Subskrybuj
Redaktor miesięcznika „Znak”, dr nauk społecznych, tłumacz i popularyzator współczesnej włoskiej filozofii politycznej.

Mózg – fabryka snów

Po co nam marzenia senne? Jak je badamy? O czym śnią niewidomi? Czy można kontrolować swoje sny?

Nie ma chyba nikogo, kto nie zetknął się z sennikiem, wielu słyszało też o interpretacjach Sigmunda Freuda, ale mniej znane jest naukowe podejście do snów. W jaki sposób bada się je dziś na uczelniach i w laboratoriach?

Metod jest wiele. Te najprostsze to ankiety i kwestionariusze, w których badani udzielają odpowiedzi na zadane pytania, np., co śniło im się wczoraj, o czym śnią zazwyczaj, jak często pamiętają swoje sny, czy są one przyjemne czy nie.

Zbierze się w ten sposób dane ilościowe.

Tak, to metody, które pozwalają dość szybko przebadać dużą próbę z populacji. Metodą bardziej wymagającą są dzienniki marzeń sennych. O ile kwestionariusz jest jednorazowy, o tyle dziennik prowadzi się najczęściej przez dwa tygodnie lub dłużej. Wymaga on dużej mobilizacji badanych i ich systematyczności. Polega na codziennym porannym spisywaniu snów: albo całej zapamiętanej treści marzeń sennych, albo tylko informacji, czy miało się sen czy nie; czasem też w dziennikach zaznacza się na skali np. to, czy sen był przyjemny czy nie, czy był kolorowy lub czarno-biały, realistyczny bądź dziwaczny itd. Uzyskuje się dzięki temu dane z pewnego okresu.

Dowiadujemy się w ten sposób sporo o treści marzeń sennych.

O treść snów można też zapytać podczas badań laboratoryjnych, gdy wybudza się ich uczestników i pyta, o czym śnili, zapisując wszystko, co badany zapamiętał.

Czy w laboratoriach badani są podpięci do jakiejś aparatury?

Zależy, czego chcemy się dowiedzieć. Badani mogą robić w laboratorium różne rzeczy, np. wypełniać kwestionariusze,  udzielać wywiadu albo brać udział w jakichś procedurach eksperymentalnych. Ale jeśli przychodzą do laboratorium spać, to zawsze są podłączeni do aparatury – polisomnografu. Stanowi on właściwie rozbudowaną wersję elektroencefalografu, rejestrujemy więc fale mózgowe (tzw. badanie EEG). Dodatkowo konieczne jest również zbadanie napięcia mięśniowego i ruchu gałek ocznych, by ocenić stadia snu. W przypadku badań treści marzeń sennych zastosowanie tej aparatury służy przede wszystkim temu, by precyzyjnie wyznaczyć moment pobudki.

Od 1953 r., kiedy to Nathaniel Kleitman i jego doktorant Eugene Aserinsky odkryli sen REM, wiemy, że najlepiej wybudzać badanych właśnie w tym stadium snu. Pojawia się wówczas najwięcej marzeń sennych i najlepiej się je pamięta.

A czy do badania snów wykorzystuje się też rezonans magnetyczny?

Miał Pan kiedyś rezonans?

Miałem.

Przyzna Pan, że dość niewygodnie się w nim śpi?

Ale dzięki niemu można dużo zobaczyć.

Owszem, do tej pory we wszelkich badaniach nad marzeniami sennymi bazowało się na relacji osób śniących, rezonans daje pewną nadzieję, by „zajrzeć bezpośrednio do głowy badanego”. Na razie jednak są to próby mało zaawansowane. Polegały na tym, że w stanie czuwania, znajdując się w rezonansie, badany oglądał pewne obrazki, a potem na podstawie zarejestrowanej czynności jego mózgu opracowano trójwymiarową mapę mózgu i algorytm, który precyzyjnie łączył poszczególne aktywizujące się woksele (przestrzenne odpowiedniki pikseli), czyli bardzo małe obszary kory mózgowej, z określonymi elementami obrazu.

