Subskrybuj
Wioska Kiseljak w północnej Bośni, siedmioletnia Daniela Bobarić podczas dnia św. Jerzego (Djurdjevdan), najważniejszego święta społeczności romskiej w Bośni i Hercegowinie fot. Amel Emrić/AP/East News
Wioska Kiseljak w północnej Bośni, siedmioletnia Daniela Bobarić podczas dnia św. Jerzego (Djurdjevdan), najważniejszego święta społeczności romskiej w Bośni i Hercegowinie fot. Amel Emrić/AP/East News
Dziennikarka i aktywistka w organizacjach zajmujących się pracą z mniejszościami i uchodźcami. Zainicjowała Marsz dla Aleppo nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla w 2018 r. Uczestniczka warsztatów i współpracowniczka Haliny Bortnowskiej
Bośniacki dziennikarz i aktywista romski, redaktor portalu Newipe. Laureat EU Prize i Ronald Lee Translator Award. Członek sieci dziennikarzy romskich NARON

Bośnia, Romowie i puste paragrafy

Dopóki w Bośni i Hercegowinie młodzi tacy jak Almir mogą pisać wiersze o byciu niewidzialnym, ale nie mogą nawet marzyć o piastowaniu najwyższych urzędów, kraj ten nie wejdzie do Unii Europejskiej. Bo jak budować Europę, w której głos części obywateli wciąż nie może być reprezentowany?

Jadąc krętymi drogami Bośni i Hercegowiny, łatwo zauważyć, jak silne są tu kontrasty. Granica między dwiema jednostkami administracyjnymi, z których składa się to państwo: Federacją Bośni i Hercegowiny oraz Republiką Serbską, jest akurat niewidoczna dla oka, lecz głęboko zakorzeniona w politycznej i społecznej tkance narodu. W ramach Federacji dziesięć kantonów posiada własne konstytucje i rządy, podczas gdy Republika Serbska działa w ramach bardziej scentralizowanej struktury. Czuć to wszystko na plakatach i w rozmowach.

Pośród tych zawiłości przydrożne stragany pełne świeżych owoców przywołują wspomnienia z mojego dzieciństwa w Polsce, dając poczucie swojskości i ciepła. Miasta takie jak Sarajewo i Banja Luka prezentują z kolei nowoczesną europejską fasadę, z tętniącymi życiem ulicami i współczesną architekturą. Blizny historii są namacalne: pozostałości konfliktu trwają w postaci rozerwanych kulami budynków i obecności pomników upamiętniających tragedie z przeszłości. Te symbole przypominają o pełnych zawirowań dziejach tutejszego społeczeństwa i stanowią stale wezwanie do pojednania i jedności.

Szepty przeciw burzy

Dla wielu Romów w Bośni i Hercegowinie podziały kraju są nie tylko kwestią administracyjną czy historyczną – pozostają one głęboko osobiste, wplecione w codzienne życie często niewidoczną, ale mocną nicią. Jeden z poznanych przeze mnie młodych romskich poetów, Almir Agić, pisze o tym tak: „Śnieg pada jak szalony, / wiatr niesie go we wszystkich kierunkach, / nie wie, dokąd zmierza. / Tak jak ja”.

Romowie żyją na marginesie społeczeństwa, w ubóstwie, wykluczeniu i politycznym zaniedbaniu. Choć mieszkają tu od wieków, ich walka o uznanie i godność toczy się w kontekście powolnego postępu i niespełnionych obietnic integracji.

W oficjalnych strukturach władzy, a także w codziennym życiu ich głosy są nadal zbyt często uciszane lub po prostu ignorowane.

Jeden z tych romskich głosów należy właśnie do młodego poety z Sarajewa, którego wiersze zaczęły przełamywać ciszę i stereotypy otaczające jego społeczność. Almir opowiada, że z dyskryminacją spotykał się stale – na szkolnych korytarzach, ulicach miast i wsi, a nawet w najprostszych czynnościach związanych z poszukiwaniem pracy czy opieki zdrowotnej.

– Zacząłem wyrażać się poprzez poezję, kiedy nie mogłem już dłużej milczeć – mówi. – Dyskryminacja i uprzedzenia nie są dla mnie abstrakcyjnymi słowami, są codzienną walką, czymś, co widzisz, czujesz, i czymś, co musisz przetrwać, w każdej chwili swojego życia.

