Subskrybuj

Reporter elegijny

Filip Springer, młody reporter i fotograf, jest autorem <em>Miedzianki. Historii znikania</em> oraz <em>Źle urodzonych</em>. Reportaży o architekturze PRL. W tym roku nakładem Wydawnictwa Karakter ukaże się jego kolejna książka pt. <em>Zaczyn. Reportaż o życiu i dziele Zofii i Oskara Hansenów</em>.

Dlaczego Miedzianka? Dlaczego „historia”? Dlaczego „znikania”? Miasteczko naznaczone jest znamieniem podwójnej tożsamości. Na początku nie było Miedzianki, był Kupferberg, a jego niemieckojęzyczni mieszkańcy parali się rolnictwem, górnictwem czy ważeniem piwa. Miedzianka stała się faktem znacznie później i, co ważne, z tą przemianą szedł w parze proces znikania poprzedniej tożsamości. Jednym z najistotniejszych wątków książki Springera jest owa, nieuchronna i bezpowrotna, zamiana tożsamości: ludzi od dawien dawna związanych z miasteczkiem zastępują inni: kresowiacy, akowcy szukający schronienia przed UB czy byli przymusowi więźniowie poprzednich współobywateli Kupferbergu.

Ważne jest coś jeszcze: znikaniu Kupferbergu i pojawianiu się Miedzianki towarzyszą legendy o poniemieckich skarbach, duchach dawnych mieszkańców oraz okryte tajemnicą podziemne prace kopalniane. Są Rosjanie doglądający pracy górników, są domysły co do wydobywanych kopalin, jest językowy knebel („nikt o tym nie mówi, bo ludzie do dziś się boją”, „w domu się o kopalni nie mówiło, bo to była tajemnica i nikt nikomu nie ufał”). Jest wreszcie zniknięcie ostateczne, fizyczne zapadnięcie się Miedzianki, z której obecnie nie pozostało nic. Jak powiada autor: „mógłbym tylko chodzić po tym, co zostało z Miedzianki, i nawet nie wiedzieć, jaka historia się tam kryje”.

Historia, zarówno w Miedziance, jak i Źle urodzonych odgrywa niemałą rolę. Kontekst historyczny wyjaśnia wiele z losów bohaterów książek. Ale jest i czytelna różnica językowa wynikająca prawdopodobnie i z wyboru pisarskich strategii, i ze społecznego tła bohaterów. Zabieg, w którym autor zamiennie stosuje rzeczowniki „historia” i „bestia”, jest znamienny: historia staje się nie tylko zapisem dziejów, ale i brutalną ożywioną siłą, której ofiarami padają mieszkańcy miasteczka: i ci dawniejsi, kupferbergowscy, i ci późniejsi, powojenni. Wszyscy w swoim prowincjonalnym spokoju, oddaleni od bestii o lata świetlne w porównaniu z ważnymi społecznie architektami przyczyniającymi się do odbudowy kraju.

le urodzone, napisane językiem znacznie oszczędniejszym, mówią o historycznym pechu obiektów oraz ich autorów. Wiele ze zrealizowanych w Polsce Ludowej projektów nie miało po uzyskaniu wolności dobrej prasy, wiele z nich w związku z tym przestało istnieć, a ich wyburzanie, co pokazuje Springer na przykładzie katowickiego dworca, owiane było aurą skandalu prawnego. Ergo: złe urodzenie dotyczy projektów architektonicznych, ale także ich autorów, ludzi zdolnych, a w wielu przypadkach genialnych, którym przyszło żyć w takiej, a nie innej dziejowej fazie, przyszło borykać się z absurdami założeń peerelowskich decydentów, tandety i marksistowskiej ekonomii, w której zawsze wszystko wychodziło na tę trójczynę, przyszło im wreszcie konfrontować się z oskarżeniami o współpracę z systemem, czyli – użyjmy metafory z Miedzianki – o policzenie między pomocników bestii.

Złe urodzenie to może jeszcze coś. Może było ono po części, wbrew staraniom architektów, efektem niedostrzeżenia potrzeb innych niż te dyktowane założeniami moderny? Może są takie potrzeby i takie komplikacje, na które żadna, nie tylko nowoczesna architektura nie odpowie i których nie przewidzi. Oskar Hansen nie przewidział (nie dostrzegał) religijnych potrzeb mieszkańców Osiedla Słowackiego. Efekt? Gigantyczny, neogotycki kościół, który jak czytamy, „wygląda jak statek kosmiczny, który wylądował akurat tam, gdzie mu było wygodnie. Patrząc na ten kościół z dachów najwyższych na osiedlu bloków, aż chce się wyć”. Profesor Lipiński marzył o zaprojektowaniu kościoła. „Architektura to było jednak dla niego przede wszystkim rozwiązywanie problemów. A w kościele problemy do rozwiązania są przecież jedyne w swoim rodzaju”. Ale czy było to możliwe w tamtych czasach, w takim architektonicznym języku, z problemami samej estetyki sakralnej, odnośnie do której Jerzy Nowosielski pyta: „skąd więc architekt ma czerpać inspirację do kształtowania wnętrza kościelnego, jeśli amorficzna jest sama akcja liturgiczna” ? Czy można wyobrazić sobie, jak szaleniec i geniusz Hansen dyskutuje o detalach liturgicznych z szaleńcem i profetą Nowosielskim? Cóż to by była za dyskusja! – tryb niestety warunkowy. Kto mógł przewidzieć, że w katowickiej Superjednostce zaczną się plenić agencje towarzyskie, kto mógł wiedzieć, że jeden z najdłuższych na świecie bloków mieszkalnych na warszawskim Przyczółku Grochowskim, tak zaprojektowany, że można przez niego przejść ciągiem korytarzy, zostanie wbrew zamierzeniom małżeństwa Hansenów podzielony przez mieszkańców szeregiem…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mit przeludnienia