To był klasyczny owczarek niemiecki. Ziajał i przynosił patyki. Siadał z dziadkiem w ciasnej kuchni i oczywiście nie palił, ale trochę wyglądał, jakby chciał dostać jednego małego sporta. Dziadek i Mali byli zżyci. Wymieniali czułości i spojrzenia, spacerowali w milczeniu. Potem przestali. Mali kulał, a z czasem w ogóle nie mógł chodzić. Rodzina wynosiła go przed blok w kocu. Pałętało się słowo dysplazja. Mali wyglądał jak lokalny bożek – niesiony do auta przez kilkoro dorosłych, w tym milczącego dziadka. Mali wkrótce zniknął. Skórzana kurtka dziadka również.
Kilka dekad temu w Polsce panował boom na owczarki niemieckie.
Winne były temu seriale z przełomu lat 60. i 70. – Czterej pancerni i pies oraz Przygody psa Cywila. Mądry, gotowy ryzykować życiem dla kompanów Szarik, od razu stał się ikoną. I tę ikonę wciąż można podziwiać. Nie tylko na ekranie, ale także w Centrum Szkolenia Policji w Sułkowicach. Wprawdzie trudno ustalić, którego z trzech psów grających w serialu ciało stało się eksponatem, jednak wkład Szarika w kynologiczne gusta Polaków jest ogromny. Tym tragiczniejsze wydają się losy tej rasy.
Owczarek piękny i chorowity
Dziś owczarek niemiecki należy do kategorii trzeciej, czyli rasy szczególnie zagrożonej chorobami (obok bloodhounda, buldoga, doga z Bordeaux, mastiffa, mastiffa neapolitańskiego, pekińczyka, bernardyna i mopsa) według klasyfikacji „Breed Watch”. Stosowana jest ona w ramach Kennel Clubu, największej brytyjskiej organizacji zajmującej się hodowlą psów i organizacją wystaw.
Alarmująca kategoria jest konsekwencją degeneracji psów przez człowieka.
Poziom drugi, nieco łagodniejszy, ale także oznaczający zagrożenie zdrowia, wskazuje już nie na kilka ras, a na kilkadziesiąt. Ich problemy wynikają, częściowo ze stosowania chowu wsobnego w przeszłości oraz z hodowli selekcyjnej, zorientowanej na konkretne cechy zwierząt. U owczarków niemieckich to np. uparte równanie do estetycznych kanonów – m.in. przesadnego kątowania tylnych nóg. Daje ono efekt obniżenia linii lędźwi. Jej spadek „pod kątem około 23 stopni” określa aktualny wzorzec rasy ustanowiony przez Międzynarodową Federację Kynologiczną (FCI). Ale nie zawsze tak było.
Pierwszy owczarek niemiecki – Horand von Grafrath, był bardziej postawny i klocowaty niż współczesny pies. Z czasem jednak zaczęto go zakrzywiać i przechylać, co odbiło się na zdrowiu i ruchu owczarków – piszą na łamach „Scientific Reports” autorzy publikacji zatytułowanej Different Conformations of the German Shepherd Dog Breed Affect Its Posture and Movement. Jak? Ano np. tak, że aż 20,5% z nich cierpi z powodu dysplazji (niedostateczny rozwój kości i innych elementów) stawów biodrowych – zdaniem Orthopedic Foundation for Animals. Choć trzeba zaznaczyć, że obecnie odsetek psów z dysplazją ulega zmniejszeniu. Sytuacja się poprawia, co jest efektem systemów regulacyjnych i wytężonej pracy wielu hodowców. Dziś psy (w hodowlach podlegających FCI) kwalifikowane do rozrodu muszą przechodzić m.in. testy radiologiczne. Mój dziadek 30 lat temu raczej nic o owczarkach nie wiedział. Może gdyby miał świadomość, czym są obarczone, wybrałby innego psa? Czy Mali z tego właśnie powodu podróżował w kocu?
Niskie tyłki owczarków niemieckich od zawsze budziły kontrowersje. I budzą je do dziś. W 2016 r. na słynnej wystawie „Crufts” w Wielkiej Brytanii pojawiła się 3-letnia suczka Cruaghaire Catoria. Ludzie byli oburzeni. Organizacje broniące praw zwierząt zawrzały, a mikrobiolożka Rachel Dutton napisała: „Wstydź się, Kennel Club”. Grzbiet psa wyglądał jak zjeżdżalnia. Brytyjski dziennik „Independent” ujął to inaczej. Pisał o psie z „opadającym grzbietem” i „zdeformowanym chodem”, ale zdaniem weterynarzy kulawizna nie występowała. Suczka przed pokazem pomyślnie przeszła testy weterynaryjne, a jej właścicielka – Susan Cuthbert, zajęła na pokazie pierwsze miejsce. Dlaczego? Bo standardem w kynologii jest grzbiet opadający.