I dodaje:

– Kiedy piszę wiersz o tym, jak boli, gdy świat spycha cię na margines, a ktoś rozpoznaje w tym siebie i czuje się mniej samotny, to dla mnie sukces. Może jeszcze nie rewolucja, ale już jakaś iskra.

Dzięki swojej poezji nie poddaje się rozpaczy. Zauważa, że dopóki niesprawiedliwość będzie trwać, będą powstawać wiersze:

– Nie chodzi jednak o to, by pisać o bólu, lecz by pisać pomimo bólu. Tylko wtedy czuję się człowiekiem.

Poezja może przynieść wytchnienie i tworzyć więzi, jednak nie może przecież zlikwidować struktur, które marginalizują Romów. W całej Bośni i Hercegowinie bariery napotykane przez społeczności romskie są nie tylko emocjonalne, ale także głęboko systemowe – osadzone w przepisach, instytucjach i samych ramach władzy politycznej.

Rany, które nigdy się nie zagoiły

Bośnia i Hercegowina to zróżnicowany kraj o złożonym składzie etnicznym i skomplikowanej historii. Oficjalnie to trzy główne narody „składowe”: Bośniacy, Chorwaci i Serbowie, a także grupy mniejszościowe, wśród których najważniejsi są Romowie. Pod względem demograficznym Bośniacy stanowią ok. 46% populacji, Serbowie 38%, Chorwaci 14,5%, populację Romów zaś szacuje się na 30 do 50 tys. osób (ok. 1–1,5% wszystkich mieszkańców).

Termin „mniejszość” w Bośni i Hercegowinie ma znaczącą wagę polityczną, głęboko zakorzenioną w wydarzeniach historycznych, takich jak niszczycielskie wojny XX w. – w szczególności tragiczny konflikt z lat 1992–1995. Do dziś we wszystkich grupach etnicznych żywy jest strach przed kolejną falą dyskryminacji i prześladowań. Na mocy porozumienia pokojowego z Dayton z 1995 r. Bośnia i Hercegowina została podzielona na dwa główne podmioty: Federację Bośni i Hercegowiny, w której przeważają Bośniacy i Chorwaci, oraz Republikę Serbską, w której większość stanowią Serbowie. Podział ten zinstytucjonalizował podziały etniczne, nadal dominujące w życiu politycznym.

Społeczności romskie w przeszłości cierpiały z powodu głębokiej marginalizacji. Romowie, którzy na obszarze Bośni i Hercegowiny byli w większości muzułmanami, doświadczyli pewnej poprawy w okresie Jugosławii Tita dzięki polityce wyciszania etnicznych nacjonalizmów. Ich sytuacja gwałtownie się pogorszyła po wojnie w latach 90.

Większość Romów mieszkających na terenie dzisiejszej Republiki Serbskiej została przesiedlona – albo zmuszona do wyjazdu za granicę, albo wewnętrznie przeniesiona, głównie do kantonu Tuzla, na północy.

Obecnie Romowie stoją w obliczu systemowego wykluczenia, zwłaszcza poprzez ich klasyfikację jako „innych”, co sprawia, że nie mają kluczowych praw politycznych. Formalnie mogą głosować i kandydować na większość obieralnych stanowisk (z bardzo ważnym wyjątkami, o których dalej). W praktyce reprezentacja Romów prawie nie występuje poza kilkoma stanowiskami miejskimi i chociaż istnieje państwowa rada doradcza ds. Romów, rzadko się z nią cokolwiek konsultuje. Romowie żyją w biedzie, słabych warunkach mieszkalnych i z ograniczonym dostępem do opieki zdrowotnej i edukacji. Według Ministerstwa Praw Człowieka i Uchodźców w Bośni i Hercegowinie edukacja jest dziedziną, w której odnotowano postępy, zwłaszcza w zakresie zmniejszenia liczby uczniów przedwcześnie kończących naukę oraz poprawy uczestnictwa dzieci w edukacji wczesno­szkolnej i obowiązkowej. Jednak zebrane dane pokazują też, że odsetek dzieci romskich objętych edukacją przedszkolną jest nadal bardzo niski i wynosi zaledwie 4%, a dzieci podpadających pod edukację podstawową i średnią – tylko 35%. Dane te znajdują się w aktualnym planie działania na rzecz integracji społecznej Romów na lata 2021–2025.

