Religijność chińska jest bez wątpienia jednym z najtrudniejszych tematów do opisania, co wynika z wielu różnych czynników. Po pierwsze, zarówno historycznie, jak i współcześnie, obejmuje odmienne tradycje, które nie tyle współistnieją obok siebie, ile raczej nakładają się na siebie i wzajemnie przenikają. Trudność polega zarówno na zebraniu faktów, jak i wypracowaniu siatki pojęciowej odpowiedniej do ich opisu i interpretacji. Już sam termin „religia” przysparza kłopotów: w języku chińskim do początków XX w. właściwie nie było jego odpowiednika. Współcześnie używane słowo „zongjiao” jest neologizmem, jednym z wielu przejętych z Japonii w okresie modernizacji, kiedy Chiny musiały wypracować sobie nowy język do opisu zjawisk przybyłych z Zachodu. Termin „zongjiao” ma właściwie pochodzenie buddyjskie i używano go w znaczeniu „nauczanie konkretnej szkoły lub sekty”, ale w nowej konotacji od początku kojarzony był, i do pewnego stopnia nadal jest, z religiami obcymi, takimi jak chrześcijaństwo. Rodzima terminologia chińska obejmuje oczywiście bogactwo wyspecjalizowanego słownictwa odnoszącego się do ofiar, postów, modlitw, zaklęć, egzorcyzmów, relacji ze światem nadprzyrodzonym itp., ale brakuje w niej terminu ogólnego. Jako najbliższe rodzime odpowiedniki słowa „religia” podaje się: jiao („nauczanie”), które niekoniecznie musi jednak oznaczać nauczania religijnego, albo dao („droga”), czyli „sposoby albo zasady właściwego postępowania”, także te prowadzące do osiągnięcia celów „ostatecznych”, takich jak wyzwolenie z kręgu narodzin i śmierci albo uzyskanie nieśmiertelności. Po drugie, zdobywanie i systematyzacja wiedzy na temat chińskiej religijności były przez dziesięciolecia utrudnione sytuacją w samych Chinach, których XX-wieczna historia nie sprzyjała tego rodzaju badaniom. Dotyczy to nie tylko zachodnich uczonych, którzy przez większą…