24 lutego zaczęłam dzień od wpatrywania się w bombardowanie Ukrainy, a kiedy już dotarło do mnie, że jednak się nie rozpłaczę, zaczęłam rozmawiać z przyjaciółmi – i pośród tych rozmów minął nam już miesiąc. Nasza rzeczywistość zmieniła się nieodwołalnie i najlepsze, co możemy zrobić, to wspólnie ustalać jej nowe domyślne. I choć nikt z moich koleżanek i kolegów nie miał wyczerpującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego po 2014 r. nie przejęliśmy się dostatecznie wojną w Ukrainie, to właśnie pośród tych rozmów spróbuję na nie odpowiedzieć. Kiedy w 2014 r. Rosja napadła na Ukrainę, byłam w szoku – to wtedy po raz pierwszy obudziło się we mnie poczucie, że nasza rzeczywistość może być zagrożona u samych podstaw, że wojna stanowi realną możliwość. A jednak potem, gdy ten pierwszy szok minął, nie przejmowałam się nią na tyle, by zrozumieć powagę sytuacji i zagrożenie ze strony Rosji. Dziś muszę zatem przemyśleć, dlaczego nie czułam, że ta wojna dotyczy także mnie: dzieje się przecież w państwie, z którym…
poetka, eseistka, autorka książek poetyckich sierpień, Szczodra, Na próbę i Przy sobie. Laureatka stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Młoda Polska”. Uhonorowana Wrocławską Nagrodą Poetycką Silesius i Nagrodą Fundacji im. Kościelskich