Liczba Romów, którzy nadal posługują się swoim językiem ojczystym w Bośni i Hercegowinie, jest niepewna.

Bez przestrzeni do kultywowania języka – w literaturze, mediach i edukacji – język zanika. Kwestie języka romskiego zostały zredukowane do statystyk dla rządu, a nie do kulturowego dziedzictwa, które należałoby chronić. Bodaj tylko jedna osoba w kraju zajmuje się naukowo studiowaniem i promowaniem języka romskiego: Hedina Tahirović­‑Sijerčić. Mimo jej licznych prac naukowych nie znalazło się dla niej miejsce na żadnej uczelni w Bośni i Hercegowinie. Przez ponad dekadę uniwersytet w Sarajewie mówił o utworzeniu katedry studiów romskich – do dziś nie powstała.

Jak dotąd jedynie kanton Tuzla wprowadził fakultatywną naukę języka romskiego w szkołach. Głównym problemem pozostaje jednak brak wyszkolonej kadry nauczycielskiej. Inicjatywa istnieje na papierze, ale bez nauczycieli i programów szkoleniowych jej wpływ na sytuację Romów jest minimalny.

Język to nie tylko środek komunikacji – to także sposób wyrażania emocji, wartości i przekonań. Kiedy używamy wobec Romów dyskryminującego języka, wyrażamy głęboko zakorzenione uprzedzenia. Gdy przestrzeń publiczna zalewana jest negatywnymi stereotypami na temat Romów – często rozpowszechnianymi przez polityków i media – staje się jasne, jak społeczeństwo postrzega społeczność romską. Na przykład w zeszłym roku najbardziej poczytny portal w Bośni, KLIX, opublikował artykuł niepotrzebnie podkreślający romskie pochodzenie etniczne bohaterów w negatywnym kontekście. To praktyka, która subtelnie, ale silnie wzmacnia wykluczenie. Doniesienia prasowe często podkreślają romskie pochodzenie etniczne danej osoby w historiach kryminalnych, skupiając uwagę opinii publicznej na tożsamości, a nie na czynach, pogłębiając tym samym uprzedzenia.

Przykładów otwartej dyskryminacji jest mnóstwo. Na początku ubieg­łego roku premier kantonu Sarajewo Nihad Uk powiedział w wywiadzie, że „Romowie nie mają nawyków higienicznych i pracowniczych”. A podczas pandemii popularny zespół Dubioza Kolektiv śpiewał: „Świat wywrócił się do góry nogami, życie jest bardziej cygańskie. Wszyscy jesteśmy wywróceni do góry nogami, jesteśmy bardziej małostkowi”.

Przyzwyczajenie mediów i instytucji politycznych do stereotypów dotyczących Romów ma swoje konsekwencje. Przykładowo: przemoc wobec romskich kobiet jest często trywializowana jako zwykłe „spory rodzinne”. Podczas gdy pojedyncze przypadki rzecznictwa medialnego pomogły zabezpieczyć prawa Romów, są one przyćmione przez systemowe niedociąg­nięcia – niemoderowaną nienawiść w sekcjach komentarzy, selektywne etykietowanie etniczne i niemal całkowity brak pozytywnych narracji.

Jak podkreślają dziennikarka Nejra Džabija­‑Hasečić i aktywistka Indira Bajramović, Bośnia pilnie potrzebuje nowego, bardziej etycznego dziennikarstwa, które przeciwstawia się dyskryminacji, podkreślając jednocześnie sukcesy Romów, i traktując społeczności romskie z godnością.

Niewidoczni z założenia

W grudniu 2009 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał przełomowe orzeczenie ws. Sejdić–Finci, wyznaczając kamień milowy dla praw mniejszości w Bośni i Hercegowinie. W centrum sprawy znaleźli się Jakob Finci, lider społeczności żydowskiej, oraz Dervo Sejdić, prominentny działacz romski, którzy zakwestionowali głęboko zakorzenioną dyskryminację wpisaną w powojenną konstytucję kraju.

Konstytucja Bośni i Hercegowiny, opracowana w ramach porozumienia pokojowego z Dayton, zastrzega kluczowe stanowiska polityczne – takie jak trzyosobowe prezydium pełniące funkcję głowy państwa i 15-osobowa wyższa izba parlamentu (Izba Narodów) – wyłącznie dla Bośniaków, Chorwatów i Serbów. Ustrój konstytucyjny Bośni i Hercegowiny jest często określany jako najbardziej złożony na świecie – system tak wyjątkowy, zrodzony z wojny i kompromisu, że trudno go bezpośrednio porównać z jakimkolwiek innym.