Prócz owczarków popularnością cieszą się wciąż rasy brachycefaliczne, ze spłaszczoną kufą. W 2016 r. Brytyjskie Stowarzyszenie Weterynaryjne przestrzegało w szczególności przed kupnem buldogów, shih tzu i mopsów. Dowiedziono, że brachycefaliczność zwyczajnie skraca psom życie.
Nadmierne skrócenie kufy u mopsa przekłada się na jego problemy z żuciem i przełykaniem. A także powoduje niewydolność oddechową.
Mops często charczy krztusi się. W trakcie wysiłku lub upału może się przegrzać. Z powodu jego wydatnych oczu dochodzi często także do owrzodzenia rogówek. Jak w przypadku owczarka, powodem tych problemów są lata hodowli skupionej na przekazywaniu niezdrowych, ekstremalnych pod kątem aparycji cech.
– Rozwijaliśmy [u mopsa] ten kształt pyska, ale naturze to nie odpowiada, więc nie wszystkie elementy w środku zmniejszają się tak, jak chcemy – mówi Rowena Packer, badaczka z Royal Veterinary College. Na tym nie koniec. Kolejnym przykładem jest inny ikoniczny pies, bernardyn. Ten legendarny pies ratowniczy pochodzi ze Szwajcarii. Został wyhodowany przez mnichów z Hospicjum św. Bernarda w Alpach. Jego wizerunek medialny to zawsze masa, ogromne fałdy skóry i noszona na szyi beczuszka brandy. Pies ratował podróżników zasypanych lawinami. A legenda głosi, że alkohol miał tych wydobytych spod śniegu rozgrzać do czasu dotarcia ekipy ratunkowej. Swoją popularność Bernardyn przypłacił zdrowiem. „Breed Watch” martwi się luźną skórą na ich pyskach, a szczególnie w okolicach ich górnych i dolnych powiek. Ich brzegi często nie mają kontaktu z okiem, gdy pies znajduje się w naturalnej pozie – wywijają się do wewnątrz lub na zewnątrz. Stan ten może przerodzić się w miejscowe zapalenie. Do tego dochodzi szereg schorzeń wynikających z samej masy psa.
Łatwo skończyć w tym miejscu na oburzeniu i obrazić się na to, w jaki sposób obecnie psy kategoryzujemy.
Jednak historia relacji człowieka z psem jest długa, a dzisiejsze rozumienie ras psów stosunkowo nowe. Ten koncept, opierany na pilnowaniu ksiąg rodowodowych, przestrzeganiu standardu rasy i czystości krwi, liczy sobie w naszym kręgu kulturowym niecałe 200 lat – jak piszą Michael Worboys, Julie-Marie Strange i Neil Pemberton w książce The Invention of the Modern Dog. Nie znaczy to, że wcześniej nie stosowano hodowli selekcyjnej. Lecz nie była ona tak restrykcyjna, nie dążyła do ujednolicenia psów w ramach jednej rasy, tak jak w dwóch ostatnich stuleciach. Wcześniej opierała się przeważnie na psiej użyteczności.
Początków dzisiejszego rozumienia rasy można upatrywać w wiktoriańskiej Anglii. Projekt poprawiania psów uosabiał aspiracje rosnącej w siłę burżuazji, zostawiając nieco w tyle ideały ziemiaństwa. Był też próbą narzucenia hierarchii. „Wsparcia” natury i ewolucji. Przejawem stawiającej wówczas pierwsze kroki eugeniki. Wytworem ambicji i fantazji. Pytanie, jak do tego doszło, być może pozwoli zrozumieć, czym są rasy psów dzisiaj.
Psy pasterskie i dla damy „na kolanko”
Wspólna historia psa i człowieka rozpoczęła się jakieś 27–40 tys. lat temu. To wtedy genotypy psów i wilków uległy rozdzieleniu. Powodem psio-ludzkiej przyjaźni miała być obopólna korzyść, tzw. ewolucyjny skrót. Zamiast wykształcać nowe cechy, wykorzystaliśmy zdolności psów. I vice versa. Nie trzeba mieć superwęchu, wystarczy mieć psa. Nie trzeba strzec ogniska do późnej nocy, dobry czworonóg ogarnie to za nas. Pies pomagał zdobyć pożywienie, a człowiek gwarantował mu miejsce w obozowisku. Z wdzięczności oddawał także część strawy.
Od początku pewne zachowania psów były faworyzowane, inne nie.
