Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim?
(Łk 10, 25–29)
Jesienią odbywałem w milczeniu swoje doroczne rekolekcje. Przewodnikiem były słowa Jezusa z Kazania na Górze (Mt 5), a towarzyszem drogi na drodze mojego nawracania się (powrotu) była książka – jeden z najbardziej radykalnych komentarzy do Ewangelii – Naśladowaniepastora i męczennika Dietricha Bonhoeffera. I choć w tym czasie odciąłem się od wiadomości, moją wyobraźnię poruszały dramatyczne sceny z naszej polsko-białoruskiej granicy. Rekolekcyjne odejście na pustkowie (por. Mk 6, 31–32), w kontekście wybranego tematu rozważań, nie mogło mnie uwolnić od niepokoju płynącego ze świadomości, w jakim potrzasku znaleźli się uchodźcy i migranci. Smuciło mnie to, raniło. Nieporozumieniem byłby taki sposób odprawiania rekolekcji, jaki miałby mnie uwolnić od obrazów bólu i prowadzić na manowce nieodczuwania – bycie „zbyt nieczułego serca” (Łk 24, 25), co Jezus zarzucił uczniom idącym do Emaus. W rekolekcyjnym odosobnieniu nie chodzi przecież o…