Swoimi niewczesnymi wypowiedziami o wojnie w Ukrainie Franciszek rozsierdził wierzących i niewierzących. Wzburzeniu uległ zwłaszcza świat katolicki. Konserwatyści znajdowali uzasadnienie dla zadawnionych podejrzeń wobec papieża z Argentyny; zwolennicy postępu i liberałowie, którzy wcześniej widzieli w nim nadzieję na odnowę Kościoła, milczeli zawstydzeni. Nie usprawiedliwiając słów papieża, warto jednak zwrócić uwagę na okoliczności tych wypowiedzi.
W pierwszych miesiącach i latach pontyfikatu Franciszek zdumiał, a wielu zachwycił nowym stylem papieżowania. Porzucenie apartamentu w Pałacu Apostolskim na rzecz watykańskiego hoteliku, bezpośrednie rozmowy telefoniczne z różnymi osobami w Argentynie i we Włoszech, ostrożne otwarcie na osoby rozwiedzione i LGBT, jasne poparcie dla działającego niekonwencjonalnymi metodami papieskiego jałmużnika kard. Krajewskiego, wszystko to zapowiadało zwrot w kierunku Kościoła w dialogu ze światem współczesnym, a zarazem „ubogiego” w duchu św. Franciszka z Asyżu. Wiązało się to jednak z pewną dezynwolturą w zachowaniach i słowach. Papież wypowiadał się chętnie na wiele tematów, niejednokrotnie ważkich, wobec osób, które bez autoryzacji upowszechniały jego słowa. Anegdotyczna stała się sprawa „likwidacji…