Co tu robisz? Przyszłaś popatrzeć? Ale żadnych zdjęć! – Pracownik cmentarza przy kościele św. Pantaleona w Mitylenie na greckiej wyspie Lesbos podnosi palec w kierunku oka. – Tylko patrzeć! – Wykrzykuje łamanym angielskim. Gdy się odwracam, wciąż czuję na plecach świdrujący wzrok.
Krążę między grobami migrantów, którzy utonęli podczas podróży przez cieśninę między Turcją a Grecją. Tylko kilka mogił przypomina miejsce pochówku: to prostokąty otoczone bielonymi kamieniami. Stoją jak zapomniani żołnierze, na ukos, przy ścianie cmentarza, na uboczu. Żeby za bardzo nie rzucać się w oczy.
Pozostałe nagrobki zarosły trawą, wtuliły się w ziemię. Z niektórych pozostały tylko niepozorne wybrzuszenia. Na jednym z kopców ktoś położył bukiet czerwonych róż. Chyba niedawno. Kwiaty są jeszcze świeże.
W ciągu ostatnich sześciu lat podczas morskiej przeprawy do Europy utonęło co najmniej 20 tys. osób, szacują twórcy Missing Migrants Project Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM). Ofiar jest w rzeczywistości znacznie więcej, ponieważ…