Jesteś tancerką i choreografką, ale w projektach, które współtworzysz, widać duże zainteresowanie rzeźbą – dziedziną bardzo statyczną, zatrzymującą ruch w jednej pozycji. W sierpniu odbędzie się premiera Somy stanowiącej kontynuację performansu Rzeźbiary. Oba spektakle nawiązują do historycznych postaci artystek-rzeźbiarek oraz ich twórczości. W jaki sposób choreografia koresponduje z rzeźbą?
Interesuje mnie fuzja tańca i rzeźby, nie ze względu na ich odmienność, tylko podobieństwo. Obydwie sztuki powstają w procesualny sposób – w pracowni, w dłuższym procesie twórczym. Rzeźba jest pozornie statyczna, można powiedzieć: zastygła, trwająca w ruchu. Możemy patrzeć na nią nie tylko przez pryzmat formy, materiału, z którego została wykonana, czy historii, jaką niesie (np. poprzez nadany jej tytuł lub proces twórczy). Obie dziedziny są trójwymiarowe: ich parametrem jest przestrzeń, co czyni je wyjątkowymi wśród innych form sztuki i silnie wpływa na sposób ich odbioru.
Rozwijam swoją praktykę artystyczną w obszarze poszerzonej choreografii, nazywanej także nową choreografią. Traktuję ją jako organizację uwagi – opartą na cielesnym doświadczeniu ruchu i relacji z publicznością.
Moim celem jest tworzenie przestrzeni, w której widzowie mogą uczestniczyć indywidualnie, ale również pozwolenie sobie na dekonstrukcję stereotypów dotyczących ciała, tańca i relacji.

Oba performanse są realizowane we współpracy z Muzeum Narodowym w Warszawie. Rzeźbiary towarzyszyły wystawie Bez gorsetu. Camille Claudel i polskie rzeźbiarki XIX wieku, natomiast Soma powstała przy okazji wystawy Kierunek Paryż. Polskie artystki z pracowni Bourdelle’a. Jak wyglądała Twoja praca z instytucją muzealną?
Praca z instytucjami muzealnymi jest mi bliska, ponieważ to właśnie muzea w Polsce – m.in. POLIN, MSN, Zachęta, Muzeum Narodowe, a także mniejsze organizacje, takie jak FestivALT – od lat jako jedne z nielicznych instytucji wspierają sztukę tańca i choreografii w jej rozwoju. Współpraca ta opiera się na dialogu, co pomaga tworzyć przestrzeń, w której choreografia może otwierać odbiorców na nowe formy ekspresji i inne sposoby kontaktu ze sztuką.
Zaproszenie do współpracy z Muzeum Narodowym w Warszawie otrzymałam od producentki i ówczesnej kuratorki Marty Szymańskiej, zajmującej się od lat tańcem. Wystawy, o których mówimy, są częścią większego projektu badawczego kuratorek Ewy Ziembińskiej i Alicji Gzowskiej. To dzięki temu dialogowi i otwartości na niego, Rzeźbiary i Soma niosą ze sobą pogłębione treści intelektualno-teoretyczne. Cieszę się z tej współpracy.
Oba projekty wpisują się w nurt feministycznego – a może herstorycznego – podejścia do historii sztuki. Odnosicie się do artystek, które zostały zapomniane i nie weszły do kanonu. Skąd decyzja, aby skoncentrować się właśnie na kobietach?
W spotkaniu tańca i rzeźby kobieca perspektywa wydaje mi się podwójnie cenna. Możemy być jednocześnie niezależne i społecznie uwarunkowane różnymi rolami. Nasze ciała bywają też domem dla innego życia – jak moje teraz, gdy jestem w ciąży. Możemy postrzegać siebie jako formę zamkniętą, skończoną, ale i otwartą, umożliwiającą kontynuację życia: doświadczamy tego w sposób cielesny i codzienny. W praktykach tanecznych i choreograficznych ciało może być właśnie taką formą otwartą, zachęcającą do reinterpretacji i refleksji.
W naszych performansach i spektaklach – mówię „naszych”, bo za tym, co robię, stoją także „inne siostry” – podejmujemy krytyczną refleksję nad miejscem kobiecej twórczości w historii sztuki. Chcemy budować pamięć o artystkach i upowszechniać ich dorobek.
Nie postrzegam jednak herstorycznego podejścia jako wyłącznie mojego wyboru – to raczej odpowiedź na szerszą potrzebę społeczną.
W Rzeźbiarach i Somie wynika ono zarówno ze wspólnej pracy, jak i z kontekstu wystaw, do których te spektakle się odnoszą.