W rezultacie obywatele identyfikujący się jako „inni”, w tym Romowie i Żydzi, nie mogą ubiegać się o najwyższe urzędy, co czyni ich politycznie niewidocznymi.

Odważna walka prawna Sejdića i Finci ujawniła ograniczenia systemu etnopolitycznego Bośni, zaprojektowanego bardziej w celu zachowania wojennego podziału władzy niż odzwierciedlenia ideałów demokratycznych. W osobistej rozmowie w hotelowej kawiarni Sejdić opisał mi swoje życie jako „obywatela drugiej kategorii we własnym kraju”. Zauważa, że wielu politykom jest po drodze z istniejącymi napięciami między narodowościami: „Niektórzy przywódcy chcą podzielić Bośnię – Milorad Dodik mówi o niepodległej Republice Serbskiej, Dragan Čović o trzecim podmiocie dla Chorwatów. Te podziały utrzymują ich przy władzy”.

Jednak jego zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości pozostało niezachwiane, napędzane wiarą we wspólną przyszłość. Orzeczenie Trybunału uznało istniejące przepisy za naruszające Europejską Konwencję Praw Człowieka. Było to potężne wsparcie dla starań mniejszości narodowych – ale Bośnia i Hercegowina nie uszanowała tego wyroku.

Ponad 15 lat później system dyskryminacji pozostaje nienaruszony, podważając rządy prawa i pogłębiając nieufność społeczeństwa. Szacuje się obecnie, biorąc pod uwagę wszystkie mniejszości, że ok. 400 tys. obywateli nie może ubiegać się o stanowisko prezydenta czy członka parlamentu ze względu na pochodzenie etniczne lub miejsce zamieszkania. W kraju liczą­cym ok. 4 mln mieszkańców to sporo.

 Jak zauważa Sejdić: „Obecni lide­­rzy wykorzystują status quo jako narzę­dzie do pozostania na wysokich stanowiskach, podczas gdy rząd nadal zawodzi ludzi”.

Od lat organizacje takie jak Minority Rights Group (MRG) i Human Rights Watch (HRW) naciskają na wdrożenie wyroku ws. Sejdić–Finci i szersze reformy w Bośni i Hercegowinie. Mimo wielokrotnych apeli o zmiany – i po czterech wyborach powszechnych przeprowadzonych w tych dyskryminujących ramach – brakuje jakichkolwiek postępów.

Bośnia i Hercegowina jest zobowiązana do wdrożenia wyroku w ramach 14 priorytetów określonych w opinii Komisji Europejskiej dotyczącej przystąpienia do UE. Dlatego zgodność nie jest jedynie koniecznością prawną – jest warunkiem europejskiej przyszłości Bośni i Hercegowiny. Jednak, jak zauważa Sejdić z charakterystyczną dla siebie ostrością:

– Unia lubi dyplomatyczne dyskusje, niestety, bośniaccy przywódcy nie rozumieją dyplomatycznego języka.

Perspektywa prawdziwej rewizji konstytucji pozostaje więc bliska zeru. Napięcia polityczne raczej eskalują, niż słabną: ostatnie wydarzenia, takie jak nalot policji bośniackich Serbów na biuro federalne w Banja Luce, sygnalizują rosnący opór wobec instytucji państwowych. Milorad Dodik, prezydent Republiki Serbskiej, otwarcie zagroził secesją i systematycznie podkopuje rząd centralny, co sprawia, że jakiekolwiek poważne negocjacje ws. reformy konstytucyjnej są prawie niemożliwe.

W obliczu zbliżającej się nowej rundy wyborów w 2026 r. najbardziej prawdopodobne wydaje się, że Bośnia po raz kolejny wybierze przywódców na mocy przepisów, które wykluczają znaczną część jej obywateli.

Marzenia w filiżance kawy

Wśród wielu przeszkód oddolne głosy, takie jak Nedžada Jusicia ze Stowarzyszenia Romów „EuroRom” w Tuzli, dążą do innego rodzaju przyszłości:

– Chcemy żyć jak wszyscy inni obywatele – mówi Jusić – ale integracja musi odbywać się bez asymilacji.

