Subskrybuj
Afgańskie dziewczęta pierwszego dnia nowego roku szkolnego, Kabul, 25 marca 2023 r. fot. Ebrahim Noroozi/AP/East News
Afgańskie dziewczęta pierwszego dnia nowego roku szkolnego, Kabul, 25 marca 2023 r. fot. Ebrahim Noroozi/AP/East News
Dziennikarka i aktywistka w organizacjach zajmujących się pracą z mniejszościami i uchodźcami. Zainicjowała Marsz dla Aleppo nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla w 2018 r. Uczestniczka warsztatów i współpracowniczka Haliny Bortnowskiej
Pakistańska dziennikarka i dokumentalistka, zajmująca się głównie prawami kobiet, wolnością religijną i zmianami klimatycznymi. Laureatka Lorenzo Natali Prize for Emergency Journalism, przyznawanej przez Komisję Europejską

Marzenia ponad granicami

Jej twarz jest piękna, mądra i smutna. Jak cała jej historia. Nie mogę pokazać Wam tej twarzy, nie mogę powiedzieć, gdzie dokładnie leży afgańska wieś, z której pochodzi, nie mogę powiedzieć, w którym dużym mieście w Pakistanie dziś mieszka. Wszystko to byłoby dla niej zbyt niebezpieczne.

Kiedy ją poznaję, leży na wąskim łóżku przykryta cienkim kocem, który zdaje się bardziej symboliczny niż ciepły. W pokoju pachnie kurzem i wilgocią, jesteśmy na parterze, przez niewielkie okno nie ma nawet jak wpaść słońce.

16-letnia Arzo nie może chodzić o własnych siłach, ale nawet gdyby mogła – spacery dla afgańskich Hazarów po pakistańskich uliczkach mogą skończyć się deportacją. Pakistan nie podpisał nigdy konwencji genewskiej dotyczącej statusu uchodźców, jakby bał się, że jeden podpis otworzy bramy, które i tak są już otwarte. A bez tego podpisu Afgańczycy są tu nikim. Bez nazwisk, bez statusu, bez praw. Jakby nigdy nie istnieli.

Nie są też mile widziani, szczególnie po przejęciu władzy w Afganistanie przez talibów w sierpniu 2021 r., kiedy to do Pakistanu uciekło ponad 600 tys. ludzi.

Już w listopadzie 2023 r. rząd ogłosił deportację: najpierw osób bez papierów, a w kolejnych fazach także tych, którzy mieszkają w Pakistanie od lat. W strachu żyją więc wszyscy. A hazarskich Afgańczyków rozpoznać jest łatwo: wyróżniają się wyglądem, bo mają bardziej azjatyckie rysy twarzy. Traktowani są jak obcy. Czy tu w Pakistanie, czy w Afganistanie, zarówno dziś, jak i 200 lat temu.

Arzo opiekują się jej brat Ahamad i siostra Mahsa. To oni, równo co trzy godziny, dniami i nocami, wlewają do rurki, która prowadzi prosto do jej żołądka, na zmianę: soki i odżywcze mleko w proszku. Arzo waży jakieś 25 kg, a szanse na to, że odzyska siły, są małe. Jej przełyk jest jedną wielką otwartą raną, od kiedy wypiła kwas z samochodowego akumulatora, próbując odebrać sobie życie.

Byli tu zawsze

Hazarowie w Afganistanie nigdy nie mieli łatwo. Przez wieki doświadczali nieustannych prześladowań, przesiedleń i przemocy. Niegdyś byli największą grupą etniczną w kraju, ale zostali zdziesiątkowani pod koniec XIX w., kiedy brutalna kampania przeciwko nim, a także masakra za masakrą zmusiły wielu do ucieczki do krajów sąsiednich.

– W ostatniej dekadzie XIX w. w Afganistanie toczyła się ludobójcza wojna przeciwko Hazarom. Wiele osób straciło życie, a szacunki wskazują, że ponad 60% Hazarów zostało rannych, zabitych bądź przesiedlonych. Uciekali w różnych kierunkach, do Persji, Azji Środkowej i na subkontynent indyjski – mówi Bismellah Alizada, historyk na Uniwersytecie SOAS w Londynie, współautor 200-stronicowego raportu o systemowej przemocy i atakach na Hazarów w latach 1999–2022 dla Porsesh Policy Research Institute.