W Rzeźbiarach, razem ze współautorką performansu – choreografką i performerką – Magdą Fejdasz, oraz innymi twórcami m.in. Natanem Kryszkiem, Moniką Nyckowską, Alicją Czyczel, zgłębialiśmy szeroko rozumianą ideę siostrzeństwa, która towarzyszyła również rzeźbiarkom XIX w., a także fizyczność procesu powstawania rzeźby. W Somie, z Magdą oraz wokalistką i twórczynią muzyki Basią Małecką, kontynuujemy ten kierunek – przyglądamy się temu, co artystki-rzeźbiarki z początku XX w. uznawały za cielesne i figuratywnie kobiece – wytwarzane przez kobiety i często reprezentujące ciało żeńskie. A także temu, jak ich warsztat wyrażał się przez powtarzalność i seryjność tworzonej formy. Część rzeźbiarek wykonywała swoje prace w różnych materiałach i niektóre z rzeźb na wystawie przedstawione są w dwóch siostrzanych wersjach (np. w ceramice i ceramice szkliwionej), co nadaje im inny wydźwięk, wywołuje potencjalnie inne odczucia u odbiorcy. Zachęcam do obejrzenia ich osobiście, wystawa Kierunek Paryż. Polskie artystki z pracowni Bourdelle’a otwarta jest do 26 października w Muzeum Rzeźby w Królikarni, oddziale Rzeźby Muzeum Narodowego w Warszawie.
Zapraszam również na pokazy premierowe Somy, które odbędą się 21, 22 i 23 sierpnia w Parku Rzeźby. Posiadacze biletów na performance będą mogli w tych dniach obejrzeć także wystawę.
W obu performansach istotny był temat siostrzeństwa.
Tak, interesuje mnie praktykowanie siostrzeństwa. Dlaczego? …bo mam siostrę, która jest dla mnie ważna, bo ukończyłam żeńskie liceum, bo jestem matką, bo od lat współpracuję z Magdą Fejdasz, bo od kobiet w życiu zawodowym i prywatnym nauczyłam się trwać przy swoim, dostałam dużo wsparcia i te kobiece spotkania mnie ukształtowały.
Na wystawie Bez Gorsetu w sali mistrzów pojawiły się prace francuskiej rzeźbiarki Hélène Bertaux – nauczycielki Toli Certowicz, która starała się umożliwić kobietom uczestnictwo w sztuce. Kojarzona była również z upowszechnianiem idei siostrzeństwa już w 1911 r. , co wiemy od historyczki sztuki i kuratorki wystaw – Ewy Ziembińskiej. W tych pracach odwołujemy się wyłącznie do rzeźb zrealizowanych przez kobiety, choć są to też wizerunki ciał męskich. W Rzeźbiarach interesowało nas, co bohaterki wystawy robiły dla siebie nawzajem i dla innych kobiet. Na przykład Tola Certowicz otworzyła w Krakowie – finansowaną ze swojego posagu – Szkołę Sztuk Pięknych dla Kobiet, w której również nauczała. Potrzeba wspierania innych kobiet była także bliska Marii Gerson-Dąbrowskiej czy Antoninie Rożniatowskiej. To pokierowało nas w stronę refleksji nad statusem kobiecej relacji i sprawczości kobiet. Interesowała nas emancypacja przez ciało, ruch i dotyk.
Z kolei w Somie koncentrujemy się wokół tego, co postrzegane było przez rzeźbiarki nowego pokolenia jako cielesne.
Dlatego wybrałyśmy rzeźby, które przywołują wizerunki ciała kobiecego, ale i dziecięcego czy mitycznego. Zaciekawiło nas, co rzeźbione przez nie akty znaczą dziś dla każdej, każdego i do jakich przemyśleń zapraszają. Chcemy, aby widz poczuł swoje ciało w pełnym wymiarze przez taniec oraz towarzyszący mu głos, od wewnątrz, przez doświadczenie słyszenia, widzenia i czucia.
To, co było dla mnie niezwykle cenne w pracy nad projektem Rzeźbiary, to dojrzałość, z jaką razem z Magdą do niego podeszłyśmy. W momencie, gdy – z powodu macierzyństwa – nie mogłyśmy już wspólnie prezentować performansu, zdecydowałyśmy się na nowy krok: zaprosiłyśmy do projektu dwie inne artystki, Danę Chmielewską i Monikę Szpunar. Powierzyłyśmy im naszą pracę, zachęcając do ucieleśnienia jej przez siebie. Po premierze nowej odsłony pojawiły się głosy, że performans nabrał nowych znaczeń – inne osoby dostrzegały w nim inne obrazy siostrzeństwa i nowe sensy. To doświadczenie stało się dla nas impulsem do rozszerzenia naszego działania – z obszaru scenicznego w stronę inicjatyw społecznych i edukacyjnych. Zaczęłyśmy rozwijać praktykę na styku rzeźby i tańca, m.in. w ramach programu Otwartej Pracowni Rzeźbiar, realizowanej we współpracy z oddziałem Muzeum Narodowego – Królikarnią, zapraszając również inne artystki i pedagożki.