Ostrzega, że zbyt często projekty mające na celu wspieranie Romów są opracowywane bez rzeczywistego udziału Romów, co prowadzi do nieskutecznych lub nawet szkodliwych rezultatów.

– Nie wystarczy zaangażować Romów dla formalności – stwierdza. – Potrzebujemy przy stole prawdziwych ekspertów z naszej społeczności.

Jusić wskazuje na małe, ale ważne zwycięstwa, takie jak rozszerzenie ubezpieczenia zdrowotnego dla Romów znajdujących się w trudnej sytuacji w kantonie Tuzla. To dowód na to, że kiedy władze lokalne współpracują ze społecznościami romskimi, zmiana jest możliwa. Jego przesłanie jest jasne: Romowie są gotowi wnieść swój wkład w przyszłość Bośni i Hercegowiny, najpierw jednak muszą być traktowani na równi z innymi obywatelami.

Kawiarnia w pobliżu dworca autobusowego w Tuzli tętni spokojną popołudniową energią: brzęk łyżeczek o szkło, powolny warkot ekspresu do kawy, a na zewnątrz rytmiczny szum autobusów odjeżdżających z terminalu.

Wewnątrz czterech młodych romskich studentów siedzi wokół wyszczerbionego drewnianego stołu, wszyscy pijemy kawę po turecku. Przyjechałam porozmawiać o romskości.

– Chcę studiować prawo – mówi Amra, w lekko za dużych okularach. – Bo przecież jeśli nie znamy systemu, zawsze będziemy dla niego obcy.

Pozostali przytakują, na wpół słuchając, na wpół czytając powiadomienia w swoich telefonach – wyobrażam sobie, że czytają o kolejnym skandalu korupcyjnym albo najnowszym oświadczeniu Dodika.

Edis, który przez większość cza­­su milczy, odchyla się do tyłu i bierze łyk ze swojej szklanki, zanim się odzywa:

– Mój tata był w zeszłym tygod­niu na jakimś regionalnym spotkaniu romskich grup politycznych – zaczyna. – Nie przepada za przemówieniami, zwykle wraca po prostu zirytowany. Ale tym razem… było inaczej.

Wszyscy podnoszą na niego wzrok.

– Powiedział mi: „Ten Sejdić – on nie walczy tylko dla siebie. On walczy dla nas wszystkich. Nawet dla ciebie, a ty nawet się nie urodziłeś, kiedy to się zaczęło”.

Edis stuka w telefon, jakby szukając czegoś głębszego niż jakiekolwiek powiadomienie.

– A potem powiedział coś jeszcze, coś, o czym wciąż myślę. Trzymają nas podzielonych przez miasta, partie, wzajemne przysługi. W ten sposób pozostajemy słabi. Ale gdybyśmy byli choć trochę zjednoczeni, pewnego dnia moglibyśmy być tymi, którzy ustalają zasady. A nie tylko czekać za drzwiami.

Przy stole zapada cisza.

– Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby mój tata tak mówił – dodaje Edis, niemal szeptem. – Jakby… wierzył, że coś może się jeszcze zmienić.

Amra patrzy na niego, a potem z powrotem na swoje notatki.

– Cóż – mówi z zawadiackim uśmiechem. – Może powinniśmy się pospieszyć z tymi zaliczeniami na studiach?

Niewielki wybuch śmiechu łagodzi ciszę, która po nim nastąpiła. Na zewnątrz wiosenne słońce na chwilę przebija się przez chmury, rozlewając światło na wyłożoną kafelkami podłogę. Przez chwilę, w tej plamie ciepła i wspólnej kawy, nadzieja nie wydaje się czymś tak odległym.

Patrząc na to wszystko z innej strony, zadaję sobie pytanie: czy partie polityczne i kandydaci mają poważne – i, co istotniejsze, osiągalne – plany w swoich programach i kampaniach wyborczych, aby poprawić życie społeczności romskiej w Bośni i Hercegowinie?

Romski portal Newipe zadał to pytanie najbardziej znanym partiom politycznym w Bośni i Hercegowinie. Żadna z nich nie odpowiedziała. Wysłał również pytania do obecnych burmistrzów, takich jak Nermin Muzur z Ilidžy i Ljubiša Petrović z Bijeljiny, miasta, które ma jedną z największych społeczności romskich w BiH. Oni również nie przesłali odpowiedzi.