Psy okazały się pojętne, komunikatywne i przede wszystkim gotowe do pracy. Właśnie ten aspekt znacząco zbliżył nas do siebie. Na tej podstawie człowiek zaczął psy odróżniać. Pierwsze typy kształtowały się naturalnie, były różnorodne. W obrębie jednego typu psia uroda przechodziła płynnie jedna w drugą. Tworzyła gradient. Nie było potrzeby rozmieniania psów na drobne.
Psy, które dobrze biegały i strzegły zwierząt, zaczęto nazywać pasterskimi lub owczarkami – herding dogs. Potem wyłoniła się szeroka kategoria myśliwska. Gończe nazywano ogarami (hound), chwytające zwierzynę retrieverami. Mające wszystkie te cechy – terierami. Były też psy pilnujące dobytku – stróżujące, oraz psy ratownicze. Wyróżniano psy wyścigowe, szczurołapy – ratting dog, a także miniaturowe dla dam na kolanko – lap dogs. Oraz znane północnym ludom – psy zaprzęgowe. Z biegiem lat pojawiły się także psy terapeutyczne i służbowe. Było ich coraz więcej i więcej. Każda grupa miała swoje zadanie – to one gwarantowały przecież psu bytowanie w ludzkiej społeczności.
Wraz z potrzebami człowieka zadania psów się zmieniały. Wiele typów wyginęło jak starogrecki stróż – molossus, daleki przodek mastiffa. Albo wilczarz irlandzki, monstrualny dog, który polował na wilki, póki te na Wyspach Brytyjskich nie zostały wytępione przez człowieka (Przyjmuje się, że pies ten został odzyskany, ale historia jego przywracania jest raczej kontrowersyjna). Wspomnieć można też rzekomą krzyżówkę psa i kojota – hare indian dog. Po wynalezieniu broni palnej ten czworonóg przestał być potrzebny. Stopniowo zmieszał się z innymi psami. Ale chyba zapomniano o małym piesku, który miał w zwyczaju kręcić rożnem. Wbiegał do koła i przebierał nogami, aby mięso przypiekało się równo z każdej strony. To on, ten właśnie niskopodłogowiec – turnspit dog, doglądał mięsa, zanim wynaleziono piekarniki. I zanim wynaleziono w wiktoriańskiej Anglii pojęcie psiej rasy (breed), wedle której w mniejszym stopniu liczyło się już, co pies robił, a bardziej jak wyglądał. Te dwa bieguny oczywiście nigdy nie uległy całkowitemu rozdzieleniu. Często aparycja wynikała z funkcji, jaką pies pełnił. Turnspit dog nie bez powodu był krótkołapy i miał podłużny grzbiet. Jednak w tamtych latach nie było to wcale regułą. Nowoczesne psy cechowała inna trajektoria rozwoju…
Namysł nad rasami psów poprzedziły dzieła ery nowożytnej. Wiedza o psach była zamknięta w wielotomowych księgach Johna Caiusa, pioniera anatomii i francuskiego przyrodnika Georges’a-Louisa Leclerca de Buffona. Hrabiego frapowała bliskość psa i wilka. Dzięki serii eksperymentów hodowlanych w końcu orzekł, że gatunki te są rozdzielne. Ale wciąż zdumiewała go psia wielorakość – próbował ją więc jakoś usystematyzować. Na podstawie Biblii wykoncypował, że natura ma swój cel – oczywiście służyć człowiekowi. Dlatego podstawowym psem, z którego wyniknęły wszystkie inne, musi być pies pasterski. Różnorodny z racji istnienia geograficznej i klimatycznej zmienności. Reszta psów, myślał de Buffon, to zwykłe kundle – krzyżówki wiernie służących ludziom przodków. Nawet mops to kundel. Zdaniem francuskiego badacza miał on być dzieckiem buldoga i małego doga, a nie, jak dziś głosi prawdopodobna hipoteza: ulubieńcem chińskiego dworu, prastarą rasą cesarską.
