Subskrybuj
Prof. dr hab., wykładowca UPJP II (kierownik Katedry Filozofii Boga) oraz UJ. Autor książek z obszaru filozofii Boga, wydał m.in. Usłyszeć niewidzialne. Zarys filozofii wiary (2006), Tropy myślenia religijnego (2009) oraz Pragnienie metafizyczne (2017). Wieloletni...

Lęk i nadzieja

Nadzieja fundamentalna jest otwarciem na dobro, które przychodzi wraz z darem istnienia i przeczuciem – nieśmiałym, ale i niezwyciężonym – spełnienia najgłębszej ludzkiej tęsknoty w przemienionej rzeczywistości poza granicą śmierci.

Wszyscy znamy lęk. Lęk to z pewnością jedno z najdotkliwszych, choć ambiwalentnych doświadczeń człowieka. Analizowany przez wielkich myślicieli, nie przestaje nawiedzać naszej codzienności, zarówno indywidualnej, jak społecznej i historycznej. Lękamy się jako indywidualne ja, ale lękamy się także jako zbiorowości, rodziny, narody.

Ale lęk w jego ogólnym rozumieniu nie jest tylko właściwością człowieka. Antoni Kępiński w swojej książce o lęku[1] ukazuje jasno, że lęk jest normalnym składnikiem organicznego życia, co więcej – spełnia pozytywną rolę sygnalizacji niebezpieczeństwa i stymulacji energii. Życie w ogóle jest, według Kępińskiego, wymianą energetyczno-informacyjną, tzw. metabolizmem, podporządkowanym dwóm podstawowym prawom biologicznym: zachowania własnego jednostkowego życia oraz zachowania gatunku. W jednym i drugim wypadku zawsze coś zagraża. W świecie ludzkim lęk niezmiernie się różnicuje, ponieważ „metabolizm informacyjny”, stając się rezerwuarem znaczeń, symboli i idei, przekształca prawo zachowania gatunku w świat kultury i wysokich wartości. Dlatego u człowieka lęk odrywa się często od niebezpieczeństw konkretnych, stając się uogólnionym niepokojem egzystencjalnym.

Kierkegaard i Heidegger rozróżnili w lęku strach i trwogę: ten pierwszy dotyczy tego, co mniej lub bardziej konkretne, ta druga nie ma żadnego przedmiotu, jest trwogą przed „nicością”, która u Heideggera konkretyzuje się w lęku przed indywidualną śmiercią. W obu wypadkach Heidegger rozróżniał dwojaki promień lęku. Jeden z nich jest skierowany ku lękającemu się podmiotowi – ja, o które się troszczymy; jest to „lęk o”; drugi dotyczy „przed czym” lęku. Rozróżnienia te są ważne, ale obaj myśliciele inaczej je interpretują.

Lęk jest zawsze poczuciem braku pewności i braku bezpieczeństwa, które krystalizuje się często w tym, co nieznane. Przedmiotem lęku jest możliwa klęska, a zatem konstytutywna ułomność. W tym sensie lęk jest oczywistą oznaką ontologicznej i aksjologicznej skończoności czy kruchości, naszego bycia zdanymna możliwość takiej czy innej destrukcji. Dlatego lęk kulminuje – jak to podkreśla także Kępiński – w trwodze przed śmiercią, dosłowną albo duchową. To, co zagraża, jest możliwością i wyłania się z „nieznanego” w sposób, nad którym nie możemy zapanować. Nie panujemy nad rzeczywistością, która wkracza do nas pod postacią niepewnej przyszłości, ale także naszej moralnej ułomności. Dlatego formą lęku jest sposób przeżywania czasowości w podwójnym sensie – tego, czego jeszcze nie ma, i tego, co nieprzewidywalne. Jednakże, choć niewątpliwym warunkiem lęku jest jakieś „nie”, to wcale nie jest pewne, że lęk jest zawsze ostatecznie lękiem przed nicością, jak twierdzi Paul Tillich w swojej wspaniałej zresztą książce Męstwo bycia.

