Z Araratem jechałem z gruzińskiej Dżawachetii do Armenii starym fordem escortem. Poczęstował mnie papierosami marki Ararat i piwem Ararat. Kiedy dziwiłem się, dlaczego wszystkiemu dają taką nazwę, Ararat zaczął wymieniać: „Mamy jeszcze sok, klub piłkarski, bank, koniak, pyszne kurczaki Araraty na erywańskiej ulicy Sajat Nowy i wiele innych”. Ararat to góra, na której osiąść miała arka Noego, tam też według podań odrodziło się życie na ziemi (Ormianie uważają się za potomków prawnuka Noego Hajka; po ormiańsku Armenia to Hajastan, a Ormianin to Haj). Z Erywania przy sprzyjającej pogodzie dobrze widać szczyty Araratu – to raptem kilkadziesiąt kilometrów. Do stolicy Armenii przyjeżdżają Ormianie z całego świata, chcą zobaczyć świętą górę, ale pojawia się problem: tu nie ma Araratu. Góra, podobnie jak wiele innych świętych ormiańskich miejsc (Wan, Ani czy Kars), znajduje się po tureckiej stronie granicy. Narodowe świętości „wyemigrowały”, a Ormian nie ma tam od…
Dziennikarz, reporter. Za książkę Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku (2020) otrzymał Nagrodę Nike.