Subskrybuj
Redaktorka i dziennikarka. Autorka reporterskich książek Nie hańbi oraz Nie zdążę. Współpracuje z Instytutem Reportażu.

Gitkiewicz: Posłuchaj, jak brzmi miasto

Według WHO hałas jest poważnym zagrożeniem, drugą po zanieczyszczeniu środowiska przyczyną pogarszającego się stanu zdrowia mieszkańców miast.

Żyję w teledysku. Gdy sąsiad z bloku naprzeciwko co rano wychodzi na balkon, żeby zapalić, otwiera drzwi i wtedy słońce szybkim blikiem przelatuje przez mój pokój. Pod oknem przejeżdża samochód, piętro wyżej ktoś włącza blender, jakaś osoba na dole wbija kod do domofonu, stukają drzwi wejściowe.

Mieszkam w mieście, a miasta to miejsca ciągłego przetwarzania impulsów od świata. Wzrok, smak, słuch, dotyk, węch są w stanie nieustannego czuwania. Oczy muszą sobie poradzić ze światłem ekranów, latarni, wyświetlaczy, ledowych ozdób i reklam. Nos wychwytuje zapachy: spożywcze i chemiczne w centrach handlowych, uliczne spaliny i wszechobecny od ponad roku smrodek płynu dezynfekcyjnego. Do tego dochodzi hałas, dla mnie najbardziej dojmujący, może dlatego że kiepsko widzę, za to zbyt dobrze słyszę.

Moje wspomnienia z dzieciństwa są akustyczne: okrzyki komentatorów sportowych dobiegające zza otwartych szeroko okien, dźwięk odbijanej od asfaltu piłki, zgrzytanie pordzewiałych huśtawek, deszcz na szybie.

W ciągu kilku dekad zastąpiły je zupełnie inne odgłosy, bo dystraktorów przybywa.

Od pierwszych sekund dnia, od kiedy otwieram oczy, słyszę dźwięki. Tym pierwszym jest najczęściej budzik w telefonie.

###banner###

Zakres dźwięków się poszerza, gdy wychodzę z domu: ktoś przechodzi obok i podeszwy jego butów szurają o chodnik. Opony samochodów trą o asfalt. Z pobliskiego przedszkola słychać głosy dzieci. Z kawiarni muzykę. Trąbią klaksony, młot pneumatyczny wwierca się w jezdnię, bo zawsze gdzieś jest jakiś remont.

Tyle dźwięków, których nie chcę, na które nie jestem przygotowana, choć mogłoby się wydawać, że hałas to znaczne przekroczenie norm głośności w takich miejscach jak autostrada, lotnisko, duży zakład produkcyjny czy stadion.

Tak naprawdę nasze uszy non stop wyłapują z otoczenia dźwięki: huk, hałas, jazgot, pisk, szmer, śpiew, krzyk. Ta dźwiękowa mgła jest ciągle dookoła nas.

Problem z tego typu dystraktorami polega na tym, że przybywa ich stopniowo i stopniowo wzrasta tolerancja na nie. Hałas staje się po prostu codziennym towarzyszem, tłem życia. Można też zamknąć go w określeniu „dolegliwości środowiskowe”. Codzienne drobne uciążliwości, których…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ucieczka od przebodźcowania