Subskrybuj
Autor m.in. Podkrzywdzia i Bez. Ostatnio wydał Dom ojców, opowieść o uprawie ziemi i prehistorii. Mieszka w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej

Kogi

Kogi nieurodzaje lub susze nigdy nie przypisują winie bogów, a własnemu postępowaniu i grzechom. Natura jest dla nich jak lustro, w którym przeglądają się kultury, umysły i dusze ludzi. Traktują ją jako księgę symboli

W Bogocie wylądowałem przed północą. O tej porze to miasto przypomina rozbrojony hiperśmietnik na czubku Ziemi, po ulicach furkotają kartony i plastik, lecz jakby przetrzebione przez łapczywą, ale honorową watahę, która zagarnąwszy najlepsze kąski, przeniosła się już nieco dalej. Bogota leży prawie 3 tys. m n.p.m. Jest zimno. Po dwóch dniach wsiadłem do autobusu, który przez kolonialną Baricharę zabiera towarzystwo na wybrzeże Karaibów. O świcie do busa pod Santa Marta wpadł nasycony tropikalną słodyczą żar. Przespałem się w Tagandze w hamaku z widokiem na migotliwą zatokę. Następnego dnia zrobiłem zapasy, kupiłem sporo jedzenia, wynająłem muła i jego opiekuna, a zarazem tłumacza o imieniu Callixto i wyruszyłem w góry. Wyrastają już na przedmieściach kolonialnego miasta Santa Marta i nazywają się Sierra Nevada, a ściślej: Sierra Nevada de Santa Marta. Dziwny to masyw. Przypominają raczej jedną monstrualną górę. Wyłaniają się z turkusowej toni karaibskich wód, z idealnie półokrągłych i białych jak sól plaż oddzielonych od siebie spiętrzonymi głazami rodem z Kepler 22b. Na dystansie nie więcej niż 30 km wyrastają swoimi ośnieżonymi pikami prawie 6 tys. m n.p.m. Sześć km w pionie na odcinku 30 km. To geograficzny fenomen, schody do nieba, naturalna piramida obfitująca we wszystko, co przychodzi…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Potrzeba gościnności