Jest z pewnością coś fundamentalnego i zniewalającego w idei nicości, która, jak wiadomo, przewija się przez myśl europejską od czasów Parmenidesa aż po dialektykę Hegla i filozofię Heideggera. Nie tu miejsce na ewentualną krytykę tej idei, której dokonał między innymi Bergson, i zrobił to błyskotliwie. Jest natomiast czymś niepokojącym stosowanie tej idei jako ogólnego „przed czym” lęku, a raczej lęków, o jakich pisze Tillich. Są to według niego z jednej strony lęk przed losem i śmiercią, z drugiej – lęk przed pustką i bezsensem, z trzeciej – lęk przed winą i potępieniem. Lecz między lękiem przed winą jako na przykład skrzywdzeniem kogoś a lękiem przed fizyczną śmiercią rozwiera się przecież przepaść. Podobnie niemal nic wspólnego nie ma lęk przed śmiercią i lęk przed lekceważeniem świętości Boga. Istota sprawy polega może na tym: lęk przed śmiercią jest lękiem przed moim fizycznym unicestwieniem, natomiast lęk przed skrzywdzeniem czy profanacją wkracza w sferę znaczeń, w której liczą się drudzy i Inny Bóg, a przede wszystkim, w której ja coś mogę zrobić albo nie zrobić, co zależy od mojej wolności. Gdyż choć lęk ma u swoich podstaw pewne „nie”, jako znak konstytutywnej skończoności, to stosunek do tej skończoności w obliczu tego, o co się troszczymy, jest w dużej mierze sprawą naszej wolności. Bowiem sprawą wolności jest do pewnego stopnia wybór tego, o co warto się troszczyć i czego należy się lękać. Mówiąc językiem Kępińskiego: metabolizm energetyczny skierowany zgodnie z prawem zachowania życia na jakieś ja jest ciasny i egocentryczny, natomiast metabolizm informacyjny zwrócony przede wszystkim ku drugim i ku światu jest otwarty na nieskończoność, a w jego centrum tkwi rozumna wolność.

Lecz czy we wnętrzu samej wolności nie tkwi także lęk? Związek wolności i lęku pokazał z niezwykłą przenikliwością Kierkegaard w książce Pojęcie lęku. Przyjrzyjmy się centralnej myśli tej książki.

Kierkegaard i ambiwalencja lęku

Treścią Pojęcia lęku jest myślowe zdanie sprawy ze zła w człowieku – mówiąc teologicznie z grzechu. Już w tej książce, a nie dopiero w Sein und Zeit Heideggera, pojawia się wyraźne rozróżnienie na strach przed czymś konkretnym i trwogę przed niczym. Dlatego u Kierkegaarda jest mowa o nicości, ale ma ona całkowicie różne znaczenie od nicości ontologicznej – ma znaczenie przede wszystkim etyczne. Lęk jest tym, co zagnieżdża się w ludzkim podmiocie jako możliwość winy, ale głębiej jeszcze jako konstytutywna dla wolności możliwość jako taka. W lęku inność pojawia się jako rodzaj marzenia czy – mówiąc po tischnerowsku – zjawa, która kusi. „Rzeczywistość ducha jawi się nieustannie pod postacią nęcącej możliwości, która oddala się, gdy tylko próbujesz po nią sięgnąć, i jest jakimś nic, które może przyprawiać jedynie o trwogę”[2]. Lęk jest tym, co człowiek – istota psychofizyczna – w sobie zastaje jak czystą możliwość użytku z wolności, nad którą nie do końca panuje. Dlatego lęk jest głęboko ambiwalentny: nie jest winą, bo ta pojawia się dopiero w skoku, w decyzji, ale jest nęcącą jej możliwością; „Ten jednak, kto staje się winny w lęku, jest niewinny, gdyż nie panował nad sobą: schwytała go jakaś obca moc, której nie kochał, bo się jej bał. A jednak jest winny, jeżeli pogrążył się w lęku, który przecież kochał, skoro się go bał”[3]. Kierkegaard interpretuje opowieść biblijną jako ukonstytuowanie pierwszego człowieka wobec zakazu. Zakaz nie zawiera żadnej wiedzy o dobru i złu, pada w stanie niewinności niewiedzy. A jednak: „Zakaz trwoży Adama, ponieważ budzi w nim możliwość wolności”[4]. Dla Kierkegaarda wolność nie jest pierwotnie możliwością wyboru dobra lub zła, ponieważ jest niewiedzą. „Możliwość wolności to móc (…)Lęk nie jest ani określeniem konieczności ani wolności, jest wolnością w pułapce, gdzie wolność nie jest wolna, lecz usidlona, nie przez konieczność, lecz przez samą siebie”[5]. Skąd jednak grzech? „Lęk daje się porównać z zawrotem głowy, (…) nasila się, gdy duch chce ukonstytuować syntezę, wolność zerka w dół ku swej możliwości, a wtedy chwyta skończoność i trzyma się jej (…) upadek zawsze przydarza się w chwili słabości, ale zarazem lęk jest tym, co najbardziej egocentryczne”[6]. Lęk jest tym, co najbardziej egocentryczne – oto przenikliwa diagnoza lęku.

