Papież miał w zwyczaju budować homilie i katechezy na kanwie trzech punktów, które należy zapamiętać, i to szalenie przydatny system. Spróbuję tak poprowadzić to podsumowanie.
Prostota
Franciszek był pierwszy. Nie tylko dlatego, że był pierwszym papieżem noszącym to imię, a od pierwszego dnia pontyfikatu komentatorzy zastanawiali się czy chodzi raczej o pielgrzymującego do Indii i Japonii Franciszka Ksawerego, czy o Franciszka Borgiasza, obaj wszak byli współbraćmi z Towarzystwa Jezusowego 266. biskupa Rzymu. Oczywistą opcją był też Biedaczyna z Asyżu. Jorge Mario Bergoglio już wkrótce pokazał, że z trzech powyższych kandydatur, ta trzecia postać była mu najbliższa – ideałem kolejnego papieża była bowiem prostota.
Od początku pontyfikatu mierzył się z krytyką bardziej konserwatywnych komentatorów życia Kościoła, przywiązanych do jego poprzednika, Benedykta XVI postrzeganego jako strażnika tradycji, choć dokonał na niej jednej z ciekawszych transgresji, rezygnując z posługi piotrowej. Już początkowe gesty papieża pokazały, że nie jest przywiązany do dóbr materialnych, krytycy wytykali mu wręcz dziadostwo. Rezygnacja z apartamentu, prosty krzyż i szaty, znoszone buty, przypisywane Franciszkowi słowa o „końcu karnawału”, gdy po wyborze nie założył tradycyjnej czerwonej peleryny z gronostajami, tylko wyszedł do ludzi w białej sutannie – niechętni papieżowi widzieli w tych drobnostkach działania pod publikę.
Wiele innych gestów jak np. umycie i ucałowanie stóp uchodźców (!), kobiet (!!) i muzułmanów (!!!) były odbierane jak zamach na wiarę. Pojawiały się nawet i takie głosy, które podważały ważność pontyfikatu Franciszka.
Franciszek był jednak pierwszy również w nieco mniej symbolicznych, a po prostu praktycznych zakresach. Jako pierwszy papież uznał, że rozwodnicy znajdujący się w ponownych związkach małżeńskich mogą przystępować do komunii. Jako pierwszy przyznał też, że związki osób tej samej płci mogą być błogosławione. Wreszcie jako pierwszy dał realną władzę kobietom w Watykanie. Papież budował swój pontyfikat, biorąc pod uwagę realne warunki życia ludzi w XXI w., nie zaklinał rzeczywistości, lecz na nią odpowiadał. Pokazywał, że rzeczy, które dotychczas stanowiły Rubikon nauki społecznej i moralnej Kościoła są do przekroczenia – z uwagi na drugiego człowieka. Kościół można zmieniać, wystarczy stać twardo na ziemi.
Perspektywa
Franciszek był też pierwszym papieżem z Ameryki Południowej, oraz pierwszym papieżem jezuitą. Dużo tu pierwszeństwa, jakby zmarły Ojciec Święty papiestwo budował na nowo. Wrażliwość na sytuację ubogich nie była wyłącznie etykietą, ale realnym programem papieża, dla którego kluczową kategorią teologiczną był lud. Nie bezimienna masa, ale prawdziwy podmiot wiary Kościoła.
Kierowanie się głosem ludu wymaga odpuszczenia sprawstwa hierarchii na rzecz społeczności, osłabienie władzy kleru na rzecz laikatu. I ten pontyfikat konsekwentnie to realizował: synod o synodalności (i wcześniejszy synod o Amazonii) zainicjował prawdopodobnie najważniejszą zmianę Kościoła od II Soboru Watykańskiego. Jest nią demokratyzacja władzy wprowadzona w proces decyzyjny, realne przekazanie inicjatywy wiernym. Franciszek przestawił kurs Kościoła, dowartościowując odpowiedzialność świeckich, choć niekiedy to ledwie pierwiosnki. Myśląc o synodalności, nie sposób jednak zapomnieć, że ma ona kilka oblicz. Znajomy zwrócił mi uwagę, że pontyfikat Franciszka „przyklepał” tylko jego złe wyobrażenia o Kościele jako instytucji do zreformowania niemożliwej. Demokratyzacja wydarzy się tylko wtedy, gdy zaangażują się w nią także lokalni biskupi. Szczególnie emblematyczny staje się np. opór abp. Marka Jędraszewskiego, który prace synodalne w archidiecezji krakowskiej właściwie storpedował przez wyciszenie.
Choćby takie przykłady pokazują, że do rewolucji jeszcze daleko, ale bez Franciszka warunków dla zmiany by nie było.
Postawienie na lud było szczególnie widoczne również w kwestii osób skrzywdzonych seksualnie. Dotychczasowa polityka Kościoła – pomimo pewnych działań naprawczych podjętych przez poprzednich papieży – była nieefektywna. Zwołany przez papieża specjalny szczyt poświęcony temu skandalicznemu złu był miejscem, w którym Kościół po raz pierwszy tak mocno postawił w centrum ofiary. Papież wprowadził także motu proprio Vos estis lux mundi, pozwalające rozliczać biskupów z tuszowania pedofilii, co doprowadziło do szeregu dochodzeń również wobec polskich hierarchów. Takie wsłuchanie się w lud widać było szczególnie w poruszającym momencie pontyfikatu, jakim była pielgrzymka do Chile. Papież jechał do kraju będącego miejscem olbrzymiego skandalu seksualnego z udziałem jednego z najbardziej prominentnych księży. Miał tam mianować na biskupa księdza zaangażowanego w krycie przestępcy, ale na skutek gorących protestów świeckich i rozmowy z ofiarami, papież publicznie wycofał się z powziętego zamiaru. Przyznam szczerze, że był to jedyny moment, w którym widziałem następcę św. Piotra, który przyznaje się do błędu, co niewątpliwie stanowi wyraz nietuzinkowości pontyfikatu Franciszka. Perspektywa ludu wiąże się w naturalny sposób z jezuityzmem Bergoglia. Teologia rozeznania kieruje…