Pojęcia przeobrażenia użyłam w tytule celowo; pojęcie zmiany jest bardziej kierunkowe i wartkie. Tymczasem zjawisko religii – na poziomie społeczeństw – i wiary religijnej – na poziomie jednostek – jest jakby okresowe: następują po sobie i przeplatają się religijne „przebudzenia” i czasy wystygłe, po latach obfitych przychodzą suche.
Uchwycenie dynamiki tych przeobrażeń w kraju takim jak Polska jest trudne. Po pierwsze, dlatego że religijność zawarta jest także w kulturze, obyczajowości, tradycji. Trudno jest osądzić – przynajmniej mnie jest trudno – czy ktoś, czyja wiedza religijna jest skromna, nad prawdami wiary nigdy się nie zastanawiał i praktykuje sporadycznie, ale deklaruje się jako wierzący i trzyma się tradycyjnej obyczajowości, jest tak naprawdę wierzący czy niewierzący. Wpływ kultury dobrze, choć żartobliwie obrazuje anegdota przytoczona w książce Pippy Norris i Ronalda Ingleharta Sacrum i profanum. Na pytanie o religijność Estończyków i Rosjan estoński socjolog miał odpowiedzieć: wszyscy jesteśmy ateistami, ale ja jestem ateistą luterańskim, a oni ateistami prawosławnymi. Nie tylko ta anegdota, ale także socjologiczne badania i analizy dowodzą, że tradycje i wzory kulturowe obecne „w powietrzu” jednak się liczą – wpływają na nasze wartości i postawy, nawet jeśli nie chodzimy do kościoła. Polska jest katolicka i nasi ateiści też są katoliccy.
Drugi powód jest z tym pierwszym związany: jeśli zjawisko jest masowe – a wiara religijna i praktykowanie są w naszym…