Pochodzenie Hazarów pozostaje przedmiotem dyskusji, jednak pewne jest to, że ich odrębna tożsamość – zakorzeniona w wierze szyickiej, unikatowym dialekcie i bogatych tradycjach kulturowych – często czyniła ich celem ataków w kraju, w którym są zarówno mniejszością etniczną, jak i religijną.

Systematyczna dyskryminacja utrzymywała ich na marginesie społeczeństwa, ograniczając ich władzę polityczną, możliwości ekonomiczne, a nawet podstawowe prawa człowieka.

Przez dziesięciolecia nie poddawali się, tworząc ruchy polityczne i opierając się uciskowi, lecz ich walka napotykała powtarzające się cykle przemocy.

– Hazarowie mówią dialektem języka perskiego hazaragi. Żyją w różnych miejscach, które nazywają Hazaradżat, głównie w centralnej części Afganistanu. Jednak żyją oni również poza Hazaradżatem, w miejscach takich jak Kabul, Helmand, Herat i innych, tworząc duże społeczności. Na przykład Hazarzy w Kabulu stanowią ok. 40% populacji miasta – mówi Bismellah.

Hazaradżat należy do Hazarów – w teorii. Na papierze. Ale wystarczy wejść do urzędu, żeby zrozumieć, że to fikcja. Na ścianach wiszą zdjęcia pasztuńskich liderów, za biurkami siedzą Pasztunowie. Hazar może przyjść, złożyć wniosek, poprosić o dokumenty. A odpowiedź zawsze jest ta sama: dziś nie, może jutro. Może nigdy.

Objęcie władzy przez talibów w latach 90. było jednym z najciemniejszych rozdziałów w historii Hazarów, z masowymi zabójstwami i niszczeniem zabytków ich kultury. I fizycznie, i symbolicznie mieli zostać wymazani z historii swojego kraju.

– Musimy pamiętać, że Hazarowie są rdzennymi mieszkańcami Afganistanu. Niektórzy twierdzą, że są nawet drugą co do wielkości populacją w Afganistanie, zaraz po Pasztunach – podkreśla Jalila Haider, pakistańska prawniczka zajmująca się prawami człowieka, znana jako pierwsza kobieta prawnik z mniejszości Hazara w mieście Kweta, a w 2019 r. jedna ze „100 kobiet” zmieniających świat według BBC.

Nawet po upadku reżimu w 2001 r. status Hazarów pozostawał niepewny. Protesty, w których Hazarowie domagali się równouprawnienia, spotkały się ze sprzeciwem, a ataki grup ekstremistycznych się nie kończyły.

Dla rodziny Arzo tamte lata nie były złe. Ahamad studiował dziennikarstwo, Mahsa pracowała w firmie odzieżowej, a Arzo chodziła do szkoły. Wbrew wciąż głęboko zakorzenionej antyhazarskiej dyskryminacji uczyła się świetnie, a rodzina była z niej dumna. Kiedy oglądam zdjęcia i nagrania sprzed zaledwie dwóch lat, widzę uśmiechniętą, pełną życia dziewczynkę. Arzo po szkole czytała na swoim telefonie książki, ściągnięte w formie PDF-ów. Sama też trochę pisała. A do tego uczyła się haftować hazarskie wzory, biegała z przyjaciółkami po łąkach i uwielbiała bawić się w chowanego. Przede wszystkim zaś marzyła: o tym, że kiedyś zostanie lekarką.

Lecz oczywiście wcale nie było kolorowo. Rodzice i dziadkowie Arzo nie pamiętają czasów bez bycia opluwanym, okradanym, zastraszanym.

Ahamad przypomina sobie, jak tata ze starszym bratem wyjechali do Iranu, żeby coś zarobić. Kiedy wrócili do domu po paru latach, kupioną za ciężko oszczędzane pieniądze ciężarówką za 16 tys. dolarów, po drodze, już całkiem niedaleko domu, zostali zatrzymani przez talibów, którzy nawet pod zarządem amerykańskim działali przeciw Hazarom, i wysadzeni z auta. Nigdy go już nie odzyskali. Lata pracy i poświęcenia przepadły w jednej chwili.