W tym roku kontynuowałyśmy również rozwój formatu choreograficznych oprowadzań wokół archiwum kobiecej rzeźby. Projekt Rzeźbiary – oprowadzania choreograficzne, realizowany wspólnie z Fundacją Artystyczną PERFORM, Muzeum Łazienki Królewskie oraz Muzeum Narodowym (oddział Królikarnia), dofinansowany z budżetu m.st. Warszawy, ma na celu stworzenie przestrzeni o charakterze laboratoryjnej, procesualnej i okazji do praktykowania odbioru sztuki rzeźby poprzez ruch, taniec i doświadczenie cielesne.
Jakie wrażenie zrobiły na Tobie polskie rzeźby i jak oddałyście to w choreografii?
Punktem wyjścia do pracy nad Rzeźbiarami była potrzeba nadania podmiotowości i widoczności polskim artystkom XIX w. Inspirująca była też dla mnie postać Camille Claudel – artystki, którą wcześniej znałam głównie przez pryzmat jej relacji z Augustem Rodinem. Moja wiedza opierała się wtedy na krążących opowieściach, plotkach i półprawdach. W pierwszym kontakcie z jej twórczością dostrzegłam głównie emocjonalne uniesienie – nie doceniając jeszcze precyzji jej warsztatu. Z czasem, w toku rozmów z kuratorką oraz po analizie dostępnych materiałów i pracy zespołowej, zaczęłam dostrzegać w biografii Claudel bardziej złożone wątki: siłę charakteru, niezależność, samotność, ekscentryczność oraz brak społecznego zaufania, który ją dotykał. To właśnie te cechy sprawiły, że z jeszcze większą uwagą skierowałyśmy się ku polskim rzeźbiarkom prezentowanym na wystawie.
Studium ich biografii – m.in. Toli Certowicz, która wspierała mężczyzn w kryzysie bezdomności; Heleny Skirmuntt, matki trójki dzieci, aktywnej zawodowo przez większość życia; czy Jadwigi Łubieńskiej, która potajemnie nauczała unickie dzieci i sprzeciwiała się zaborcom – zbliżyło nas do osobistej interpretacji motywów patriotycznych i religijnych, widocznych w ich twórczości.
Warto pamiętać, że artystki te tworzyły głównie na zamówienia instytucji kościelnych i mecenasów, działając w okresie zaborów. To z kolei wpływało na charakter ich prac – widoczne są w nich surowość, precyzja, siła i monumentalność.

Ten kontrast – pomiędzy potencjałem emocjonalnym rzeźby a jej realnym wyglądem – stał się dla nas osią performansu. Z jednej strony zależało nam na wydobyciu materialności, fizyczności, sensualności dzieł rzeźbiarek, z drugiej – poszukiwałyśmy sposobów na przywrócenie im widoczności i nadanie statusu artystek zapamiętanych. W tworzeniu tej choreografii zdecydowałyśmy się na zabawę z polonezem – tańcem, który w XIX w. nabrał narodowego, patriotycznego charakteru. Jego rytm towarzyszy prezentacji Rzeźbiar od początku do końca – jest śpiewany przez performerki jako ha ha ha w metrum trójdzielnym a widzowie często po zakończeniu nucą go pod nosem.
Dlaczego zdecydowałyście zatytułować performance Rzeźbiary, stosując formę zgrubienia, zamiast częściej używanego słowa „rzeźbiarki”?
Taniec współczesny i choreografia często są postrzegane jako hermetyczne. Chciałyśmy poprzez żartobliwy i lekki tytuł zbliżyć się do publiczności oraz nadać bohaterkom wystawy inną charakterystykę. Miałyśmy nadzieję, że tytuł zaczerpnięty z potocznego języka zainteresuje szersze grono odbiorców. Podobało nam się, że brzmiał mniej elitarnie, a bardziej demokratycznie.
Feminatyw „rzeźbiary” pozwolił skrócić dystans i przyciągnął odbiorców, którzy wcześniej nie interesowali się tańcem współczesnym. Słowo „rzeźbiary” kojarzyło nam się z „typiarami”.
Zainspirowało mnie też zdjęcie umieszczone na początku wystawy, a na nim wyraz twarzy rzeźbiarki Antoniny Rożniatowskiej. Widziałam w niej warszawską prażankę. Ten tytułowy żart spodobał się także producentce i współautorce pracy.
Rzeźbiary inspirowane były polskimi rzeźbiarkami XIX w., natomiast Somakoncentruje się na artystkach XX w. Jakie różnice dostrzegasz w sposobie przedstawiania ciała w tych dwóch epokach? I…