Namysł nad psami nie ustawał, lecz zmieniały się jego kryteria. Nieco bardziej pogłębionej klasyfikacji dokonał w kolejnym stuleciu brytyjski weterynarz i obrońca zwierząt – William Youatt. W 1845 r. opublikował w Wielkiej Brytanii słynną książkę – The Dog. Wyodrębnił w niej 68 rodzajów psów (co było wtedy synonimiczne z określeniem rasy, typu, itd.). Podzielił je na trzy grupy – kryterium stanowił kształt czaszki. Pierwsza określała psy dzikie i udomowione o cienkich podłużnych głowach, m.in. w typie brytyjskich chartów. W drugiej znalazły się spaniele, setery, wyżły i ogary, z głową zwężoną umiarkowanie i wysokim czołem, dającym odpowiednią przestrzeń na inteligencję. To nie jest żart. W tamtym czasie popularna była frenologia – pseudonauka wiążąca zdolności intelektualne z kształtem głowy. Dlatego dla Youatta środkowa grupa czworonogów była najcenniejsza. A ostatnia najmniej. Zamykała się w zaledwie dziewięciu psach ze zmniejszoną kufą i zmarszczonym czołem. Te psy, z buldogiem na czele, miały być rzekomo bardziej „brutalne”. Na prawdziwie nowoczesnego psa trzeba było jednak jeszcze chwilę poczekać. Dopiero 15 lat później zaczęto powszechnie mówić o rasie wyłącznie w kontekście czystości krwi czworonogów – piszą Michael Worboys, Julie-Marie Strange i Neil Pemberton w książce The Invention of The Modern Dog. XIX stulecie stworzyło do tego warunki idealne, kiedy to rozum człowieka miał swój popisowy moment w historii.
Major pana Smitha – pierwszy nowoczesny pies
Telefon, radio, karabin maszynowy, wreszcie kolej, fotografia i kolejne szczepionki – zapanowała era wynalazków, która umocniła władzę Homo sapiens na ziemi. W krótkim czasie nasz gatunek stworzył innowacje, które z impetem wepchnęły świat na nowe tory – urbanizacji, pęczniejącego przemysłu i oczywiście imperializmu. Był to czas zamętu niespotykanego dotąd w dziejach, co trafnie podsumował filozof i matematyk Alfred North Whitehead, stwierdzając: „Największym wynalazkiem XIX wieku było wynalezienie metody stwarzania wynalazków”. Dopiero z perspektywy czasu widać, że wiek XIX to także czas gdy rozum – jak z kolei pisał filozof szkoły frankfurckiej Max Horkheimer – coraz wyraźniej stawał się instrumentem panowania i przemocy, a świat zaczął być postrzegany jako jego łup. Łupem nowego porządku musiał paść także pies.
Wcześniej pies polował. W XIX w. nie był już oczywiście do tego zadania niezbędny.
Polowania miały charakter towarzyski, popisowy, prestiżowy. Lordowie i właściciele ziemscy trzymali po kilkanaście par psów, czasem więcej. Często wymieniali się zwierzętami z innymi hodowcami w okolicy. Jednak w każdym „szczepie” psów były te najlepsze, nazywane stallions – analogicznie do koni wyścigowych. Te osobniki zaczęto wystawiać na pokazach rolniczych. Z czasem pojawiło się coraz więcej rozrywek. Obok wystaw organizowano psie wyścigi i inne konkursy skupiające się na umiejętnościach czworonogów. Popularne były zakłady, obstawianie zwycięzców, a wśród klasy robotniczej silne fetowanie i picie na umór. Wydarzenia te miały charakter komercyjny i często w ich programie znajdywały się także tzw. krwawe sporty – szczucie psami niedźwiedzia zakutego w kajdany (bear-baiting) albo walki psów i kogutów. Zabroniono ich w 1835 r. na mocy The Animal Cruelty Act. Rywalizacja przeniosła się więc w inne miejsce.
Konkurencja rosła także na wystawach psów, gdzie niemal od początku kontrowersja goniła kontrowersję.
Z początku wywoływała je zmiana w ocenianiu psów, które zaczęły być punktowane wyłącznie za wygląd, a nie możliwości sportowe. Dlatego z czasem podczas konkursów dzielono psy na sportowe i niesportowe. To jednak nie rozwiązało sprawy. Przez dekady miłośnicy psów mieli obiekcje odnośnie do decyzji sędziów. Na nobliwych wydarzeniach w dużych miastach zasiadali dżentelmeni i przeważnie nagradzali psy swoje lub swoich kolegów. Prasa burzyła się, ludzie wykłócali o swoje racje. Czemu? Nie było zgody co do wspólnych kryteriów oceny. Powstawało wiele osobnych stowarzyszeń i organizacji, które próbowały przewodzić nowej sile. Wkrótce w wojnie o pieczę nad psami zwyciężył Kennel Club, ale moment „wynalezienia nowoczesnego psa” nadszedł nieco wcześniej. We wrześniu 1865 r. Należał on do Johna Henry’ego Walsha. Eksmyśliwego, który po tym jak stracił palce lewej ręki, postanowił zajął się dziennikarstwem. Na łamach magazynu „The Field” próbował położyć kres niekończącym się waśniom. W tym celu opublikował pierwszy wzorzec psiej rasy,…