Część z nas „zachłysnęła” się możliwościami sztucznej inteligencji, ale nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń, które niesie jej używanie. Jak określiłaby Pani poziom świadomości społecznej w Polsce dotyczący bezpiecznego korzystania z AI?Jako niski. Istnieje ogromna przepaść między możliwościami narzędzi technologicznych a tym, jak my z nich korzystamy. Używanie narzędzi AI wydaje się bardzo proste. Ściągam aplikację, loguję się, wybieram wersję płatną bądź bezpłatną i „rozmawiam” z AI jak z koleżanką. Różnica między osobą, która w taki sposób korzysta ze sztucznej inteligencji, a tą, która przeszła kilka kursów, potrafi ustawić swoją narrację, zadawać precyzyjne pytania, jest ogromna. Można powiedzieć, że każda z nich, choć pracuje na tej samej architekturze, to używa zupełnie innego narzędzia – dającego inną jakość odpowiedzi. Mamy tendencję, by nie zawracać sobie głowy zabezpieczeniami. Przykładem może być chociażby czytanie, a w zasadzie nieczytanie regulaminów. A w praktyce ich znajomość daje konkretne efekty w kilku obszarach. W UE (dzięki RODO) większość platform musi honorować częściowe zgody, można np. wyłączyć używanie danych do trenowania modeli AI (Meta, Google już to oferują), zrezygnować z personalizacji reklam czy ograniczyć profilowanie. W przypadku narzędzi AI jest twardsza granica: żeby w ogóle korzystać z modelu, musimy zgodzić się na przetwarzanie swoich promptów przynajmniej w czasie sesji. Bez tego usługa po prostu nie…
Dziennikarka, reporterka i ekspertka ds. komunikacji. Publikuje m.in. w „Krytyce Politycznej”, „Tygodniku Powszechnym” oraz Miesięczniku ZNAK