Moja znajoma z Kijowa L., dała się namówić na porzucenie swojego mieszkania na Padole i wyjazd z nastoletnim synem do Warszawy dopiero po dwóch tygodniach od wybuchu wojny. Długo nie rozumiałam, dlaczego nie chciała mnie słuchać i nie uciekła od razu. Wyjaśnienie zagadki przyszło, gdy Ukraińcy odbili Borodziankę, a w niej zaczęli wykopywać spod gruzowisk ciała kilkudziesięciu ukraińskich cywilów. W jednej z piwnic leżał przyjaciel L., która do ostatniego momentu przed wyjazdem miała nadzieję, że uda jej się zorganizować jakąś pomoc dla uwięzionego w zawalisku mężczyzny.
Nie udało się. M. długo i powoli umierał w podkijowskiej piwnicy. Gdy w końcu rozmawiam z L. w Warszawie, mówi przez zaciśnięte zęby: „Oni są jak naziści, gorsi niż naziści. Babcia mi opowiadała, co Niemcy robili na wsi w czasie wojny, ale ci są gorsi od nich”.
Akcja denazyfikacja
To, co mówi mi L., jest dobrym punktem wyjścia do zastanowienia się nad znaczeniem, jakie dla wydarzeń na Ukrainie mają treści historyczne. Bo choć…