Subskrybuj
Papież Leon XIV w drodze na audiencję dla przedstawicieli mediów w Auli Pawła VI w Watykanie, 12 maja 2025 r. fot. Eliano Imperato/Controluce via AFP/East News
Socjolog i publicysta, autor książek, m.in. Od foliowych czapeczek do seksualnej recesji (2020)

Mało amerykański papież

Po raz pierwszy w historii przywódca Kościoła pochodzi z USA. Czy papież Leon XIV będzie anty-Trumpem?

W chwili wyboru na papieża Lenny Belardo miał 47 lat, odpalał jednego papierosa od drugiego, uwielbiał watykański przepych, ekstrawagancję i twarde polityczne wojny personalne w Kurii Rzymskiej. Był skrajnym, radykalnym konserwatystą – do granic prowokacyjności. Rozdarty wewnętrznie, poruszał się między manipulacją i aktorstwem a prawdziwym mistycyzmem i głębokim współczuciem dla cierpiących.

Tak było w serialu Młody papież w reżyserii Paola Sorrentina, który przewidział papieża z USA. Ten jednak – Leon XIV, czyli Robert Prevost – wydaje się zupełnie inny niż Belardo. Papież Sorrentina byłby łatwym łupem dla dziennikarzy. Pisanie o Leonie XIV to trudne zadanie: w pierwszej chwili wydaje się on tak bardzo zbalansowany, że nie ma się czego uchwycić.

Oto pojawia się papież spokojny, pokojowy, papież jedności, „trzeciej drogi”, łączący ogień i wodę, słuchający, empatyczny, ale chroniący tradycję. Jan Paweł II zaczął swój pontyfikat oficjalnie: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. Benedykt XVI – prosto: „Drodzy bracia i siostry…”. Franciszek – kontrowersyjnie (dla niektórych): „Bracia i siostry, dobry wieczór”. Leon XIV zaczął od słów: „Niech pokój będzie z wami wszystkimi” – a więc ani nadmiernie tradycyjnie, ani nadmiernie nowocześnie. Jeśli pierwsze słowa, jakie wypowiada papież na balkonie Bazyliki Świętego Piotra, uznamy za zapowiedź charakteru pontyfikatu, to można się spodziewać…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uwolnić się od kultu produktywności