Khadija jest zaskoczona. Też bym była, gdyby ktoś obcy zjawił się w moim mieszkaniu bez zapowiedzi. Pokój z piętrowymi łóżkami w białostockiej noclegowni nieopodal dworca pachnie domem. To zapach wyboru – smażonej ryby, którą przygotowuje uzbrojona w widelec Khadija na elektrycznej kuchence z dwoma palnikami. Po tygodniach spędzonych w drodze może w końcu sama zadecydować o tym, co i kiedy jedzą jej dzieci. Próbujemy wyjaśnić, kim jesteśmy. Khadija rozkłada ręce. Jej mąż Rassoul nie zwraca na nas uwagi. Nie dogadamy się. Małżeństwo posługuje się językiem sorani – kurdyjskim dialektem. Nie wiemy nawet, jak ich przywitać. Anna Maria Biniecka, dokumentalistka, która śledzi losy osób na granicy od początku kryzysu humanitarnego, dzwoni po tłumacza. Odsłuchuję nagranie z początku tego spotkania: skwierczenie ryby na patelni i głos sześcioletniej Yary, która najpierw też podchodzi do nas z dystansem….
Dziennikarka, reporterka. Pisze o migracji i tematyce społecznej; publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, Oko.press i „non/fiction”. Przez wiele lat mieszkała w Holandii i Belgii, obecnie mieszka w czeskiej Pradze.