Subskrybuj
fot. Adam Golec
Dziennikarka, miłośniczka życia w zgodzie z naturą, prowadziła program Daleko od miasta w Canal+ Domo. Autorka książek m.in. Poczuj się dobrze. 52 sposoby na poprawę jakości życia (2023)

Dziennikarstwo typu slow

Kocham studiować i tego mi teraz bardzo brakuje. Czytając miesięcznik, czuję, jakbym chodziła na wspaniałe uniwersyteckie zajęcia.

Miesięcznik czytam stosunkowo od niedawna, trafiłam na niego na Instagramie mniej więcej półtora roku temu. Być może to banalne, ale moją uwagę przykuła zmiana szaty graficznej okładki. Poza tym „Znak” zaczął tworzyć takie treści, które bardzo mocno do mnie przemawiały, m.in. dotyczące wrażliwości, przebodźcowania czy czułości. Podoba mi się to, że mówi on o rzeczach aktualnych, lifestyle’owych, psychologicznych i humanistycznych w pogłębiony sposób. Bardzo potrzebowałam tekstów, które zostają z człowiekiem na dłużej i o których mogłabym opowiedzieć rodzinie i znajomym. A więc tzw. food for thought – pokarmu dla duszy i umysłu.

Zaczęłam też czytać miesięcznik, bo zauważyłam, że regularne korzystanie z internetu powoduje zubożenie języka. A w „Znaku” często wypowiadają się humaniści, literaci, osoby z bardzo bogatym słownictwem, co mnie inspiruje i daje motywację. Kocham studiować i tego mi teraz bardzo brakuje. Czytając miesięcznik, czuję, jakbym chodziła na wspaniałe uniwersyteckie zajęcia. Często wybierałam kursy, które były fascynujące, ale z pragmatycznego punktu widzenia niepotrzebne.

Czytanie „Znaku” to właśnie tego typu intelektualna przyjemność. Cenię też to, że w redakcji jest sporo kobiecych głosów.

Jestem na etapie „wgryzania się” w „Znak”. To jedyny magazyn, którego nie potrafię przeczytać na raz od deski do deski. Teraz czytam numer o samotności. To fantastyczne, że samotność została opisana z ogromnym obiektywizmem i zupełnie nieszablonowo. Zazwyczaj mówimy o samotności, że to stan przygnębiający, któremu za wszelką cenę trzeba zaradzić, natomiast „Znak” pokazuje, że jest to zjawisko jak każde inne. Można rozłożyć je na czynniki pierwsze, a dla kogoś bycie samemu może być pozytywnym doświadczeniem. Bardzo sobie cenię samotność, a od kiedy mam małe dziecko, potrzebuję jej dziesięć razy bardziej niż wcześniej.

###banner###

Mój ulubiony numer to Sztuka zachwytu. Cieszy mnie, że tyle się teraz mówi o wdzięczności. Powstanie tego zeszytu pokazuje, że redakcja jest świadoma panujących nastrojów społecznych. Uważam, że z tej perspektywy pandemia jest wielkim darem dla ludzkości. W końcu mogliśmy spojrzeć uważniej na samych siebie, na bliskich, na swoje bezpośrednie otoczenie – szkoda tylko, że w takich smutnych okolicznościach.

W epoce nadmiaru newsów i podziału treści na informacje i opinie miesięcznik idzie inną drogą.

Pojawiają się w nim dysputy filozoficzne nieskażone jakąś z góry ustaloną opinią, pokazujące dane zagadnienie z wielu stron, każdej z nich dające równoprawną wartość. Nie udziela prostych odpowiedzi na trudne pytania. Bardzo to platońskie i odświeżające! „Znak” wbrew trendom uprawia tzw. slow journalism. Nie ściga się, stawia na pogłębione treści, namysł i dokładność. Wydaje mi się, że to chyba jedno z ostatnich miejsc, jeśli chodzi o prasę w Polsce, które zdobywa się na prawdziwą refleksję, a nie próbę forsowania swojego zdania na jakiś temat. Dzieje się tak również dlatego, że autorzy i autorki mają możliwość rozwinięcia się w dłuższej formie. Nie da się przecież wyczerpać niektórych zagadnień w tekście na 5 tys. znaków, dlatego tu poświęca się im całe Tematy Miesiąca.

Czytam też teraz zbiór esejów z „The New Yorkera” z lat 60. i 70., które równie dobrze mogłyby być komentarzami do dzisiejszej rzeczywistości. Szczególnie zapamiętałam jedną myśl. Żyjemy w pewnym paradoksie, bo nasze społeczeństwo jednocześnie się starzeje i coraz bardziej infantylizuje. Autor w tych słowach odnosił się do telewizji i mass mediów, dzisiaj tę myśl z powodzeniem możemy przenieść na kontekst mediów społecznościowych. Ja również to odczuwam – gdy zaczęłam czytać „Znak”, poczułam wręcz pewnego rodzaju dyskomfort, bo go lektura wymagała innego odbioru, większej uważności. To było wspaniałe uczucie!

Moja ulubiona rozmowa z miesięcznika to wywiad z Nicholasem Carrem o rozproszeniach, neuroplastyczności i o tym, że nasz mózg się zmienia przez cały czas. Autor Płytkiego umysłu opowiadał o tym, że trenujemy nasze umysły do tego, by pamiętały wyłącznie krótkie treści. Zastanawiałam się już nad tym od wielu lat, bo podczas pracy w redakcji newsowej nauczyłam swój umysł szybkiego przyswajania i zapominania faktów tak, by stwarzać przestrzeń dla kolejnych informacji. To też frustrujące, że teraz nie sposób się nawet porządnie pokłócić. Wszystko można sprawdzić, wygooglować. Pamiętam prawdziwe awantury o szczegóły z utworów literackich czy nawet nazwy ulic. Teraz kłócimy się o opinie i poglądy, ale już nie o fakty.

Staram się zarażać sympatią do „Znaku” kogo tylko mogę. Zwłaszcza że miesięcznik przeszedł ogromną przemianę na przestrzeni lat i podejrzewam, że wiele osób może nie wiedzieć o tym, że znajdą w nim tak zaskakująco potrzebne nam dziś treści. „Fajnie będzie się nad tym zastanowić” – taka myśl przychodzi do mnie, gdy co miesiąc dostaję „Znak”.

Artykuł pojawił się w numerze: Osiem lekcji na numer 800.