Była ona znana i powtarzana w różnych wariantach w starożytności. U Platona owym astronomem okazuje się pierwszy filozof – Tales z Miletu, a przechodniem pokojówka z Tracji, która naśmiewała się z jego poznawczych aspiracji połączonych z groźną dlań niepraktycznością. Hans Blumenberg poświęcił całą książkę dziejom tej opowiastki, widząc w niej obraz konfliktu między skłonnością do teoretyzowania a wymogami życia codziennego[1]. Można jednak uczynić z niej również punkt wyjścia do innych rozważań – o uwadze i uważności.
„Uwaga” (łac. attentio, ang. i franc. attention, niem. Aufmerksamkeit) to termin wiązany często z psychologią poznawczą, badaniem mechanizmów spostrzegania i koncentrowania się na pewnych elementach otoczenia; natomiast „uważność” nasuwa skojarzenia z praktyką wywodzącą się z Dalekiego Wschodu i opierającą się na medytacyjnym skupieniu na tym, co się dzieje w danym momencie. Ponieważ pojęcia te rzadko pełnią na gruncie filozofii funkcję techniczną i precyzyjnie określoną, pozwolę sobie na swobodę w wymiennym posługiwaniu się nimi, łącząc z uwagą częściej sam chwilowy akt koncentracji, a z uważnością długodystansową dążność czy trwałą postawę.
Czego na temat tych pojęć dowiadujemy się z bajki o astronomie? Z pewnością, że z samej istoty uwagi wynika jej selektywność – wybierając coś (gwiazdy) za jej przedmiot, tracimy z oczu całą resztę (studnię). Uwaga absolutna, wszechobejmująca i oddająca wszystkiemu sprawiedliwość, jest utopią bądź boskim przymiotem.
Pozostajemy jednak z dwoma pytaniami, na które próbują odpowiedzieć rozmaite tradycje filozoficzne. Po pierwsze: czemu poświęcić uwagę, skoro nie możemy nią objąć wszystkiego? Temu, „co na niebie”, czy temu, „co na ziemi”? Po drugie: jaką drogę czy metodę uważności obrać? Sokrates w Platońskim dialogu broni teoretycznego namysłu filozofa, który „o najbliższym sąsiedzie nie tylko nie wie tego, co on robi, ale bez mała tego nawet nie wie, czy to człowiek, czy też jakieś inne stworzenie”, a zastanawia go tylko ogólne pytanie: „co to właściwie jest człowiek i jakie natura ludzka posiada zdolności”[2]. Czy możliwa jest jednak praktyka (filozoficzna lub artystyczna) tak uważna wobec rzeczywistości, że nie spotkałaby się z kpiącą reakcją trackiej kobiety, ponieważ byłaby zdolna oświetlić i przemienić życie codzienne?
Wybierać
Jak zauważa niemiecki filozof Bernhard Waldenfels: „Starożytne języki europejskie podchodzą do fenomenu uwagi w sposób dość nieporadny. Po grecku mówi się o prosechein, o nawracaniu, nakierowywaniu, tak jak wtedy, gdy kieruje się statkiem w stronę lądu, tyle że w przypadku uwagi to nie statek kierowany jest ku rzeczy, lecz umysł”[3]. Uwaga w greckiej filozofii łączy się często z wyborem odpowiedniego przedmiotu, ku któremu należy się skierować, i z równoległym odrzuceniem czy odwróceniem się od rzeczy nieistotnych, drugorzędnych, niezwiązanych z poznaniem prawdy i prowadzeniem dobrego życia.
Ukazują to dwa przykłady. W Platońskiej opowieści o jaskini przedstawiony zostaje obecny stan świadomości ludzi. Nie widzą oni rzeczywistego świata, lecz – zakuci w kajdany – oglądają jedynie cienie na ścianie jaskini, biorąc je za prawdziwe przedmioty. Zadaniem filozofii jest wyjście z owego więzienia i poznanie tego, co istnieje bardziej, czyli świata idei. Sokrates tłumaczy swojemu rozmówcy: „całą duszą trzeba się odwrócić [wszystkie podkreślenia – M.J.] od świata zjawisk, które powstają i giną, aż dusza potrafi patrzeć na byt rzeczywisty i jego pierwiastek najjaśniejszy i potrafi to widzenie wytrzymać. Ten pierwiastek nazywamy Dobrem. (…) nie o to chodzi, żeby człowiekowi wszczepiać wzrok, on go ma, tylko się w złą stronę obrócił i nie patrzy tam, gdzie trzeba”[4]. Sprawa filozofii polega na wyborze tego, co intelektualne i wieczne, przed tym, co fizyczne i zmienne.
