Subskrybuj
Mieszkanki obozu w Gambagi na północy Ghany, 2023 r. fot. archiwum autorki
Dziennikarka i aktywistka w organizacjach zajmujących się pracą z mniejszościami i uchodźcami. Zainicjowała Marsz dla Aleppo nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla w 2018 r. Uczestniczka warsztatów i współpracowniczka Haliny Bortnowskiej
Ghański dziennikarz pracujący dla Rainbow Radio International i USAID. Laureat nagród w Ghanie: Dziennikarza Roku w dziedzinie zdrowia, Dziennikarza Roku w dziedzinie rolnictwa oraz Najlepszego Reportera Radiowego. Podopieczny programu Journalist for Human Right w Kanadzie....

Dobre czarownice

Pojechałam do Gambagi, żeby napisać o czarownicach. Spotkałam tam siostry, córki, matki i babcie. Kobiety takie same jak ja.

Aby dotrzeć na daleką północ Ghany z nadmorskiej stolicy Akry, trzeba przez 20 długich godzin przedzierać się przez zakorkowane drogi. Tamtego dnia upał był nie do zniesienia, temperatury na północy sięgają nawet 43°C. Z głośników autobusu rozbrzmiewała ogłuszająca muzyka afrobeats. Jedna piosenka, z refrenem, który do dziś dudni mi w uszach, leciała w kółko. Gapiłam się przez okno, godzinami nie mogąc oderwać wzroku od trotros, lokalnych minibusów mknących obok nas.

Są jak ruchome murale, eksplozje koloru dające świadectwowiary i codziennych zmagań: od haseł „God Is In Control” i „Money Stops Nonsense”, przez „Fear Woman”, aż po prowokacyjne „Try Me”. Po części środek transportu, po części uliczny teatr, pędzą z pękniętymi deskami rozdzielczymi i dudniącym basem. Ich naganiacze, zwani mates, zwisają z otwartych drzwi i rytmicznie wykrzykują nazwy miejsc, jakby prowadzili sceniczny występ. Trotros to coś więcej niż transport – to pulsująca miniatura ducha Ghany: chaotyczna, pełna wiary i nieustannie w ruchu.

Na zewnątrz ponad 40°C. W środku – może 17. Klimatyzacja działała bez zarzutu. A ja, od zawsze,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uwolnić się od kultu produktywności