. Wiele spośród nich to dzieci. W 2021 r. „Deutsche Welle” przedstawiał wyliczenia, jak wygląda dystrybucja pieniędzy w czekoladowym łańcuchu dostaw.
O ile mieszkaniec Niemiec trzy lata temu płacił za tabliczkę czekolady niecałe euro, o tyle do lokalnego plantatora w Ghanie trafiało ok. 6 eurocentów.
Mimo że dochody z uprawy kakao ledwo pozwalają na utrzymanie się na powierzchni, i tak w biednych krajach jest to na tyle intratne zajęcie, że przyciąga wiele osób. A te są gotowe karczować las deszczowy właśnie pod uprawy. Sprzyja temu wspomniana bardzo słaba administracja. Dla przykładu: szacuje się, że Ghanie od 2000 r. uprawa kakaowców jest odpowiedzialna za…