W Rozmyślaniach Marka Aureliusza nacisk położony jest na wybór myślenia o sobie i dbanie o słuszność własnego postępowania ponad zgubną ciekawość wobec spraw innych ludzi, wścibstwo, przejmowanie się tym, co nie zależy od nas. „Nie widziano jeszcze, by kto był nieszczęśliwy z tego powodu, że nie troszczy się o to, co się dzieje w duszy innego człowieka. Ci zaś muszą być nieszczęśliwi, którzy nie śledzą z rozwagą drgnień duszy własnej. (…) Nie marnuj pozostającej ci części życia na rozmyślania o innych, jeżeli to nie ma związku z jakąś sprawą użyteczności publicznej. (…) Należy (…) pozbyć się niepotrzebnej ciekawości i złośliwości. (…) A nic innego nie nazywam spokojem, jak wewnętrzny ład. Jak najczęściej więc stwarzaj sobie tę ustroń i odświeżaj sam siebie”[5]. To jeden z wielu przykładów powracających napomnień do właściwego ukierunkowania uwagi.
„Prosechein ton noun” (zwracać uwagę na siebie, zwrócić spojrzenie ku sobie) to formuła opisywana przez Michela Foucaulta w jego analizach starożytnego fenomenu „troski o siebie”, której Marek Aureliusz był wybitnym przedstawicielem. W pismach stoickich czy epikurejskich z I i II w. n.e. powracają wezwania do badania samego siebie, które mają stanowić część szerszego procesu: ustanawiania siebie, zamieszkiwania w sobie niczym w warownej twierdzy, dbania o siebie i bycia panem własnego losu. „Owo – pisze Foucault – zalecane odwrócenie spojrzenia, przeciwstawione złośliwej ciekawości w stosunku do innych, nie skutkuje ukonstytuowaniem Siebie jako przedmiotu analizy, deszyfracji, refleksji. Idzie tu raczej o zaproszenie do swego rodzaju teleologicznej koncentracji. Podmiot ma skupić się na swym celu; stale i wyraźnie widzieć to, do czego dąży (…). Nasuwa się myśl o koncentracji typu atletycznego, o przygotowaniach do wyścigu albo do walki, o geście łucznika napinającego łuk i mierzącego do celu”[6]. Dobrze ukierunkowana i zdyscyplinowana uwaga daje siłę pozwalającą pokonywać przeszkody i realizować swoje zamiary.
Blisko tu do fascynującego i rozległego tematu ekonomii uwagi – pytania, co w danej epoce na uwagę zasługuje, a co jest deprecjonowane.
Już w stoicyzmie pojawiają się z jednej strony fundusz prawd „niezbędnych do zbawienia”, zestaw moralnych reguł, które należy koniecznie przyswoić i kultywować, a z drugiej – nierozwiązywalne zagadnienia teoretyczne (zwłaszcza z zakresu fizyki), które można pozostawić w spokoju jako tajemnicę natury.
W tradycji patrystycznej i w dalszych dziejach chrześcijaństwa ten zestaw tematów obojętnych dla duszy, a wręcz dla niej niebezpiecznych, poszerzy się o nowe obszary (w tym m.in. astronomię) – chęć ich poznania zostanie zaś sklasyfikowana jako przejaw grzesznej curiositas. Opowieść o Talesie, który wpada do studni, nabiera tu nowego sensu – staje się słuszną karą za źle skierowaną uwagę. Nowożytność można postrzegać zaś – jak przekonuje Hans Blumenberg – jako wielką próbę rehabilitacji teoretycznej ciekawości[7].
