W Anatolii i na jej obrzeżach trzęsienie. Polityczne i sejsmologiczne. Trwająca już od miesięcy kampania wyborcza w Turcji odbywa się na tle napięć społecznych i kataklizmu, jakim było trzęsienie ziemi z 6 lutego. Jak podaje Krajowa Agencja Zarządzania Kryzysowego (AFAD), żywioł ten tylko po stronie tureckiej pochłonął już 47,5 tys. ofiar oraz doszczętnie zniszczył tysiące budynków. Szkody, wyliczane przez instytucje międzynarodowe i środowiska badawcze, sięgają łącznej sumy ok. 100 mld dolarów – jednej dziewiątej całego PKB kraju. I choć logika wskazywałaby, że to właśnie ten temat zdominuje media tureckie na najbliższe miesiące, okazuje się, że tak nie jest. Kampania wyborcza tocząca się w roku, w którym Republika Turcji obchodzi swoje setne urodziny, to na tyle fundamentalne wyzwanie, że jest w stanie zepchnąć na drugi plan nawet największy kataklizm w jej współczesnych dziejach. Na tureckim stepie dochodzi bowiem do starcia dwóch tytanów polityki, a stawka jest wysoka jak bodaj nigdy w historii tego kraju. Chodzi nie tylko o symbolikę stulecia…
Specjalista ds. Turcji w Ośrodku Studiów Wschodnich (OSW), absolwent University College London (UCL) i The London School of Economics (LSE)