Elahe miała 28 lat, kiedy opuściła południe Iranu.Absolwentka architektury, artystka i dziennikarka zamknęła swoje dotychczasowe życie w jednej decyzji: wyjechać i znaleźć miejsce, w którym będzie się żyło trochę łatwiej. I nawet nie swoje życie miała na myśli.
– 19 lipca 2013 r., tego samego dnia, kiedy opuściłam Iran – wspomina – rząd Australii wprowadził ważną zmianę w swojej polityce migracyjnej.
Jak się później dowiedziała, nowe prawo nie było tylko biurokratyczną formalnością. Zaważyło na całym jej życiu. Właśnie wówczas Australia zdecydowała, że każdy, kto przybędzie do jej brzegów na łodzi w celu ubiegania się o azyl, zostanie wysłany do jednego z dwóch odległych ośrodków detencyjnych: na wyspie Nauru lub Manus. Tego samego dnia Elahe stała się ofiarą polityki. Otrzymała numer IVL-057.
– Byłam IVL-057. Nikt nigdy w więzieniu nie nazwał mnie inaczej.
Zanim została numerem, przeżyła długą podróż. To znajomy z Iranu podpowiedział jej Australię jako cel wyjazdu. Miał być szybszy i prostszy niż Europa.
Poleciała do Indonezji i znalazła przemytników. Wydawało jej się wtedy, że ma szczęście: – Wiele osób siedzi w Indonezji latami, zanim są w stanie zrobić kolejny krok. Mnie się udało szybko, byłam w siódmym niebie. Stamtąd czekała ją kolejna część podróży: wraz z 60 innymi osobami przebywała 40 godz. na otwartym oceanie. Głód, strach i wszechobecna sól z wody morskiej, osadzająca się na rzeczach i ludziach. Brak gwarancji, że dotrą do jakiegokolwiek lądu, a tym bardziej…