„Czy lubi Pani śnieg?”
Tamtego dnia zdziwiło mnie to pytanie. Siedziałyśmy przy cygańskim wozie na jednym z podwórek w Oświęcimiu. Był początek sierpnia, upał. Właśnie kończyły się obchody Dnia Pamięci o Zagładzie Romów. Zigeunerlager w Birkenau istniał do 2 sierpnia 1944 r.
Lubię. Zawsze lubiłam.
Mam zdjęcie w wielkiej futrzanej czapie. Ja, siedmioletnia, gnam z sankami przed siebie. Pewnie na pobliski pagórek, z którego zjeżdżałam. Pamiętam, jak potrafiłam gapić się godzinami przez szybę na padający śnieg, wydawało mi się, że lecę rakietą w kosmos. Do dziś, gdy śnieży, wkładam buty i idę na długi spacer.
Lubię wreszcie śnieg z obrazów Bruegla. Ten z Myśliwych na śniegu. Albo, chyba nawet bardziej, z Pejzażu zimowego z łyżwiarzami i pułapką na ptaki. Śnieg i lód wydają się tu lżejsze, a chłód mniej przenikliwy. Brunatnożółte niebo rzuca refleksy na zmarzniętą wodę i drzewa. Zachęca: ptaki do szukania pożywienia, a ludzi do zabawy. Złudne to. Bo na wróble, kosy i rudziki, które wychodzą z krzaków lub sfruwają z gałęzi, czeka rozstawiona pułapka, a lód, wystarczy się przyjrzeć, już topnieje. „To był marzec 1943 r. – odezwała się znów po chwili. – Trafiliśmy do obozu. I… świat się skończył. Urodziłam się w 1931 r. Miałam czternaścioro rodzeństwa. Najmłodsza siostra miała cztery lata. Od razu straciłam imię i nazwisko. Nie byłam już Louise Bäcker, stałam się numerem. Z od Zigeuner, czyli Cyganka – 2800. Obcięli mi włosy. A tak bardzo chciałam je mieć. Może wtedy potrafiłabym sobie wyobrazić, że znów jestem w domu i mama zaplata mi warkocze. Przydzielono mnie do…