Traktowanie Romów w bośniackim dyskursie politycznym ujawnia wyraźny kontrast między obietnicami przedwyborczymi a długoterminowym zaangażowaniem.

W gminach takich jak Tuzla, Bijeljina i Ilidža Romowie są często nagabywani podczas kampanii nierealistycznymi obietnicami – od natychmiastowego zatrudnienia po całkowite remonty domów – tylko po to, by zostać zignorowanymi po zakończeniu wyborów.

Kandydaci i partie często nie odpowiadają na pytania dotyczące konkretnej polityki wobec Romów, co odzwierciedla szerszy wzorzec zaniedbań. Niezależni kandydaci tacy jak radny Nedžad Jusić zauważają, że przedstawiciele Romów są zbyt często wykorzystywani jako polityczne „dekoracje”, a nie prawdziwi rzecznicy.

Przez niewidzialne granice

Na Bałkanach Zachodnich Romo­wie ucieleśniają wspólną histo­­rię, która wykracza poza granice – histo­­rię żywej odporności kulturowej splecionej z poko­­leniowymi trudnościami. Jako potomkowie migrantów, którzy wieki temu przybyli z północnych Indii, społeczności romskie osiedliły się w całym regionie, rozwijając bogate tradycje ustne, ekspresję muzyczną i wspaniałe rzemiosło, które pozostają kulturowymi znakami rozpoznawczymi od Serbii po Albanię.

Ich orkiestry dęte rozświetlają procesje weselne, dialekty romskie odbijają się wyjątkowym, ale znajomym echem od Skopje po Sarajewo, a ich opowieści łączą przeszłość z teraźniejszością. Jednak pomimo tej żywej spuścizny kulturowej Romowie na caluśkich Bałkanach borykają się z trudną rzeczywistością wykluczenia: segregowane klasy w Bułgarii, przymusowe eksmisje w Kosowie i utrzymujące się bezrobocie w Czarnogórze odzwierciedlają wspólny ciężar systemowej marginalizacji.

Niemniej jednak transgraniczne organizacje romskie i festiwale oferują regionalną sieć wsparcia i dumy, tworząc chwile jedności pośród przeciwności losu.

W kilku krajach bałkańskich dyskryminacja społeczności romskich w coraz większym stopniu staje się narzędziem politycznym, a partie prawicowe wykorzystują antyromskie nastroje do zdobywania poparcia wyborczego.

W Serbii burmistrz Belgradu znalazł się pod ostrzałem za podburzające uwagi przedstawiające Romów jako niecywilizowanych, co wywołało potępienie ze strony krajowego komisarza ds. równości. Bułgaria była świadkiem gwałtownych protestów antyromskich, takich jak te w Gabrowie w 2019 r., gdzie domy Romów zostały zniszczone, a tamtejsze rodziny wysiedlone. W Chorwacji podobna retoryka przyczyniła się do pogłębienia podziałów społecznych – np. w 2018 r. w mieście Čakovec zorganizowano protest pod hasłem „Dosta je bilo!” (dosłownie: „Mamy dość!”), skierowany przeciwko społeczności romskiej. Demonstracja, wspierana przez część lokalnych polityków, była szeroko krytykowana przez organizacje pozarządowe jako przejaw rasizmu i stygmatyzacji Romów.

We wrześniu 2024 r. w Berlinie odbyło się piąte spotkanie ministerialne w sprawie integracji Romów, które stanowiło ważny moment w trwających wysiłkach na rzecz rozwiązania problemu systemowej marginalizacji społeczności romskich na Bałkanach Zachodnich.

Spotkanie to, będące częścią szerszego procesu berlińskiego mającego na celu ułatwienie integracji krajów Bałkanów Zachodnich z UE, zgromadziło ministrów z regionu, urzędników UE i przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, aby ocenić postępy poczynione od czasu deklaracji poznańskiej z 2019 r. oraz wzmocnić zobowiązania dotyczące integracji Romów.

Mimo pewnych postępów – takich jak zwiększony wskaźnik ukończenia szkoły wśród romskich dzieci i rozszerzony zakres ubezpieczenia zdrowotnego – wciąż istnieją poważne wyzwania. Nieformalne zatrudnienie pozostaje powszechne, dostęp do dokumentacji własności jest ograniczony, a antycyganizm nadal utrudnia integrację społeczną.

