Dorota W małej wsi na Pomorzu, gdzie się urodziłam, nie było żadnej lesbijki. Podobnie jak w miasteczku, do którego przeniosła się moja rodzina, kiedy miałam 10 lat. Zresztą chyba w całej Polsce nie było żadnej lesbijki. To znaczy były, ale niewidoczne. Widoczne być nie mogły, w końcu nikt nawet nie używał takiego słowa. „Pedał”, „ciota” – tak, ale „lesbijka” – nie. Kiedy dorastałam, bardzo brakowało mi tej nazwy. Zanim jej użyłam w stosunku do siebie, musiało minąć wiele lat. Od dzieciństwa czułam, że jestem inna. Już w przedszkolu zapowiadałam, że nie będę miała męża. Później marzyłam, żeby zostać księdzem. Podczas zabawy w dom zawsze odgrywałam rolę chłopaka, żeby móc mieć żonę. To paradoks, ale w latach 90., kiedy dorastałam, nie było tyle homofobii co teraz. O gejach i lesbijkach nie mówiło się w ogóle –…
Dziennikarz, publicysta tygodnika „Wprost”, członek nieformalnej grupy chrześcijan LGBTQ Wiara i Tęcza.