Po zmroku Rangun pogrąża się w ciemności. Niedaleko od centrum miasta świecą jakieś dwie, trzy latarnie, ale kilka przecznic dalej spacer jest przeżyciem przyprawiającym o gęsią skórkę. Jedynym źródłem światła są reflektory samochodów, otwarte sklepy czy restauracje i pojedyncze urządzenia wiszące na niektórych budynkach. Ciemna miejska noc jeszcze dobitniej pokazuje to, co widać za dnia: jak biednym i wyniszczonym latami absurdalnej polityki gospodarczej krajem jest Birma, która przecież po II wojnie światowej miała nie najgorsze perspektywy gospodarcze. Aż 70% ludności nie ma dostępu do elektryczności, jedynie 9% miało w 2012 r. telefon komórkowy. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2005 r. Birma odnotowała zerowy wzrost gospodarczy. PKB per capita kształtuje się na poziomie nieco ponad 900 dolarów amerykańskich, zaś indeks…
Absolwent politologii na UJ, b. pracownik Ambasady RP w Kuala Lumpur. W „Znaku” publikował m.in. reportaże z Azji Południowo-Wschodniej. Kazachstan odwiedził we wrześniu 2017 r.