Dany obszar aktywował się, gdy badany widział np. kwadrat?

Nawet nie kwadrat, raczej, dajmy na to, prawą krawędź kwadratu. Następnie, gdy badany oglądał inne obrazki, sprawdzano, czy da się przy pomocy tego algorytmu przeprowadzić to w drugą stronę – odtworzyć na podstawie wyników badania rezonansem obraz, na który patrzył badany. Okazało się, że z dość dużą dokładnością jest to możliwe. W kolejnym etapie to samo usiłowano zrobić już nie ze statycznymi obrazami, ale z krótkimi filmami. Chodziło o to, by odwzorować proces bardziej podobny do naturalnego widzenia – i jednocześnie do śnienia – które nie przypomina wpatrywania się w proste geometryczne obrazki, lecz raczej oglądanie filmu. To też się powiodło, tzn. udało się z pewnym przybliżeniem zrekonstruować oglądane filmy: kształty były nieostre, ale ruch został dość precyzyjnie odtworzony.

Na podstawie tych badań zyskiwalibyśmy bezpośredni dostęp do treści marzenia sennego?

Nie, jeszcze nie. Obecnie potrafimy odtworzyć jedynie to, na co badany wcześniej patrzył. Badania te zostały zainicjowane z myślą o osobach, z którymi nie ma kontaktu, bo np. są w śpiączce. Udało się osiągnąć częściowy sukces, który wzbudził zainteresowanie badaczy snu. Problem ze snami jest jednak taki, że w ich przypadku nie mamy wzorca, na podstawie którego można by stworzyć podobny algorytm. Gdy testujemy tę metodę na osobach, które coś oglądają, to wiemy, na co patrzą, natomiast gdy badani śpią, to nie wiemy, co oni widzą i nie mamy takiego wzorca odniesienia… Czeka nas więc jeszcze sporo pracy, a nie pomaga w tym to, że badania rezonansem są dość drogie ani że w rezonansie bardzo trudno spać (głównie z powodu hałasu), a na sen REM trzeba czekać ok. 90 min od zaśnięcia. W praktyce budzi się więc badanych po 2–3 min snu, czyli jeszcze w płytkim śnie, kiedy pojawiają się tylko tzw. wyobrażenia hipnagogiczne (to np. charakterystyczne uczucie spadania, dźwięki czy błyski albo pojedyncze obrazy występujące często w fazie zasypiania).

Do czego można wykorzystać zdobytą w różny sposób wiedzę o marzeniach sennych?

Przykładowo: można sprawdzać, jaki jest związek między snami a osobowością lub skłonnościami do zaburzeń; można badać różnice indywidualne albo zależności między treścią czy nastrojem snów a doświadczeniami z jawy, a tę wiedzę można potem wykorzystać np. w terapii. Nie chodzi tu jednak o freudowskie interpretacje, bo teorii Freuda nie udało się potwierdzić w badaniach. Wiemy natomiast, że istnieje pewna ciągłość między naszym funkcjonowaniem poznawczym i emocjonalnym na jawie i we śnie. Dzięki temu możemy się dowiedzieć czegoś o pacjencie także na podstawie jego marzeń sennych.

Pani badała z kolei nie tyle treść snów, ile postawy, jakie wobec nich przyjmujemy. Na czym to polegało?

Skonstruowałam skalę postaw wobec marzeń sennych, która pozwala zmierzyć stosunek do snów (czy ktoś lubi, jak mu się coś śni, czy raczej odczuwa lęk, czy też jest mu to całkowicie obojętne), prywatne teorie snów (to, co ktoś myśli na temat snów, czy uważa, że są to jakieś komunikaty lub „proroctwa”, czy też uważa, że nie mają one żadnego znaczenia), a także ich wpływ na zachowanie (czy ktoś je opowiada, czy próbuje je interpretować, jak w związku z nimi postępuje – są np. osoby, które z powodu snu dzwonią do bliskich, żeby spytać, czy wszystko w porządku – czy też w żaden sposób nie zajmuje się snami).

