Subskrybuj
Gejsza i turyści na ulicach Kioto fot. Akio Kon / Bloomberg / Getty
Studiowała nauki polityczne na Universidad de los Andes w Bogocie. W latach 2015-2016 pracowała dla Hiszpańskiego Instytutu Nauki CSIC w departamencie antropologii w Barcelonie. Współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Polityką” jako korespondentka z Ameryki Południowej

Dlaczego masowa turystyka musi się skończyć

Obyś urodził się w turystycznym raju – mogłaby brzmieć współczesna klątwa. Bo na Wyspach Kanaryjskich, Barcelonie czy Kioto przyjemnie spędza się urlop, ale coraz trudniej tam żyć

Trudno określić, kiedy dokładnie zamieniliśmy weekend na działce na city break w jednej z europejskich stolic. Międzyzdroje, Ustka, a nawet Zakopane często wydaje się leżeć w podobnej odległości co Mediolan, Barcelona i Rzym. Podróżujemy szybciej, dalej i często za półdarmo, łapiąc okazję na aplikacjach wyszukujących loty na drugi koniec kontynentu za cenę równoważną biletowi w jedną stronę nad polskie morze pociągiem. Potem, będąc już w jednym z tych miejsc, które „koniecznie trzeba zobaczyć”, w tłumie trudno nam odróżnić podróżnika od pielgrzyma czy kuracjusza od turysty. Ten ostatni podróżuje najszybciej, często wybierając ten punkt na mapie świata, który w danej porze roku zapewni mu odpowiednią dawkę słońca. I nie ma się co dziwić, po części bowiem każdy z nas pragnie tego samego – chwili oderwania od codzienności, zmiany przestrzeni i odmierzania czasu według innego rytmu niż zwyczajna praca.

Kanary mają swój limit

Problem jednak polega na tym, że jest nas, ludzi, najwięcej, odkąd tylko istnieje nasz gatunek, a podróżowanie nigdy nie było tak dostępne, przynajmniej dla ludzi z Zachodu, jak obecnie. Ma to swoje nieuchronne…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Prawo do wytchnienia