Subskrybuj
Ilustracja: Marie Regucka
Gdańszczanka, dziennikarka freelance, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej i Polskiej Szkoły Reportażu, zainteresowana grami, kondycją mediów, punk rockiem i antropologią

O przyszłości podróżowania

Już nie Grecja, tylko Estonia. Nie samolotem, ale nocnym pociągiem. Nie z biurem podróży, lecz z kuratorem doświadczeń.

Na scenie stoją naukowcy. W togach ze znakiem księżyca i spiczastych czapkach. Dołączają kolejni, a z rogu ekranu sunie kobiecy pochód. Ceremonialnym gestem wręcza badaczom teleskopy. Jeszcze minie sporo czasu, zanim zbudują kapsułę. Ale gdy już do niej wsiadają, na miejsce startu ciągnie ją grupa młodych dziewcząt. Au revoir, mądre głowy! Oto pierwszy w historii film z gatunku sci-fi – Podróż na Księżyc (1902). Punktem zwrotnym produkcji jest moment wystrzału. Kapsuła z podróżnikami leci w kosmos dzięki gigantycznej armacie. A widzowie śmieją się i głośno klaszczą – wspomina wnuczka twórcy Madeleine Malthête-Méliès. Szczególnie gdy rakieta uderza w oko reżysera, który poświęcił się i sam zagrał Srebrny Glob. Cóż za wspaniały spektakl!

Na początku XX w. Georges Méliès uwiecznił na taśmie marzenie ludzkości. Jego lot na Księżyc trwał mniej niż 15 min. W tym czasie podróżnicy pokonali granicę nieba z ziemią, porwali na pamiątkę lokalnego mieszkańca i wrócili do domu. Madeleine słusznie zauważa, że 67 lat później załoga Apollo 11 kończy jak oni – w oceanie. Méliès przewidział więc nie tylko podróż na Księżyc, ale w pewnym stopniu trajektorię rozwoju nauki. Choć w jego epoce nikt idei kosmicznych podróży nie traktował poważnie, dziś pokonanie granicy Ziemi z kosmosem nie stanowi większego kłopotu. Wystarczy 55 mln dolarów, by znaleźć się w kapsule Crew Dragon Elona Muska. A co z resztą świata? Jak długo będziemy jeszcze podróżować i gdzie? Jak w ciągu najbliższych dekad wpłyną na te wybory zmiany klimatyczne, masowe migracje oraz rozwój AI?

Szukanie ochłody

„Podróże kształcą”, „podróżować jest bosko”, „koniec języka za przewodnika” – liczne porzekadła w temacie podróży od zawsze ją afirmują. Przekonują, że podróżnik to osoba o szerokich horyzontach, niemal heroiczna. Warty uściśnięcia ręki Ryszard Kapuściński. Dzielna Wanda Rutkiewicz. Osobnik z założenia wyćwiczony w obcości. Niestraszne mu niebezpieczeństwa, mrozy ani wysokości. Wedle zasady veni, vidi, vici odkrywa podległy świat. I zdaje z tych poczynań relację. W wielu środowiskach podróżowanie to sposób wyrażania statusu. Albo społecznie uznane prawo do zmiany scenerii. Pandemia przypomniała wielu z nas, jak bardzo je cenimy. Pozwoliła też zauważyć, ile znaczą miejsca otwarte, dzikie, nie z katalogu.

Raport McKinsey & Company nazywa popandemiczne odbicie turystyczne dosyć przewrotnie – revenge travel (nadrabianie zaległych podróży). Jest ono obecne zwłaszcza wśród generacji Z. Jednocześnie ta grupa jest skłonna ograniczać inne wydatki, by nie rezygnować z podróży.

Aż 92% z nich wybiera destynacje na podstawie treści w social mediach.

Może nie od razu joga na Bali. Ale espresso w Rzymie, nocny ekspres w Turcji? Wycieczka szlakiem Bowiego w Berlinie? Pytam znajomych, czym jest dla nich podróżowanie. Mówią, że „poszukiwaniem małych przyjemności”. Tylko czemu nie szukać ich we własnym mieście albo w swoim pokoju?

