Ten pierwszy jest mniejszy. Nie ma powodu, by obawiać się słowa „obowiązek” ani tego, co ze sobą niesie. Obowiązki są ściśle powiązane z odpowiedzialnością, a to, że chrześcijanin odpowiada nie tylko za samego siebie, ale także za otaczającą go rzeczywistość oraz innych ludzi, wydaje się truizmem. Można jednak przekonywać, że nie mówimy w takim razie o obowiązku, lecz o naturalnej konsekwencji przylgnięcia do Chrystusa, który utożsamił się z każdym człowiekiem, również, a może zwłaszcza, w jego biedzie, poniżeniu i cierpieniu. Z takiego punktu widzenia troska o ubogich nie jest obowiązkiem, ale naturalną konsekwencją przyjęcia Bożej miłości, która uzdatnia i wzywa nas, by się nią dzielić. Podobnie dla katolika uczestnictwo w niedzielnej mszy świętej nie musi być obowiązkiem, tylko potrzebą. Niech jednak pierwszy rzuci kamień, kto nigdy nie przekonywał samego siebie do pójścia na niedzielną mszę słowem „trzeba” zamiast „potrzebuję”. I dla kogo solidarność z ubogimi jest sprawą tak naturalną, że nie musi nad…
Dziennikarz i publicysta, redaktor czasopisma „Kontakt. Magazyn Nieuziemiony” (www.magazynkontakt.pl), członek redakcji portalu ngo.pl oraz zarządu Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie. Zaangażowany w rozmaite akcje społeczne, przede wszystkim na rzecz osób w kryzysie bezdomności