Subskrybuj
Z wykształcenia ukrainistka i polonistka. Redaktorka, autorka, tłumaczka. Promotorka kultury ukraińskiej. W „Gazecie Wyborczej” producentka i wydawczyni podcastów

Co jest złego w dobrostanie?

Idea ciągłego poczucia zadowolenia, oprócz tego, że jest stosunkowo niedawnym wynalazkiem społecznym, paradoksalnie nie poprawia naszego samopoczucia. Martwią nas standardowe spadki nastroju, z każdego niepowodzenia i smutku musimy znaleźć szybkie wyjścia, od razu wrócić do formy.

Zmuszam się do picia wody. Piję mało. Zapominam o nawodnieniu, a przecież wiem, że to ważne, wychowały mnie nagłówki: „Pij minimum dwa litry wody dziennie”. Woda mi nie smakuje. Nie czuję pragnienia. Moja skóra traci jędrność, mocz zmienia kolor na ciemniejszy – to oznaka lekkiego odwodnienia. Piszę do przyjaciółki: „Picie wody jest dla mnie ostatnio jedną z najtrudniejszych rzeczy”. Odpowiada, że też często czuje się odwodniona. Szukamy pomysłów, jak to zmienić.

Mój telefon płonie od reklam aplikacji pomagających się nawadniać (budzik z przypomnieniem nie wystarczy), produktów, które dodają wodzie smaku (ekologiczna mięta z dowozem do domu), wreszcie pojawia się asortyment butelek. Butelek motywacyjnych! Tak, butelka motywacyjna na pewno pomoże mi utrzymać rygor nawadniania. Sprawdzę, która jest najlepsza, która pomoże zadbać o moją skórę, o nerki, o właściwy jasnożółty kolor moczu.

Research trwał trzy godziny, znalazłam ją (nie muszę dodawać, że podczas poszukiwań nie wypiłam ani kropli wody). Kosztuje 189 zł, tę uroczą słomkę dobiorę osobno za 75 zł i jeszcze koszt przesyłki – 11 zł i oczywiście 99 groszy. Przechodzi mi przez myśl, że to przesada, ale przecież inwestuję w moje zdrowie – w butelkę wykonaną ze szkła borokrzemowego, trwałą, bezpieczną (widzę listę atestów), łatwą w utrzymaniu, higieniczną i jeszcze (to dla mnie też ważne) bardzo ładną. Zamawiam 720 ml motywacji.

„Jesteś sumą noworocznych postanowień”

Butelka spełniała swoje zadanie przez pierwsze dwa tygodnie. Nalewałam wodę rano, do pierwszej miarki pokazującej godz. 10 wypijałam odpowiednią ilość, później – w południe – napełniałam ją ponownie. W ten sposób do zakończenia pracy o 16 moje nerki filtrowały 1440 ml wody. Sukces! Aż nastał ten moment, który przychodzi zawsze. Kiedy pracowałam zdalnie, butelka stała w szafce, bo „jestem w domu, mam szklanki, z których mogę pić” (nie piłam). Albo gdy szłam do biura i zapominałam ją ze sobą zabrać (znów nie piłam). Okazało się, że muszę pomagać mojej butelce, a przecież nie taka była umowa. To ona miała mnie motywować, a nie odwrotnie.

Można się ze mnie śmiać. Sama się z siebie śmieję, bo wydałam na tę butelkę nieadekwatnie dużo pieniędzy. Zwróćcie jednak uwagę, ile macie w szafie par legginsów, butów do biegania, koszulek na fitness, które kupiłyście – tak, dotyczy to głównie kobiet – podczas poświątecznych wyprzedaży, żeby od stycznia zapisać się na siłownię i zrzucić kilogramy. Taco Hemingway i Daria Zawiałow śpiewają w piosence Mix sałat: „Jesteś sumą noworocznych postanowień / które w lutym postanawiasz jakoś obejść”. Wiele razy tak się czułam, gdy inwestowałam w motywacyjne sprzęty, a moje pieniądze zasilały globalną gospodarkę wellness, która w 2023 r., według raportów Global Wellness Institute, osiągnęła rekordową wartość 6,3 bln dol.

Czym w zasadzie jest „gospodarka” wellness? Global Wellness Institute definiuje ją jako 11 sektorów umożliwiających konsumentom włączenie aktywności i stylu życia sprzyjających dobremu samopoczuciu do życia codziennego.