W podróżowaniu nie chodzi o relację z miejscem. Tylko o zabawę. W niej świat jest planszą, a my mobilnymi pionkami. Zasady tej gry podlegają jednak wpływom. Choćby geopolityki i zmian klimatycznych. Co więc nas czeka? Na pierwszy ogień przeorientowanie map. Z dużym prawdopodobieństwem w kolejnej dekadzie nastąpi tzw. overshoot (czasowe przekroczenie progu średniej globalnej temperatury – ustalonej na 1,5°C powyżej tej sprzed rewolucji przemysłowej). Część konsekwencji już znamy: susze i niedobory wody, wielkie deszcze, powodzie i fale upałów. Miejskie wyspy ciepła. Spadek bioróżnorodności. Znikające rzeki. Gorsza jakość zbóż. Coraz mniejsze plony. Ale to nie wszystko. Obecnie mamy do czynienia z przekroczeniem temperatury na poziomie 1,2°C. Przy przekroczeniu 1,5–2°C niemal w całości umrą rafy, a wraz z nimi żyjące w ich regionie ryby, bezkręgowce, mięczaki, algi i plankton. O wszystkim skrupulatnie informują raporty Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC). Żeby uniknąć fatalnego scenariusza, w 2015 r. ludzkość umówiła się, że wyhamuje wzrost globalnej temperatury. Znacznie poniżej 2°C, dążąc do 1,5°C. Ale poza Europą i kilkoma innymi państwami emisje wciąż rosną. Mimo że główni emitenci, czyli Chiny i Indie, pracują nad ich ograniczeniem.

Zmieniający się klimat to w przyszłości zakwaszony ocean, lokalsi na granicy ubóstwa. Cios w rybołówstwo. Cios w turystykę przybrzeżną. I cios w gospodarki mniejszych, gorzej sytuowanych kontynentów i państw. Podniesie się śmiertelność w Afryce, Indiach, Meksyku, Ameryce Południowej. Już teraz na granicy z Białorusią pojawiają się obywatele Indii. Szlak białorusko-polski przemierzają także osoby z Syrii, Afganistanu, Erytrei, Sudanu i Jemenu. Za 10 lat osób uciekających przed represjami i kryzysami humanitarnymi (wywołanymi także przez zmiany klimatyczne) z dużym prawdopodobieństwem będzie więcej. A podróżowanie w komfortowej kapsule może okazać się mitem i usługą dla najbogatszych. Dlatego w ciągu dekad zmienią się mapy turystyczne. Powstaną nowe gorące punkty. Turyści wybiorą mniej popularne i chłodniejsze regiony jak Wyspy Owcze.

Wylegiwanie się na meksykańskich plażach zastąpią górskim Bhutanem albo bliżej – czeskim Krumlowem z malowniczym średniowiecznym labiryntem wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Być może odnowimy też więzi z krajami bałtyckimi. Szczególnie z Estonią, która jest aż o 70% bardziej zalesiona od Polski. Ten kraj otuli zielenią i chłodem. Plaże bez tłumów, darmowe campingi z altanami, grillem i drewnem. Bo właśnie taki wypoczynek można znaleźć w Estonii dzięki Riigimetsa Majandamise Keskus, przedsiębiorstwu odpowiadającemu naszym Lasom Państwowym.

Promowanie turystyki ekologicznej będzie kluczowe w przyszłości. Cenniejsze okażą się mikrotrasy, powrót do lokalności, a nie wielkie zamorskie wojaże. Tanie latanie też może się okazać krótkim epizodem w dziejach turystyki. Podatki węglowe, limity CO2 oraz kredyty emisyjne w branży lotniczej to kwestia najbliższych kilku lat. Francja już zakazała krótkodystansowych lotów, jeśli między dwoma miastami można dotrzeć koleją w czasie poniżej 2,5 godz. Poza tym ze względu na częstsze turbulencje komfort lotu znacząco się obniży. Zmiana klimatyczna wpływa na układy prądów strumieniowych, które utrzymują samolot w powietrzu. Silna turbulencja miała miejsce np. w 2024 r. Samolotem Singapore Airlines prądy zachwiały na tyle, że jeden pasażer zmarł, a 79 osób pozostało rannych. W ciągu niecałych pięciu sekund doszło do spadku wysokości maszyny o 54 m, co spowodowało, że podróżni najpierw wzbili się w powietrze, a następnie opadli, ponosząc poważne obrażenia – relacjonował Reuters.

Niektóre miejsca mogą zostać całkowicie wyjęte spod ruchu turystycznego. Jak Wenecja, Dubrownik, szczątki raf czy góra Fudżi. Już teraz wejścia na najsłynniejszy japoński szczyt zostały ograniczone do 4 tys. osób dziennie i obwarowane opłatą. W wielu popularnych miejscach coraz częściej pojawiają się restrykcje. A raporty i analizy wskazują, że w najbliższych latach turyści niekoniecznie pójdą drogą Indiany Jonesa.

