Republika Środkowoafrykańska nie ma szczęścia. Choć dwukrotnie większa od Polski, rzadko wpada w oko wertującym geografię Afryki centralnej. Gubi się pośród takich kolosów jak Sudan, Kongo (były Zair) i Czad – i to nawet mimo tego, że jej szerokość równoleżnikowa wynosi aż dwa tysiące kilometrów. Wymawiając skrótową nazwę państwa, RCA (Republika Centralnej Afryki), często słyszę w odpowiedzi: „Pracujesz w RPA?”. „Nie”, prostuję i zaczynam wyjaśniać od zera: że jest taki kraj, taka „czapka od Zairu”…. To wszystko również i wina nazwy, jaką mu nadano. Po francusku brzmi blado i zbyt szablonowo. Natomiast w narodowym języku sängö – krótko i wdzięcznie: Bêafrîka, czyli „Serce Afryki”. Myślę, że taka „serdeczna” nazwa byłaby i nam, Polakom, bliższa, łatwiejsza do zapamiętania. Szkoda, że u początków państwowości, zapewne z grzeczności w stosunku do byłych kolonizatorów, wybrano wersję francuską – potwierdza się tu stara prawda, że każde, nawet najwierniejsze tłumaczenie jest jakąś formą zdrady oryginału. RCA nie cieszy się zainteresowaniem świata także z powodu nieciekawej historii. Swoją godzinę miało to państwo tylko jeden raz, kiedy w drugiej połowie lat 70. XX w. przekształciło się…