Subskrybuj
Janusz Poniewierski
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Lekcje słuchania

Matka Czacka budowała Kościół wiarygodny, który przyciągał nawet zdeklarowanych antyklerykałów. Kościół nie triumfalistyczny, ale prawdziwie ewangeliczny.

W medialnym przekazie na temat wrześniowej beatyfikacji dwojga ludzi Kościoła dominowała – co zrozumiałe – postać Prymasa Tysiąclecia, matkę Elżbietę Różę Czacką prezentowano zaś głównie jako opiekunkę niewidomych. Faktycznie, do tej pory niewielu dostrzegało bogactwo i głębię jej osobowości. Nawet kard. Kazimierz Nycz publicznie przyznawał, iż do niedawna widział w niej jedynie założycielkę zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża i Dzieła Lasek, nie zdając sobie do końca sprawy z tego, jak wielka to była postać.

Warto zgłębiać biografię tej niewidomej zakonnicy i poznawać jej wizję Kościoła, bo moim zdaniem jej życie – i myśl – stanowią czytelną ilustrację Ewangelii, duchowy do niej komentarz. Matka Czacka, tracąc wzrok, zaczęła bowiem jasno i wyraźnie widzieć to, co „niewidoczne dla oczu”.

Jej świadectwo jest szczególnie ważną, w moim przekonaniu, lekcją dla Kościoła w Polsce. Niektóre aspekty tej lekcji widać wręcz gołym okiem. Po pierwsze: zwrócenie uwagi na kobiece – dalekie od modelu patriarchalnego – oblicze Kościoła i wezwanie do przemyślenia miejsca, jakie zajmują w nim kobiety. Po drugie – podejmuję ten wątek ze względu na reprezentowany przez matkę Czacką i kluczowy dla Dzieła Lasek świat osób niewidomych – dostrzeżenie i docenienie ludzi wykluczonych oraz (w najszerszym znaczeniu tego słowa) ubogich. Matka Czacka – powiada w tym kontekście abp Wojciech Polak – uczy nas, że „osoba niepełnosprawna [niewidoma] jest w społeczeństwie osobą pełnosprawną”. Warto rozwinąć i poszerzyć tę myśl. Bo, moim zdaniem, bł. Elżbieta mówi nam także, iż ubogi i wykluczony naprawdę jest w sercu Kościoła.

###banner###

Po trzecie wreszcie: jej życie, codzienna egzystencja osoby niewidomej to przejmujący obraz naszej wiary. Dalekiej od pewności i instytucjonalnych zabezpieczeń, pokonującej drogę w mroku, po omacku, niewidzącej żadnych świateł i kierującej się jedynie głosem Boga. To chyba właśnie dzięki temu słuchaniu – jakby uważniejszemu, bardziej wyostrzonemu aniżeli słuch ludzi posiłkujących się wzrokiem – udało się matce Czackiej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Z czego się śmiejemy