Albo kiedy Hazarowie zorganizowali w Kabulu protest przeciwko niesprawiedliwości i niedociąganiu linii elektrycznych do ich regionów. Powstał wtedy Junbish-e Roshanayee (Ruch Oświecenia), ruch na rzecz praw obywatelskich, prowadzony głównie przez ludność Hazara w Afganistanie. Społeczność wyszła na ulicę. Ahamad, razem z kuzynami, też tam był. Protest został zaatakowany przez zamachowca samobójcę. Jeden z kuzynów stracił tam życie, razem z innymi 85 osobami. Ahamad został ranny, tak jak 500 innych.

– Nasze życie zawsze było trudne – stwierdza.

A potem talibowie wrócili do władzy.

Przyszłość ludności Hazara znów jest niepewna, a ich przetrwanie ponownie zagrożone w kraju, który nigdy w pełni ich nie zaakceptował. Eksperci ONZ ostrzegają, że Hazarowie mogą doświadczyć ludobójstwa ze strony talibów. Nie pojedynczych ataków, nie systemowej dyskryminacji, ale celowego wymazania z historii. Jeśli talibowie pozostaną przy władzy, pytanie nie brzmi już raczej: czy to się stanie?, lecz: kiedy?

Apartheid płciowy

Po powrocie do władzy w miastach talibowie narzucili swoją radykalną islamistyczną ideologię, przeprowadzając pozasądowe egzekucje oraz arbitralne aresztowania i bezprawnie zatrzymując każdego, kto zostaje uznany za zagrożenie dla ich przywództwa.

Dziennikarze i dziennikarki, aktorzy i aktorki, piosenkarze i piosenkarki – całe społeczeństwo obywatelskie i świat kultury musiały zamknąć się w domach. Kiedyś zabawiali tłumy na koncertach, teraz muszą spędzać dni w gronie najbliższych, bez perspektywy na poprawę.

Kobiety mają zakaz wstępu do większości miejsc pracy, na uniwersytety, do parków narodowych, na siłownie i nie mogą spacerować w miejscach publicznych bez męskiej przyzwoitki.

Dziewczynki powyżej 6 klasy szkoły podstawowej dostały zakaz chodzenia do szkoły i odebrano im prawa do edukacji. Afganistan stał się jedynym krajem na świecie wprowadzającym takie zasady.

Likwidacja szkół to tylko początek. Talibowie wiedzą, że żeby zniszczyć naród, trzeba najpierw odebrać mu język i niezależną myśl. Wystarczy, że Hazar w Afganistanie potrafi czytać i pisać, by stać się celem. Wystarczy, że myśli inaczej.

Afganistan nie prowadzi statystyk na ten temat, ale eksperci od zdrowia psychicznego mówią, że lekarze zaobserwowali znaczny wzrost samobójstw, szczególnie wśród kobiet i dziewczyn.

Obserwacje te znajdują odzwierciedlenie w raporcie z czerwca 2023 r. dotyczącym afgańskich kobiet, sporządzonym przez UN Women, Międzynarodową Organizację ds. Migracji (IOM) i Misję Wsparcia ONZ w Afganistanie (UNAMA). W raporcie, który został oparty na wielomiesięcznych konsultacjach z kobietami w całym Afganistanie, stwierdzono, że „uczucia niepokoju, izolacji i depresji występują znacznie częściej niż kiedyś zarówno w przypadku kobiet mieszkających w miastach (62%), jak i tych mieszkających na wsi (49%)”. 90% Afganek „stwierdziło, że ich zdrowie psychiczne, pod względem uczuć lęku, izolacji i depresji, było »bardzo złe« lub »złe«”.

Specjalny sprawozdawca ONZ ds. praw człowieka w Afganistanie Richard Bennett w swoim raporcie użył znamiennego zwrotu „apartheid płciowy”. Jeśli świat nie podejmie działań – stwierdza Bennett – przyszłość kobiet w Afganistanie będzie dystopijna.

Tymczasem już dziś kobiety i dziewczyny odbierają sobie życie – najczęściej trutką na szczury, chemikaliami w płynie, środkami do czyszczenia i nawozami rolniczymi.

Wróg numer jeden

A że Hazarowie są najczęściej dyskryminowaną, ściganą i mordowaną grupą w Afganistanie, zmiany odbiły się na nich tym bardziej.

Ataki na meczety, miejsca kultury i szkoły Hazarów pochłonęły setki ofiar, a powrót talibów do władzy pozbawił ich jakichkolwiek wpływów politycznych i zinstytucjonalizował dyskryminację etniczną i religijną (nawet w obrębie tej samej tradycji religijnej). Pasztunowie dominują obecnie na stanowiskach władzy w Hazaradżat, uciszając jedną z najgłośniejszych mniejszości w Afganistanie. W międzyczasie Państwo Islamskie Chorasanu nadal atakuje Hazarów w śmiercionośnych zamachach bombowych, w tym atakach na szyickie meczety w Kunduz i Kandaharze.

