Aby zobaczyć, jak wygląda, wystarczy spojrzeć na zdjęcie historycznego centrum Lhasy, bo przecież niepodległy Bhutan to cząstka dawnego Wielkiego Tybetu, która – obok innego skrawka, który przypadł Indiom – uniknęła chińskiej okupacji. W nieszczęsnej stolicy potężnego niegdyś państwa widzimy takie same wyniosłe i lekko pochylone mury białej cytadeli, takie same okna z okiennicami, ale bez szyb, tę samą pradawną architekturę zaradnych, twardych i wojowniczych górali. Bhutańskie dzongi – jako prowincjonalne – są mniejsze i uboższe, ale w odróżnieniu od tybetańskich swoją funkcję pełnią do dziś i nic nie wskazuje na to, by miały zostać zdegradowane jedynie do roli szacownych zabytków, chociaż w górskim królestwie dozwolone są już od wielu lat samochody, a jeszcze do tego telewizja, zaś w stolicy Thimpu funkcjonuje jedno skrzyżowanie…
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.