Lęk jest dla Kierkegaarda równie wielopostaciowy, jak dla Kępińskiego, ale pojawia się na innym poziomie. Nie jest też lękiem przed faktycznością śmierci, jak u Heideggera, lecz przed możliwością jako taką – nie przed „możliwością niemożliwości”, ale właśnie „możliwością możliwości”[7]. W tej możliwości widać bowiem jakieś ciążenie ku złej realizacji, ku złu. „Grzech zrodził się w lęku, ale jednocześnie znowu przyniósł ze sobą lęk. Rzeczywistość grzechu jest bowiem rzeczywistością nieudaną”[8]. Dla Kierkegaarda lęk jest związany z wymykaniem się ludzkiej wolności samej sobie, która może i masię stać „duchem”, tzn. osobą służącą drugim i Bogu, ale zagrożona jest ciągle klęską, którą nie jest bynajmniej śmierć fizyczna, ale śmierć duchowa, potępienie przez siebie samego i przez innych. Jednak droga do ducha wiedzie nie tylko przez lęk, ale nawet – jak zobaczymy – przez rozpacz. Lecz właśnie dlatego ma ona także związek z nadzieją.

Powróćmy jednak od Kierkegaarda do Kępińskiego, a także do Heideggera, Tillicha i Tischnera. Wszyscy ci myśliciele w swoim języku poszerzają analizę lęku.

Lęk egzystencjalny

Nie da się uniknąć ontologii lęku, to znaczy wpisania go w sytuację bycia-w-świecie. Przez świat rozumiem zarówno sieć relacji intersubiektywnych, jak przyrodę. W świecie „czasuje się” – jak mówił Heidegger – nasze życie. Nasza ontologiczna kruchość jest funkcją czasowości ludzkiego życia jako życia-w-świecie. Lęk jest niewątpliwie przede wszystkim lękiem przed nieznaną przyszłością, która jest żywiołem możliwości jako takiej. O ile jednak lęk wolności jest przejawem możliwości możliwości, o tyle bycie-w-świecie egzystencji jest lękiem faktyczności możliwości. Dlatego możliwości w świecie są nie tylko już zastawane, ale także spełniają się w wielości częściowo zastygłych form, które stawiają opór. Opór ten może stanowić okazję do męstwa i twórczości, ale także możliwość nieszczęść, kataklizmów ze strony facta bruta. Lęk przed konkretnymi faktami nie jest więc wynikiem egzystencji nieautentycznej, ponieważ jest on po prostu konstytutywny dla bycia-w-świecie; ludzka egzystencja jest wcielona i przez to związana, ranliwa, ale dlatego może być też twórcza i mężna. Lęk egzystencjalny to odpowiedź na faktyczność, która melduje się nieskończonością żywiołu świata, ale także tym, co ogranicza w nas samych odpowiedź na tę faktyczność. Dlatego wyłania się on także z przeszłości naszego dzieciństwa, naszych traum, sztywności nawyków środowiska, które wkraczają niepostrzeżenie w sam środek naszych decyzji. Wyłania się także z tego, co Ricoeur nazywa charakterem, czyli inercyjną strukturą naszych zachowań, sposobów naszego reagowania, które zarazem budują się poprzez decyzje.

To w tym miejscu zalęga się możliwość tischnerowskiego „człowieka z kryjówki”, ale także – metafizycznego nihilizmu. Gdzieś tutaj zapadają pierwotne decyzje na osi „od – do”, czyli raczej ucieczki od świata lub też – przeciwnie – ufnego zwrócenia się ku niemu. Tutaj rodzi się lęk zarówno przed samotnością, jak przed ludźmi. Tu także rodzi się wybór na osi „pod – nad”, czyli postawy panowania i podporządkowywania sobie innych, czynienia ich mniej lub bardziej niewolnikami. Metabolizm informacyjny, który według Kępińskiego przedłuża instynkt zachowania gatunku, wyrażając się w sposobach obcowania w ludzkim świecie, domaga się otwartejprzestrzeni wolności, przestrzeni, którą lęk…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Bankructwo humanistyki