Regeneracja, nie podróż

Zamiast przygód podróż będzie raczej sposobem na zatrzymanie się i przyjrzenie własnym emocjom. Na odnalezienie, nie gubienie siebie. Trendy się tu zazębiają: calmacations (spokojowakacje), noctourism (turystyka nocna) czy slow souvenirs (mądre pamiątki). Szybkie tempo życia zachęca do odpoczynku w górskiej chacie, a nie do stresującej wyprawy. Jednocześnie liczba alarmów zorzowych w ostatnich latach tworzy nową grupę turystów. Ci wakacjują pod osłoną nocy, łowiąc zorze i inne niezwykłe zjawiska atmosferyczne. Jedni pod własnym niebem za Wyszkowem. Inni odwiedzają Laponię i Lofoty. Rośnie zainteresowanie nocami spadających gwiazd, festiwalami pełni księżyca. Cieszą też targi żywności po zmroku czy Noce Muzeów.

Coraz częściej to właśnie cyfrowy ślad staje się dowodem uczestnictwa w wydarzeniach, retreatach i na odosobnieniach, a nie magnes na lodówce czy plastikowa torba z nazwą miasta.

Świadomość, że „pamiątki” to śmieci produkowane na masową skalę w Chinach, jest coraz większa. Nie zarabiają na nich lokalni rzemieślnicy, a w domu zbierają tylko kurz. Trend slow souvenirs lub memory objects to próba odejścia od przedmiotu ku znaczeniu. Oczywiście kryją się tu kolejne pułapki. Technologiczni gracze tworzą systemy, które zapiszą dla nas „emocjonalne momenty” z podróży, wzmacniając nasze uzależnienie od smartfonów. Na szczęście wiele muzeów oferuje możliwość wykonania pamiątek własnoręcznie. Jak w japońskim domu sztuki Manekineko nad Okayamą. Odwiedzający sami malują słynne koty z machającą łapką. Może mają krzywe nosy i niedopasowane kolory, ale w sumie: co z tego?

Według raportów firm konsultingowych dla branży turystycznej w  przyszłym świecie będą się liczyć przede wszystkim nasze uczucia. Podróżniczy świat selfcare’u wejdzie w etap hiperpersonalizacji. Biura podróży zostaną zastąpione kuratorami doświadczeń. Trasy i wyjazdy będą emocjonalnie dopasowane. I być może niektórzy pojadą również na wakacje genetyczne. Da się na nich poznać nie tylko regiony dalekich przodków. Będzie to również okazja na podróż dostrojoną do naszego własnego rytmu dobowego, mikrobiomu, a nawet DNA. Organizm zostanie sprzężony z destynacją.

AI i biometria

Logika produktywności nie omija turystyki. Bleisure, czyli przedłużanie wyjazdów służbowych, to już norma. Pracownicy nowoczesnych firm i korporacji często łączą zawodowe obowiązki z elementami rekreacyjnymi. Granica między pracą a życiem bywa niewyraźna. A w przyszłości będzie przypominać gradient. Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że do 2030 r. liczba zdalnych stanowisk pracy na świecie wzrośnie o ok. 25%. Taką pracę będzie wykonywać ponad 90 mln osób. Cyfrowi nomadzi, którzy żyją na co dzień w Tajlandii czy w Singapurze, być może dobrze wyglądają w social mediach. Ale za estetycznym kadrami często kryje się wypalenie zawodowe, poczucie izolacji i ogromna presja. Nowy styl życia i podróżowania to także nowe potrzeby wobec samej infrastruktury transportowej.

Według raportu serwisu Booking rośnie oczekiwanie, że odpowiednio zaaranżowane będzie też samo lotnisko. Trend Gate Escape to marzenie o lotniczym hangarze pełnym kapsułowych hoteli, stref relaksu i restauracji na poziomie gwiazdek Michelin.

Być może ta tendencja zmieni bezosobową przestrzeń tranzytu w prawdziwe miejsce. Albo chociaż takie, w jakim można wziąć oddech. Pomoże w tym AI, zmniejszając m.in. kolejki. Sztuczna inteligencja ma odegrać ważną rolę w zarządzaniu ruchem turystycznym. Będzie on lepiej rozłożony, uda się odciążyć popularne ośrodki turystyczne. Do tego plany podróży generowane w czasie rzeczywistym. Biura podróży w roli interfejsów danych i emocji. Chatboty zamiast przewodników. Z jednej strony w najbliższych latach podróżny będzie mógł przejść przez lotnisko bez kart pokładowych i paszportu, używając tylko biometrii. Coraz więcej krajów testuje odprawy z technologią rozpoznawania twarzy – Finlandia, Singapur, Indie. Jednak pasażerowie muszą wcześniej zarejestrować swoje dane w systemie. Wizy i przepisy migracyjne…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Sztuka uważnego podróżowania