Blatów nie mogą zbyt głęboko szlifować, żeby nie zetrzeć z nich historii. Zabezpiecza się je żywicą, spod której widać grypsy i „limo”, czyli więzienny wizjer. W miejscu klapy do podawania jedzenia montują donicę z drzewkiem oliwnym.
W pracowni MiserArt na wrocławskim Nadodrzu drzwi z dawnego aresztu śledczego przerabiane są na artystyczne stoły-ogrody. To tylko jedna z wielu rzeczy, którymi zajmuje się jej zespół. W większości złożony z osób, które doświadczyły bezdomności.
Andrzej Ptak, prezes Fundacji Homo Sacer, pracuje z nimi od niemal 40 lat. – Bywałem w wielu placówkach pomocowych i widziałem, że panująca tam estetyka deprecjonuje podopiecznych. Prace, jakie im proponowano, były mało płatne i niezbyt wdzięczne. Chciałem stworzyć miejsce, które pomoże tym ludziom uwolnić się od etykietki bezdomnych, wzmocni ich poczucie wartości, wyrwie z wyobcowania, w które wpędziło ich życie na ulicy.
Siedem lat temu powołał do życia MiserArt. Sami wyremontowali zaniedbany pustostan. – Nie chodziło o to, by to miejsce całkowicie odnowić, ale wydobyć jego historię, doświadczenia i nadać mu szlachetność. Powstają tu charakterystyczne stoły-ogrody, ale miejsce funkcjonuje również jako sala koncertowa, galeria sztuki, przestrzeń warsztatowa.
– Gdy żyjesz na ulicy, myślisz tylko o tym, co dzisiaj, jak przetrwać kolejny dzień. „Jutro” jest puste. W MiserArt chcemy to odczarować. „Jutro będziemy szlifować drzwi, upieczemy chleb,…