Daniel Lis: Jakim cudem historia, którą opisał Pan w książce Noblista z Nowolipek, jest w Polsce całkowicie nieznana?
Marek Górlikowski: Trudno to zrozumieć. W po wszechnej świadomości Józef Rotblat nie istnieje. Nie mamy ulic jego imienia, parków, instytucji naukowych. Gdy myślimy o elektryku z Polski nagrodzonym Pokojową Nagrodą Nobla, w naturalny sposób przychodzi na myśl Lech Wałęsa. A mieliśmy dwóch takich, ale tylko jednego z brytyjskim tytułem szlacheckim: sir Josepha Rotblata.
To dziwne, bo przecież lubimy opowieści o wielkich rodakach. To nie tylko pokojowy noblista, ale i – co może zabrzmieć paradoksalnie – współtwórca bomby atomowej, nasz człowiek w Los Alamos. Jak syn furmana z warszawskich Nowolipek trafił do projektu Manhattan?Wszystko wskazywało na to, że będzie elektromonterem po czteroletniej szkole rzemieślniczej, jak wielu Żydów w przedwojennej Warszawie. Wspominał później, jak wielkim przeżyciem było dla niego jedzenie…