Subskrybuj

Niekochane Serce Czarnego Kontynentu

Wojny w Trzecim Świecie nie są spowodowane ludzką krwiożerczością czy trybalizmem, albo fanatyzmem religijnym, lecz ekonomią – one się zawsze komuś opłacają. Prawdopodobieństwo wybuchu długotrwałej wojny domowej jest tym większe, im kraj jest bogatszy w surowce naturalne. Zorganizowanie rebelii jest o wiele mniej kosztowne, niż długi i niepewny proces demokratycznej zmiany władzy.

Republika Środkowoafrykańska nie ma szczęścia. Choć dwukrotnie większa od Polski, rzadko wpada w oko wertującym geografię Afryki centralnej. Gubi się pośród takich kolosów jak Sudan, Kongo (były Zair) i Czad – i to nawet mimo tego, że jej szerokość równoleżnikowa wynosi aż dwa tysiące kilometrów. Wymawiając skrótową nazwę państwa, RCA (Republika Centralnej Afryki), często słyszę w odpowiedzi: „Pracujesz w RPA?”. „Nie”, prostuję i zaczynam wyjaśniać od zera: że jest taki kraj, taka „czapka od Zairu”…. To wszystko również i wina nazwy, jaką mu nadano. Po francusku brzmi blado i zbyt szablonowo. Natomiast w narodowym języku sängö – krótko i wdzięcznie: Bêafrîka, czyli „Serce Afryki”. Myślę, że taka „serdeczna” nazwa byłaby i nam, Polakom, bliższa, łatwiejsza do zapamiętania. Szkoda, że u początków państwowości, zapewne z grzeczności w stosunku do byłych kolonizatorów, wybrano wersję francuską – potwierdza się tu stara prawda, że każde, nawet najwierniejsze tłumaczenie jest jakąś formą zdrady oryginału. RCA nie cieszy się zainteresowaniem świata także z powodu nieciekawej historii. Swoją godzinę miało to państwo tylko jeden raz, kiedy w drugiej połowie lat 70. XX w. przekształciło się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Milczenie świata. Mass media wobec ludobójstwa