Subskrybuj
Ilustracja: Natalia Chachuj / fot. archiwum prywatne
Twórca ilustracji, komiksów i animacji mieszkający w Tokio. Autor m.in. albumu Tokyo Storefronts (2018)

Księgarnia na każdym rogu

Nie chciałbym, żeby pomyślano, że w Japonii to wszyscy „ę, ą”, noszą van Gogha i tomik haiku za pazuchą – zadziwia mnie jednak, jak naturalną częścią życia codziennego są tu książki, czasopisma, komiksy, ilustracje, animacje i gry oraz filmy.

Zwracam uwagę na to tym bardziej, że z Polski, od znajomych i rodziny, z dużą regularnością przychodzą wieści, jak znikają kolejne księgarnie w miastach, w których się wychowałem, i przyprawia mnie to o kulturalną paranoję – oczekuję też znaków zagłady czytelnictwa i wydawnictw w Japonii, ale na szczęście jak na razie powszechna kultura ma się tutaj bardzo dobrze. Może zamiast tygodników mangowych czy nowo wydanej powieści w rękach osób jadących do pracy metrem często widać smartfony, jednak jak się zajrzy przez ramię, to widać na ekranie tekst książki lub kadry komiksu.

Przy każdej większej stacji są dwie albo i trzy księgarnie, w każdym prawie domu handlowym jedna duża, dobrze zaopatrzona, a jakaś niewielka wciśnięta między 24-godzinne sklepy konbini a salony fryzjerskie znajdzie się też po prostu w lokalizacjach, gdzie przewija się dużo ludzi. Można w nich kupić popularne magazyny, powieści (japońskie i tłumaczone z zagranicznych wydań) i komiksy, a także zaskakującą ilość podręczników i książek instruktażowych o prawie wszystkim. Jak sadzić pomidory, tak żeby wyszły soczyste – półka 5H, nowe wydanie albumu z obrazami z Luwru – półka 34K, słownik hiszpańsko-japoński – półka 2A (lewa szuflada), ale też cotygodniowy magazyn o retro motoryzacji, komiks, który wyszedł dosłownie tego samego dnia rano, czy książka, o której wszyscy dyskutują w mediach społecznościowych – to już w sekcji „nowości”, w 20 egzemplarzach.

To nie tylko ruch w biznesie, podaż i popyt, zakup i zarobek – księgarnie, biblioteki, antykwariaty i miejsca spokrewnione jak księgarnio-kawiarnie pełnią funkcję „miejsc trzecich”, neutralnych przestrzeni do spędzania wolnego czasu, spotykania przyjaciół, odpoczynku i zabawy. Wzmacniają poczucie przynależności do otoczenia, działając bardzo mocno na „zmysł miejsca” – po prostu miło i „cool” jest czytać w stylowej kawiarni czy szukać kolejnego komiksu w ulubionej księgarni.

 W Japonii księgarnie i biblioteki figurują bowiem na listach miejsc do odwiedzenia u prawie każdego, a na dodatek są wspierane też przez bardzo prężnie działający „drugi obieg” w formie antykwariatów, sklepów z książkami z drugiej ręki (BookOff) i ostatnio również przez internetowe serwisy, takie jak Mercari. Nawet jeżeli istnieją takie antykwariaty, np. w słynnej „książkowej” dzielnicy Tokio Jinbocho, które atmosferą odstraszają przeciętnego czytelnika od wejścia, to zwykle sklepy BookOff są tak samo albo i bardziej popularne niż księgarnie. Bo seria komiksów sprzed lat – wszystkie 50 tomów! – nie będzie mieć w nich już zaporowej ceny. Łatwo jest wejść, kupić tomik mangi czy powieść sprzed kilku lat za 100 jenów (czyli mniej niż 3 zł), by poczytać w tzw. międzyczasie.

Księgarnie w Japonii żyją. Czuje się, że cykl wydawniczy tutaj jest bardzo krótki. Cały czas wychodzą nowe tytuły i często zawartość półek zmienia się nawet z dnia na dzień.

To skłania do częstego zaglądania, spacerowania i szperania wśród ulubionych działów – a nuż znajdzie się coś, co akurat idealnie spasuje do czytelniczego nastroju, coś, czego nie było na półce jeszcze wczoraj. Szczególnie komiksy pojawiają się i znikają bardzo szybko, ale lepiej prowadzone księgarnie (nieważne, czy niewielkie klimatyczne sklepiki, czy oddziały większych sieci) właśnie tym się wyróżniają, że czuć te nieustające zmiany na półkach przeprowadzane zgodnie z wiedzą i intuicją pracowników. To kolejna bardzo pozytywna rzecz, której ciężko szukać podczas zakupów w internecie – pracownicy, którzy nie tylko starają się o to, by sprzedać jak najwięcej egzemplarzy, ale też o to, by czas spędzony na szukaniu kolejnej pozycji był jak najprzyjemniejszy, a wybór na półkach urozmaicał czytelnicze życie klientów. To opiekun każdego działu księgarni często decyduje, co będzie wystawione w tzw. hirazumi, czyli „pełną okładką na przód”, a co będzie upchnięte gdzieś tam w jednej kopii, jakiej pozycji zaś w ogóle nie znajdziemy w ofercie.

Takie księgarnie z charakterem, gdzie wybór czegoś do czytania jest bardzo osobisty, stanowią dla mnie prawdziwe perełki – nigdy nie wiem, co zostanie mi polecone przy następnej wizycie. Ciekawi mnie też oczywiście, czy i jak wystawione są moje własne książki, których tworzenie jest ostatnio trzonem mojej artystycznej działalności w Japonii. Miło jest wejść między półki i przypadkiem spotkać swój album sprzed kilku lat dalej wystawiony w hirazumi.

Pracownicy księgarń, autorzy i wydawcy biorą aktywny udział w księgarnianym życiu nawet przez takie niewielkie rzeczy jak tworzenie tzw. poppu, czyli małych, często ręcznie rysowanych i kaligrafowanych ulotek reklamujących zawartość danej pozycji, podpisywanie, autografy i dedykacje na shikishi (specjalnych kwadratowych kartach grubego papieru washi) i nawet organizowanie małych kącików dotyczących konkretnej publikacji z miniwystawami itd.

Gdy czytelnictwo jest „cool”, to takie staje się również bycie autorem. To aspekt japońskiej kultury, który wydaje mi się dziś najbardziej inspirujący. Pozytywne postrzeganie książek i komiksów działa bardzo ożywczo na kulturę również w ten sposób, że w Japonii marzenia o zostaniu autorem czy rysownikiem wydają się o wiele bardziej osiągalne. Trochę łatwiej było mi zacząć rozwijać jakąś artystyczną karierę w środowisku, gdzie ten nurt kultury istnieje i jest widoczną, powszechną i normalną częścią codziennego życia. Nietrudno jest zobaczyć kogoś czytającego komiks w metrze czy zdejmującego książkę z półki księgarni i wyobrazić sobie, że może kiedyś będzie to coś napisanego lub narysowanego przeze mnie. Powszechność, dostępność i normalność kultury w Japonii inspiruje jeszcze więcej kultury.

Artykuł pojawił się w numerze: Sen o Japonii