W zimowe poranki piję kawę z glinianego kubka, który od lat dobrze zna moją dłoń. Kiedy przechylam go w stronę okna, cienka ryska pod uchwytem odbija światło i wygląda jak zagojona blizna. Kupiliśmy go na długo przed tym, jak żołnierze bez insygniów zajęli Krym. Razem z moją rodziną byliśmy wtedy tylko podróżnikami z dziećmi, jeżdżącymi serpentynami do miejsc takich jak Bakczysaraj. W małej pracowni niedaleko Pałacu Chanów nowo poznana Ayşe pokazała naszej córce, jak rodzi się gliniane naczynie: kciuk tutaj, dłoń tam, a potem nacisnąć i podnieść. Pamiętam, jak powiedziała, że w kubku z historią napój smakuje lepiej. Wyjechaliśmy od niej z kubkiem i obietnicą, że wkrótce na Krym wrócimy. Kubek pozostał moim codziennym towarzyszem. Krym był wyjątkowym miejscem na naszej mapie podróży. Przyglądając się morzu z malowniczych klifów, podjęliśmy wtedy decyzję o powiększeniu naszej rodziny. Poznając nowych ludzi i będąc nieustannie zapraszanymi do ich…
Dziennikarka i aktywistka w organizacjach zajmujących się pracą z mniejszościami i uchodźcami. Zainicjowała Marsz dla Aleppo nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla w 2018 r. Uczestniczka warsztatów i współpracowniczka Haliny Bortnowskiej