Największym obszarem, wycenianym na ponad 1,2 bln dol., jest pielęgnacja ciała i uroda.

Obejmuje on wydatki na usługi kosmetyczne i salony beauty, produkty do pielęgnacji, kosmetyki, a także dermatologię i leki na receptę do pielęgnacji skóry oraz całą gałąź usług i produktów, które odnoszą się do problemów z wyglądem związanych z wiekiem. Drugi sektor, wart 1,096 bln dol., to zdrowe jedzenie, odżywienie i utrata wagi, czyli wydatki na witaminy, suplementy, żywność funkcjonalną, naturalną i organiczną, odżywki sportowe, usługi dietetyczne i te związane z odchudzaniem oraz kontrolą wagi. Podium zamyka wyceniany na 1,06 bln dol. obszar aktywność fizyczna, czyli rekreacja wykonywana w czasie wolnym z podziałem na trzy podsektory (sport i rekreacja aktywna, fitness i uważny ruch) i kolejne trzy podsektory wspomagające (technologia, sprzęt i materiały oraz odzież). Jak łatwo można zauważyć, trzy największe sektory związane są z wyglądem, sylwetką, zachowaniem młodego wyglądu i szczupłej sylwetki, a także konsumpcją całej gamy produktów  temu służących. Później mamy kolejno: turystyka wellness (830 mld dol.), zdrowie publiczne i profilaktyka (781 mld dol.), medycyna tradycyjna (553 mld dol.), nieruchomości wellness (nie mylić z sektorem SPA!) – wydatki na budowę nieruchomości mieszkalnych i komercyjnych (w tym biurowych, hotelarskich, wielorodzinnych, medycznych i rekreacyjnych), które uwzględniają elementy wellness w swoim projekcie, materiałach i budynku, a także w udogodnieniach, usługach i programach (438 mld dol.), zdrowie psychiczne (233 mld dol.) – w ten sektor nie wchodzą usługi psychologiczne czy badania psychiatryczne, branża wellness zdrowie psychiczne rozumie jako wspieranie dobrego samopoczucia psychicznego poprzez rozwój, odżywianie, odpoczynek i regenerację, a obejmuje podsektory takie jak: samodoskonalenie, nutraceutyki i produkty botaniczne wspomagające mózg, medytację i uważność oraz sen, usługi SPA (137 mld dol.), źródła termalne (63 mld dol.) i na końcu wellness w miejscu pracy, czyli wydatki pracodawców na programy mające zachęcić pracowników do prowadzenia zdrowszego trybu życia (52 mld dol). A jak to wygląda na rodzimym gruncie?

Według danych z raportu The Future of Wellness Trends z 2024 r. Polska znalazła się wśród 25 krajów, w których sektory SPA i pielęgnacja urody rozwijają się najprężniej.

Global Wellness Institute pokazuje, że wartość rynku wellness w Polsce wzrastała w ostatnich latach o ponad 11% rocznie, a w 2024 r. wynosi 39 mld dol. Bardzo ciekawym trendem, w który Polska ma szansę się wpisać (a może i stać się znaczącym graczem), jest wpływ turystyki religijnej i pielgrzymek na wzrost w tej branży. Tak jak tworzące wspólnoty sanatoria i domy zdrojowe ze swoją bogatą tradycją. Polskie wellness jednak w dużej mierze imituje to, co modne w USA – proteinowe jedzenie czy kawa z grzybami modne w Stanach kilka lat temu (o czym świetnie pisze Rina Raphael, amerykańska dziennikarka zajmująca się zdrowym stylem życia, w książce Ewangelia wellnessu. Fałszywa obietnica dobrostanu) docierają do naszego kraju.

Wydawało mi się, że jestem świadoma amerykanizacji życia i że uodporniłam się na reklamy. Owszem, zdrowy styl życia i przywiązanie do jakościowych produktów nie zostały mi narzucone przez specjalistów od marketingu. Wiedzę o tym, co jest naprawdę wartościowe odżywczo, wyniosłam z domu (choć dziś moja mama i ja czasami inaczej rozumiemy, co to znaczy „zdrowa żywność”). Zawsze byłam zainteresowana wpływem, jaki jedzenie ma na procesy zachodzące w organizmie. Vincenzo Latronico w nagrodzonej Bookerem powieści Do perfekcji, precyzyjnym portrecie 30- i 40-latków, napisał, że zdrowe jedzenie to hobby, które „narodziło się jakby w procesie osmozy”. Ja w procesie osmozy zaczęłam dbać o zdrowie, kupując np. butelkę motywacyjną. „Podaj numer karty kredytowej i nie dziękuj”, słyszę w głowie kolejne wersy Miksu sałat.