Jakie były wyniki?

Okazało się, że rozkład tak zdefiniowanej postawy wobec snów jest normalny, a więc zgodny z krzywą Gaussa – przynajmniej w mojej grupie badanych. Najwięcej było osób o średnich wynikach, ale były też takie o wynikach bardzo niskich lub wysokich – na końcach kontinuum znalazły się  więc z jednej strony te osoby, które się snami w ogóle nie zajmują, a z drugiej strony osoby, które traktują je bardzo poważnie, przejmują się nimi i na różne sposoby je interpretują.

Czy zaobserwowała Pani przy tym jakieś ciekawe korelacje?

Badałam m.in., jakie są związki postaw wobec snów z osobowością. Okazało się, że osoby, które są bardziej neurotyczne, czyli upraszczając, wrażliwe i emocjonalne, częściej są zaangażowane: opowiadają swoje sny, dzielą się tym, co przeżyły w marzeniu sennym (a sny wywołują w nich silne emocje), przywiązują do nich wagę, mają na ich temat swoje koncepcje – sny są dla nich ważne. Druga zależność dotyczyła otwartości na doświadczenie: zainteresowanie snami i zaangażowanie w tę sferę pojawiało się u osób, które są otwarte na nowe doznania, ciekawe różnych przeżyć – zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Ale co interesujące, ta pierwsza zależność ujawniła się przede wszystkim u kobiet, a druga u mężczyzn. Wygląda więc na to, że kobiety i mężczyźni zajmują się snami z różnych powodów: kobiety bardziej ze względu na emocje, mężczyźni z poznawczej ciekawości, chęci doświadczania nowych rzeczy.

Można by rzec, że rezultat wypadł dość stereotypowo…

Badania były prowadzone w Polsce, więc wynik na pewno jest uwarunkowany kulturowo. Istnieją kultury, w których marzenia senne są tak istotne, że gdy ktoś nie pamięta swoich snów, to musi zamieszkać poza wioską i dopóki sny nie wrócą, nie ma do niej wstępu. Był to znak, że daną osobę opuściły bóstwa, bo wierzono, że sny to ich komunikaty. U Aszantów (Ghana) mężczyzna, który śni o stosunku z żoną innego mężczyzny, musi zostać ukarany za cudzołóstwo. W naszej kulturze przywiązujemy do snów mniejszą wagę, a postawy wobec nich są bardziej zróżnicowane.

A czy wiadomo, dlaczego jedni często miewają sny, a inni rzadko lub prawie wcale?

Wiemy – a w każdym razie przypuszczamy tak na podstawie wyników badań – że śnią wszyscy, ale nie zawsze pamiętają, co im się przyśniło. Wiele zależy od tego, kiedy się przebudzimy. W fazie snu płytkiego, gdy łatwo jeszcze nas obudzić, a także w śnie głębokim, z którego obudzić się trudniej, a po wybudzeniu często występuje wręcz chwilowa dezorientacja, pojawiają się marzenia senne przypominające raczej myślenie lub pojedyncze sceny i statyczne obrazy – nie jest to nic emocjonującego i być może z tego powodu tych snów nie zapamiętujemy lub rzadziej je zapamiętujemy. To przynajmniej jedna z teorii.

