Subskrybuj
Papież Franciszek z flagą Ukrainy. Fot. Vatican Media
Dziennikarz, wieloletni korespondent z Rzymu i Watykanu. Autor książek, m.in. Niewygodny prorok. Biografia księdza Jana Ziei oraz Frassati – Gawrońscy. Włosko-polski romans (z Krystyną Kalinowską).

Czyj jest papież?

Pius XII stał przed tym samym dylematem, z którym obecnie mierzy się Franciszek: wskazać zbrodniarza czy też piętnować samo zło, nie nazywając sprawcy po imieniu? Wybrał milczenie, które woła do nas głośno przez osiem dziesięcioleci, i nie zmieni tego fakt, że ukrywał prześladowanych Żydów w swoim własnym pałacu.

Swoimi niewczesnymi wypowiedziami o wojnie w Ukrainie Franciszek rozsierdził wierzących i niewierzących. Wzburzeniu uległ zwłaszcza świat katolicki. Konserwatyści znajdowali uzasadnienie dla zadawnionych podejrzeń wobec papieża z Argentyny; zwolennicy postępu i liberałowie, którzy wcześniej widzieli w nim nadzieję na odnowę Kościoła, milczeli zawstydzeni. Nie usprawiedliwiając słów papieża, warto jednak zwrócić uwagę na okoliczności tych wypowiedzi.

W pierwszych miesiącach i latach pontyfikatu Franciszek zdumiał, a wielu zachwycił nowym stylem papieżowania. Porzucenie apartamentu w Pałacu Apostolskim na rzecz watykańskiego hoteliku, bezpośrednie rozmowy telefoniczne z różnymi osobami w Argentynie i we Włoszech, ostrożne otwarcie na osoby rozwiedzione i LGBT, jasne poparcie dla działającego niekonwencjonalnymi metodami papieskiego jałmużnika kard. Krajewskiego, wszystko to zapowiadało zwrot w kierunku Kościoła w dialogu ze światem współczesnym, a zarazem „ubogiego” w duchu św. Franciszka z Asyżu. Wiązało się to jednak z pewną dezynwolturą w zachowaniach i słowach. Papież wypowiadał się chętnie na wiele tematów, niejednokrotnie ważkich, wobec osób, które bez autoryzacji upowszechniały jego słowa. Anegdotyczna stała się sprawa „likwidacji…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Rzeczy, które kochamy