„Chciałbyś, żeby życie przejął jakiś mentor”

Pojęcie dobrostanu, well-being, pojawiło się w 1948 r. w definicji zdrowia sformułowanej przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Określa ona zdrowie jako „stan pełnego fizycznego, psychicznego i społecznego dobrostanu, a nie tylko brak choroby lub kalectwa”. Z kolei, jak pisze Raphael, „wellness to aktywne poszukiwanie dobrostanu poza sferą medyczną. Chodzi o coś więcej niż unikanie chorób – także o profilaktykę i ochronę zdrowia: odżywianie, sprawność fizyczną, sen, wsparcie społeczne i kontrolowanie stresu. To wybory, których dokonujemy, by poczuć się lepiej pod względem fizycznym, psychicznym, społecznym i duchowym” (tłum. H. Pasierska).

Nie sposób się nie zgodzić. Globalnym marzeniem stało się długie i szczęśliwe życie w zdrowiu. Nie dokonam nieprawdziwego uogólnienia, jeśli napiszę, że nie ma nic złego w regularnych badaniach, zbilansowanych posiłkach, aktywności fizycznej, wypoczynku itd. Wszyscy się zasadniczo z tym zgodzą. Skoro tak, to dlaczego wellness może być „fałszywą obietnicą”? Chodzi o brak konkretnej definicji, o jej amorficzność. Ramy wellness są rozmyte, bo w zasadzie: co oznacza „dobre” samopoczucie, czym jest „zdrowa” żywność, jaka aktywność fizyczna jest „właściwa”? Branża wellness obejmuje i spacerowanie na poprawę samopoczucia (co potwierdzają badania naukowe), i kryształowe dildo dla osiągnięcia lepszych orgazmów („to zależy”, jak powiedzieliby seksuolodzy), i niebezpiecznie dla zdrowia rytuały jak wcieranie oleju rycynowego ponoć pomagające na guzy nowotworowe.

Dlaczego w branży, która w samych Stanach Zjednoczonych warta jest 4,4 bln dol, dochodzi do przekroczeń, dezinformacji, nieuregulowanych praktyk, pomijania dowodów naukowych? Bill Sukala, australijski badacz zajmujący się przeciwdziałaniem dezinformacji w branży wellness i propagujący badania naukowe, stwierdził: „Należy pamiętać, że to nie nauka decyduje, co się stanie popularne, tylko marketing”. To mogłaby być najkrótsza odpowiedź na postawione przeze mnie pytanie. Według NielsenIQ, globalnej firmy zajmującej się badaniami konsumenckimi, w 2021 r. wellness stanowił „główny i najsilniejszy trend konsumencki”. A „wybory, których dokonujemy, by poczuć się lepiej”, to najczęściej wybory zakupowe.

Colleen Derkatch, kanadyjska profesorka retoryki, autorka książki Why Wellness Sells: Natural Health in a Pharmaceutical Culture, twierdzi, że wellness przedstawia zbiorowe bolączki społeczne jako problemy, które mogą zostać rozwiązane jedynie przez zachowania konsumenckie.

Badaczka uważa, że dołączenie do związku zawodowego przyniosłoby prawdopodobnie więcej korzyści przeciętnemu zmęczonemu pracownikowi niż instalacja kolejnej aplikacji do medytacji.

Branża wellness przedstawia tę drugą opcję jako logiczne rozwiązanie na pozbycie się stresu. W efekcie jednak silny trend konsumencki ani nie podniósł zadowolenia z życia w społeczeństwach rozwiniętych, ani nie obniżył liczby zachorowań i poziomu stresu.

„Chciałbyś wiedzieć, jak uwolnić się od stresu”

Stres ma płeć. Stres jest kobietą, sugeruje Raphael w Ewangelii wellnessu. Autorka zwraca uwagę, że trzy czwarte mieszkanek USA doświadcza wypalenia emocjonalnego, psychicznego i fizycznego. Wystarczy przywołać fakt: ponad 800 tys. Amerykanek – cztery razy więcej niż Amerykanów – zwolniło…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uwolnić się od kultu produktywności