Gdy byłem dzieckiem nie pytano, czy słodzisz, tylko ile. Jajko niespodzianka? Kolekcja ręcznie malowanych figurek już czeka w domu na dołożenie kolejnej pierdółki. Słodycze mojego dzieciństwa stanowiły iskierki luksusu, erzace dobrobytu. Myślę o tym słodyczowym eldorado dziś jako rodzic, próbując ustrzec moje dziecko przed nieszczególnie zdrowymi przyjemnościami, samemu prowadząc podwójne gastronomiczne życie. Z trudem przychodzi odmawianie komuś, skoro sobie ledwo odmawiam. Niemniej widzę, jak bardzo cukier został sproblematyzowany. Popularne serie literatury dziecięcej regularnie mierzą się z koniecznością produkcji odcinka o zdrowej diecie (Pucio wybierający z zachwytem czystą wodę z kranu zamiast soku pomarańczowego? To jakaś groteska), rodzice zaś z pytaniami: „Czy już jadło czekoladę?”. A przecież przez większość historii ludzkości radziliśmy sobie bez cukru. W renesansie jego spożycie wynosiło ok. 1 łyżki rocznie, jeszcze w XIX w. było to mniej więcej 5 kg na głowę. Obecnie wynosi prawie 10 razy tyle, a słodki kryształ stał się jednym z nieodzownych elementów…
Redaktor miesięcznika „Znak”, doktor filozofii. Współpracuje z magazynem „Kontakt”, pisze również w „Tygodniku Powszechnym” i na portalu NOIZZ.pl