Bez rozliczenia przeszłych lub trwających okrucieństw Hazarowie obawiają się najgorszego, ponieważ przymusowe eksmisje i jeszcze bardziej rosnące napięcia etniczne zagrażają ich przetrwaniu.

Jalila wyjaśnia:

– Kiedy państwo jest budowane na fundamencie religii, często problemy dotykają właśnie mniejszości. W krajach teokratycznych, takich jak Iran, gdzie większość stanowią szyici, marginalizowani są sunnici. Odwrotnie w Afganistanie: po przejęciu władzy przez talibów szyiccy muzułmanie, w tym Hazarowie, doświadczyli prześladowań. Hazarowie, mimo że to rdzenni mieszkańcy Afganistanu, są świeccy i liberalni, a ich kobiety aktywnie uczestniczą w różnych dziedzinach życia, bez segregacji płciowej.

Rahil Talash, członkini Women Justice Movement w Afganistanie, opowiada:

– Próbowałam kontynuować moją pracę w Kabulu. Ale rysy twarzy zdradzają moją tożsamość. Od razu widać, że jestem Hazarką. Nikt nie chciał ze mną pracować. A kiedy moja matka wysłała mi pieniądze przez Western Union, sklepikarz odmówił mi ich wydania. Albo kiedy próbowałam wynająć dom: nikt nie chciał dać mi mieszkania.

– Sytuacja Hazarów w Afganistanie nie może być już bardziej tragiczna. Pamiętajmy, że to Hazarowie byli historycznie wrogami talibów – przypomina Bismella. – Z moich badań wynika, że w ciągu dotychczasowych 38 miesięcy rządów talibów średnio co trzy dni ginął jeden Hazar, a co dwa dni jeden zostawał ranny. Czy nie jest to przerażające?

Marzenia, które więdną

Po przejęciu władzy przez talibów najgorzej było dwóm grupom w Afganistanie: kobietom i Hazarom. A co, jeśli było się młodą Hazarką, która marzyła o tym, żeby zostać lekarką? Dziewczyny takie jak Arzo więdły w swoich domach dzień po dniu.

Arzo wpadała w coraz głębszą depresję. Nie chciała tak żyć. Bez koleżanek, bez szkoły, bez nauki i przyszłości.

Tamtego dnia wypiła kwas z akumulatora. Chciała zniknąć, rozpuścić się, nie smucić już nigdy więcej.

W afgańskim szpitalu powiedzieli, że nie mają jak jej pomóc, i oszacowali szanse przeżycia na 1%. Rodzina się zapożyczyła, opłaciła przemytników i przeniosła ją przez góry do Pakistanu. Trafiła w ręce profesjonalnych lekarzy i po trzech trudnych operacjach jej stan jest w miarę stabilny.

Wtedy właśnie spotkaliśmy się po raz pierwszy. Trzymałam Arzo za rękę, rozmawiałam z jej rodzeństwem i patrząc na nich, widziałam Afganistan w pigułce.

Tak bardzo bym chciała, żeby ich potencjał miał się gdzie rozwinąć. Żeby brat Ahamad w przerwach między karmieniem Arzo przez rurkę prosto do żołądka mógł czytać książki po persku i angielsku. Żeby mógł kiedyś wrócić do zawodu dziennikarza. Ma ogromną ciekawość świata i przenikliwy umysł. Żeby siostra Mahsa miała przestrzeń w głowie, aby pomyśleć też o sobie. Na razie, kiedy nie czesze włosów Arzo albo nie czyta jej, tka hazarskie wzory na materiale – dzięki temu jeszcze nie oszalała. W Afganistanie pracowała kiedyś w pasmanterii. Żeby Arzo przeszła szczęśliwie kolejną operację, żeby mogła kiedyś samodzielnie jeść, żeby przybrała na wadze, odbiła się od dna i kiedyś w przyszłości naprawdę studiowała medycynę.

Ale przecież zarówno nici, książki, laptop, jak i studia kosztują. A skąd ma wziąć pieniądze rodzeństwo, które musi ukrywać się w pokoiku bez słońca?

