Obieram za początek ten krótki moment wyciszenia, gdy jedynie zbliżająca się do mnie piana syczy jak fermentujące w beczce wino. Już chwilę później łamie się kolejna fala, szum rozlewa się przede mną w obu kierunkach, stopniowo wypełniając całą panoramę słyszenia. Niemal jednocześnie wysoka fala trochę dalej od brzegu zawija się, jej szczyt z łoskotem wali się przed siebie w rozbujaną morską pianę. To dudnienie sięga najniższego pasma słyszalnych częstotliwości; raz na jakiś czas towarzyszy mu charakterystyczne puknięcie. Zawieszam się, obejmując uszami przestrzenny wymiar tych brzmień. Szum wędruje po wyobrażonej pięciolinii od góry do dołu, od dołu do góry; czyni to asynchronicznie z mojej lewej i prawej strony. Wystarczy, że uniosę głowę znad kartki, by do uszu wpadło mi więcej piany, a mniej…
Warszawski muzykolog, krytyk, ekolog akustyczny. Członek kolektywu redakcyjnego magazynu o muzyce współczesnej „Glissando”. Przełożył „Strojenie świata” R. Murraya Schafera, teraz marzy o kolektywie rolniczym i hektarze ekologicznego zboża.