Uwaga postrzegana przez pryzmat wybrednej selekcji jej przedmiotu, swoistej dyscypliny, która prowadzi do koncentracji na jednym przez odrzucenie innego, to stały wątek krytyki kultury. Surowy osąd powierzchowności codziennych zaangażowań i rozrywek prowadzących do ciągłego rozproszenia i znużenia to motyw łączący starożytnych, Blaise’a Pascala i Jeana-Jacques’a Rousseau oraz XX-wiecznych filozofów i pisarzy. Współcześnie sprzyjało mu jednak szczególnie niechętne spojrzenie na nowoczesną cywilizację, kulturę masową i świat reklamy zapewniające stały nadmiar bodźców, trudnych do przemyślenia i zintegrowania. Gdy niemiecki konserwatysta Arnold Gehlen w latach 50. XX w. zachęcał do ascezy (również do wyrzeczenia się obrazów), brzmiał równocześnie starożytnie i współcześnie: „Jedynym wyjściem, jakie by można sobie wyobrazić, jest asceza. (…) Przez ascetyzm chcemy tu rozumieć każde dobrowolne poniechanie szczęścia konsumpcyjnego w dowolnym znaczeniu (…)aż po najwyższe formy konsumpcji: po odciążenie, niewiążąco estetyczne wyobrażenia i bodźce kulturalne lub po przyjemność, którą sprawia operowanie w rozmowach z innymi ludźmi frazami powszechnego, publicznego żargonu. W konkretnym przypadku asceza powoduje wzmocnienie wewnętrznej spoistości afektów, większy stopień zintegrowania i zrównoważenia osoby, łączący się (…) ze wzmożeniem duchowej czujności – czyli powoduje wyzbywanie się siebie właśnie poprzez koncentrację”[8]. Być może nie jest to wezwanie zarezerwowane wyłącznie dla arystokratów ducha, ale wskazówka, która współbrzmi z każdym poszukiwaniem życia prostszego i bardziej intensywnego.
Widzieć
Przedmiotem uwagi może być to, co zdaje się najważniejsze (niczym w wezwaniu św. Augustyna: „Chcę poznać Boga i duszę. I nic więcej”). Można nią jednak obdarzyć również codzienność, rzeczy zwyczajne, to, co wydarza się „tu i teraz”. Tak rozumianej uważności poświęcona jest znakomita książka Zofii Król Powrót do świata. Dzieje uwagi w filozofii i literaturze XX wieku. Autorka przekonująco dowodzi, że kategoria uwagi w myśli filozoficznej zaczęła być używana konsekwentnie i świadomie dopiero na początku XX w. wraz powstaniem fenomenologii, filozofii, „w której po raz pierwszy percepcja zmysłowa i zewnętrzna, widzialna warstwa, »skóra świata« – jak określał to Czesław Miłosz – okazuje się na tyle istotna teoretycznie, że przedmiotem namysłu może stać się wprost to, co się jawi, czyli – we właściwej terminologii – fenomen i proces jego konstytucji”[9]. Król w pasjonujący sposób charakteryzuje tę tradycję jako praktykę uważnego patrzenia i opisu, która pozwala – choć na moment – przywrócić odświeżające zdziwienie światem.
Edmund Husserl, twórca fenomenologii, wychodził w swoim filozofowaniu od potocznej percepcji, „nastawienia naturalnego”, od tego, co widział dookoła siebie – tu biurko i kartka papieru, tam, za oknem, dzieci bawią się w ogrodzie. Oto postrzegana rzeczywistość. „Mogę w nią wysyłać promienie rozjaśniającego spojrzenia uwagi – ze zmiennym efektem”[10]. Aby zacząć analizę, trzeba dokonać pewnego przestawienia, rozejrzeć się dookoła bez konkretnego praktycznego interesu, rozbudzić w sobie ciekawość. Pojawia się ona jako „wyłom w toku »życia poważnego« albo też jako rozglądanie się wokół siebie dla zabawy, gdy zaspokojone są już aktualne potrzeby życiowe bądź też minęły godziny pracy”[11]. To przygotowanie do dalszych działań, ćwiczenie w eliminowaniu przesądów i schematów myślowych, droga do zdystansowania się od „spojrzenia pusto antycypującego” – jak zapisuje Husserl.
Potem robi się nieco trudniej. Filozof, wzorem kartezjańskim poszukując pewności, dokonuje tzw. redukcji fenomenologicznej. Zawiesza przekonanie o istnieniu świata, zadowalając się opisem tego, jak się on jawi podmiotowi. Dalej może on mówić o rzeczach, o ich kształtach i barwach, jednak nie o tym, co istnieje naprawdę. Próbuje dojść do wiedzy o istocie zjawisk, nie porzucając zupełnie „świata przeżywanego”. Na tym gruncie Husserl wypracowuje szczegółową terminologię dla opisu relacji podmiotu i przedmiotu, starając się też scharakteryzować, jak ze strumienia przeżyć wyławiane są poszczególne elementy, a zatem jak działa uwaga. Fenomenologia stanowi dlań (jak zapisuje w przypisie jednej z książek) „radykalny i pierwszy początek nauki o uwadze”[12]. Zofia Król wnikliwie przedstawia prace późniejszego francuskiego fenomenologa Maurice’a Merleau-Ponty’ego, a jego myśl nazywa „filozofią uwagi”. Kategoria „uwagi” jest u…