Każdy, kto spędził trochę czasu w Rosji czy w pozostałych państwach poradzieckich i zetknął się ze środowiskami inteligenckimi, musiał zwrócić uwagę na pewną formację osób jakże odmiennych od tych, których spotkać można w drogich lokalach przy ul. Twerskiej w Moskwie, na Newskim Prospekcie w Petersburgu czy na Chreszczatyku w Kijowie. To ludzie już dziś niemłodzi. Na pierwszy rzut oka widać, po znoszonych garniturach i rozciągniętych swetrach, że w ostatnich latach nie byli beneficjentami naftowego prosperity, które tylu Rosjanom pozwoliło się przenieść do wygodnych domów, kupić SUV-y i lokować kapitał w Londynie. Nie brali też udziału w rozkradaniu państwowego majątku. To także ludzie, którzy, jak się wydaje, zastygli w pozach sprzed ponad dwóch dekad, gotowi cały wieczór dyskutować o wydarzeniach z przełomu lat 80. i 90. XX w., a ostatnie lata kwitujący tylko paroma zdaniami. Ludzie, o których mowa, są zazwyczaj szalenie kulturalni, życzliwi, wykształceni, w ich uczciwość nie sposób wątpić. Wszystkie ich cechy są dziś w Rosji i innych krajach poradzieckich bardzo nieprzydatne. Mowa oczywiście o intelektualistach czy szerzej: przedstawicielach radzieckiej inteligencji także technicznej, dla której okres pierestrojki był prawdziwym gwiezdnym czasem. W ćwierćwiecze rozpadu Związku Radzieckiego warto przypomnieć losy tej formacji, jakże…
Historyk, dziennikarz, redaktor naczelny „Nowej Europy Wschodniej”.