Zupełnie inaczej jest w stadium REM. Zarówno zapisy EEG, jak i obrazy z tomografu pokazują, że aktywność mózgu jest wtedy bardzo zbliżona do tej ze stanu czuwania – zupełnie inaczej niż we śnie płytkim i głębokim, kiedy ta aktywność jest na relatywnie niskim poziomie. W stadium REM mózg jest bardzo aktywny, mimo braku stymulacji z zewnątrz. Po pierwsze – choć jest to kwestia interpretacji – wyjaśniać to może dziwaczność marzeń sennych: wiele śladów pamięciowych jest dość przypadkowo zaktywizowanych, a nasz system poznawczy, który nie znosi chaosu, próbuje je uporządkować, wytwarzając pewną fabułę. Po drugie, aktywność ta tłumaczy oczywiście większą łatwość zapamiętywania. Co ciekawe, w stadium REM występuje też fizjologiczny paraliż mięśni, dzięki czemu, mimo że śnimy o bardzo różnych – nieraz strasznych – rzeczach, nie możemy zrobić sobie krzywdy.

Czy z wiedzy o poszczególnych stadiach snu można wyprowadzić funkcje snu i śnienia? Generalna intuicja jest taka, że sen jest po to, by odpocząć.I jest to prawdą. Sen jest nam potrzebny do właściwego funkcjonowania. Istnieje wiele badań, które dowodzą, że jego brak ma fatalne skutki: spada odporność (okazuje się też, że występowanie bardzo wielu chorób jest skorelowane z długością snu), rośnie poziom kortyzolu, więc człowiek niedospany funkcjonuje tak, jakby był w ciągłym stresie. Maleją też oczywiście zdolność do uczenia się i poziom koncentracji – badania pokazują, że po ok. 17–19 godz. bez snu funkcje poznawcze osłabiają się tak, jakbyśmy mieli ok. 1 promila alkoholu we krwi. Ale odpoczynek to tylko jedna z funkcji, która realizuje się w śnie głębokim. Mózg wówczas faktycznie odpoczywa – oczywiście on się nie wyłącza, bo to niemożliwe, ale jego aktywność spada. Inną funkcję przypisuje się fazie REM – uważa się (bo danych jest jeszcze niewiele i różnie można je interpretować), że sen ten odgrywa ważną rolę dla procesów poznawczych, przede wszystkim dla pamięci i uczenia, a także dla bardziej jeszcze skomplikowanych operacji jak rozwiązywanie problemów albo twórczość. Okazuje się, że jeśli badanym da się do zapamiętania listę słów albo każe nauczyć się prostej umiejętności typu rozpoznawanie bodźców lub wystukiwanie na klawiaturze określonej sekwencji, albo też poprosi się o rozwiązanie jakiegoś problemu, po czym część osób kładzie się spać, a pozostałe robią coś innego, np. oglądają film albo też odpoczywają, ale nie śpią, to badani, którzy spali, dużo lepiej radzą sobie z tymi zadaniami. Obecnie w naszym laboratorium prowadzimy podobne badania, dotyczące wpływu snu na rozwiązywanie złożonych, tzw. dywergencyjnych, problemów. W naszym przypadku uczestnicy grali w grę komputerową z wielowątkową historią kryminalną. Grali przez godzinę, a potem połowa z nich szła spać na 1,5 godz., a reszta w tym czasie czuwała. Następnie mieli dokończyć grę i rozwiązać test złożony z różnych pytań dotyczących tego, co tam właściwie zaszło. Historia z gry była niejednoznaczna, nawet gdy doszło się do jej końca – chodziło nam o dobranie problemu jak najbardziej zbliżonego do tych, jakie spotykamy w życiu, gdy mamy niepełne dane i nie wiemy, czy rozwiązanie, które wybraliśmy, jest właśnie tym najlepszym, a często w ogóle nie ma jakiegoś jednego określonego rozwiązania. Osoby, które spały, lepiej sobie z tym radziły, ich rozwiązania były bardziej sensowne, potrafiły lepiej wykorzystać zdobyte w trakcie gry informacje. Badani, którzy czuwali, też mieli różne pomysły, jak odpowiedzieć na zadane pytania, ale one nie były tak spójne… Okazało się też, że osoby, które miały więcej snu głębokiego i snu REM, lepiej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wierzyć w naukę, (nie) wątpić w Boga