Zeljko Jovanovic, prezes Roma Foundation for Europe, dostrzegł potencjał ekonomiczny integracji Romów. Zauważył, że strategiczne inwestycje w rozwój romskiej siły roboczej mogą przynieść znaczące korzyści gospodarcze, przytaczając prognozy rocznych zysków w wysokości od 314 mln euro do 1,28 mld euro w samej Serbii.

UE przeznaczyła ponad 130 mln euro w latach 2014–2023 na wsparcie integracji Romów w sektorach mieszkalnictwa, edukacji i zatrudnienia, wymierne postępy są jednak nadal niewielkie.

Zamiast projektować strategie dla Romów, wydaje się, że instytucje muszą zacząć wreszcie tworzyć je z głosami Romów przy stole, w pełni uprawnionymi do kształtowania decyzji, które mają bezpośredni wpływ na ich życie.

Orchidea wśród cierni

W Bośni i Hercegowinie, podobnie jak w wielu częściach Europy, Romowie są często postrzegani wyłącznie przez pryzmat dawnych uprzedzeń. Bez względu na ich talenty, zmagania czy człowieczeństwo stereotypy trzymają się ich uparcie – niczym ciernie.

Jak pisze Almir Agić: „Hej, mój głupcze, / możesz pokochać tego kaktusa, / ale będziesz wyczerpany ciągłym jego kłuciem. / Jesteś orchideą, / zawsze nią będziesz”.

Pomimo piękna i odporności społeczności romskich odrzucenie pozostawia trwałe rany – rany, których ani nowe przepisy, ani połowiczne wysiłki na rzecz integracji nie są w stanie łatwo wyleczyć.

W małym, zniszczonym słońcem biurze wewnątrz rozpada­jącego się budynku w Prnjavor, na północy Bośni, spotykam Daja­­nę Mirković Docić ze stowarzyszenia Romani Girl – Romani Ćej. Wokół niej stosy raportów, książek i ulotek nt. praw Romów świadczą o niestrudzonej walce z niewi­­dzialnością.

Dorastająca jako Romka w Bośni i Hercegowinie, Dajana przekazuje mi to, czego wcześnie się nauczyła:

– W naszej kulturze i tradycji jest wiele piękna, niestety, są także momenty ogromnych uprzedzeń i niezrozumienia.

Jako mała dziewczynka rozpoczynająca szkołę słyszała obelgi, których sama jeszcze wtedy nie rozumiała, lecz które instynktownie czuła:

– Chociaż nawet nie wiedziałam, co oznacza słowo „Cygan”, wiedziałam, że czuję się niekomfortowo, kiedy tak do mnie krzyczą.

Od tamtej pory, jak mówi, każdy dzień przynosił nową wersję tej samej walki – w klasach, na rozmowach kwalifikacyjnych, w życiu codziennym. Mówi mi, że bycie kobietą i Romką oznacza: „bogactwo podwójnej tożsamości”, a jednocześnie ciężar podwójnej dyskryminacji. Dominuje jednak duma, nie ból:

– Nie mamy własnego kraju; nie ma nikogo, kto by za nami stał. Jeśli nie będziemy walczyć o siebie, nikt tego nie zrobi. Tak od zawsze mówiła mi mama, szefowa naszego stowarzyszenia.

Jej słowa wskazują na prawdę większą niż jej indywidualna historia – taką, która odbija się echem w każdej walce o tożsamość i ludzką godność, szczególnie osób wywodzących się z mniejszości etnicznych.

***

Decyzja Bośni, by nie wdrażać orzeczenia w sprawie Sejdić–Finci to nie tylko zdrada w stosunku do mniejszości tego kraju – lecz także wobec własnej demokratycznej przyszłości. Dla Romów z Bośni i Hercegowiny demokracja pozostaje za na wpół zamkniętymi drzwiami. Czekali na równouprawnienie przez okres wojen, przez traktaty pokojowe, obietnice i zdrady.

Ich poezja, protesty i cicha odporność opowiadają historię, której sądy i konstytucje jeszcze nie słyszały.

Czy Bośnia i Hercegowina doczeka się dnia, w którym każdy obywatel, niezależnie od pochodzenia, będzie miał równe prawo do marzeń i udziału w życiu publicznym? Czy jeszcze długo niektórzy mieszkańcy pozostaną niewidzialni?  

Artykuł pojawił się w numerze: Nie jesteś swoją diagnozą