Dwa razy obcy

Bycie uchodźcą nigdy nie jest proste. A co dopiero dla tych, którzy dyskryminowani byli jeszcze w domu.

Trzeba pamiętać, że Pakistan był domem dla afgańskich uchodźców przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Rząd Pakistanu szacuje, że mieszka u nich 3,7 mln nieudokumentowanych uchodźców, z których zdecydowana większość to Afgańczycy. I choć nikt nie prowadzi badań na ten temat, duża ich część to Hazarowie.

Abbas Khan, komisarz ds. uchodźców afgańskich w SAFRON, Ministerstwie Stanów i Regionów Granicznych, mówi, że nie ma najmniejszych szans na legalizację ich pobytu.

– W tej chwili nie mamy zamiaru podpisać żadnej konwencji dotyczącej uchodźców. Jak wiadomo, kiedy przyjmujemy uchodźców, musimy postępować z nimi zgodnie z umową międzynarodową. Problem w Pakistanie polega na tym, że mieszka tu już ok. 3–4 mln Afgańczyków. Nie mamy odpowiednich przepisów granicznych, więc w momencie gdy stalibyśmy się stroną konwencji, jeszcze więcej ludzi z Afganistanu by do nas przyjechało, a my zaczęlibyśmy się mierzyć z totalnym obciążeniem. Będziemy mogli przyjąć konwencję tylko wtedy, gdy wszyscy obywatele Afganistanu wrócą do swojego kraju, a my odpowiednio zabezpieczymy nasze granice, tak jak robią to inne kraje – stwierdza.

W październiku 2023 r. ONZ wezwała Pakistan do wstrzymania deportacji, ostrzegając, że ci, którzy mają wracać do Afganistanu, będą narażeni na „bardzo poważne ryzyko naruszenia praw człowieka”.

Najbardziej „działacze społeczeństwa obywatelskiego, dziennikarze, obrońcy praw człowieka, byli urzędnicy państwowi i członkowie sił bezpieczeństwa oraz oczywiście kobiety i dziewczęta”.

– Spośród wszystkich Afgańczyków, którzy przybyli do Pakistanu, prawie 490 tys. (z 600 tys.) zwróciło się do wysokiego komisarza ds. uchodźców (UNHCR) z prośbą o pomoc. Wielu z nich nie może wrócić do Afganistanu, ponieważ są właśnie dziennikarzami, aktywistami, ludźmi, którzy pracowali z poprzednim rządem, muzykami, piosenkarzami bądź należą do mniejszości religijnych lub etnicznych – mówi Qaiser Afridi, przedstawiciel UNHCR w Islamabadzie. I dodaje: – Pracujemy nad rejestracją tych osób. A wiele z nich nawet tu żyje w zagrożeniu, więc staramy się ich przesiedlić do krajów trzecich. Mamy program, w ramach którego przenosimy uchodźców do innych krajów, ale limit jest bardzo ograniczony. Dlatego też priorytetowo traktujemy osoby z grup mniejszościowych, w tym Hazarów, lub innych wrażliwych społeczności, które stoją w obliczu największych zagrożeń.

Jednak wielu Hazarów twierdzi, że niewiele w ich sprawie się dzieje. Na przykład Muhammad Tahir Ahmadi, dziennikarz, któremu w Afganistanie grozi natychmiastowa śmierć, opowiada o tym, że UNHCR od lat obiecuje mu, że oddzwoni, a on – jako uchodźca – nie może nawet mieć stałej karty do telefonu, zatem zmienia numer kontaktowy co dwa miesiące.

– Jak niby miałoby się to stać? – pyta. – Codziennie słyszę o osobach, które zawrócone do Afganistanu, zostały z miejsca zastrzelone.

Zoor u deen, 20-latka, która jest w Pakistanie od dwóch lat, opowiada natomiast o łapówkach:

– Ja i cała moja rodzina dobrze wiemy, że na ulicach trzeba omijać policjantów. Mój wujek ostatnio musiał im zapłacić z miejsca 20 tys. pakistańskich rupii, czyli jakieś 70 euro. I dopiero wtedy zostawili go w spokoju.

Trudno jest wszystkim Afgańczykom. A hazarskim dodatkowo, bo Hazarowie w samym Pakistanie też mają za sobą historię prześladowań.

Społeczność Hazarów w Pakistanie, skoncentrowana w Kwecie w regionie Beludżystan, od dawna boryka się z przemocą i dyskryminacją ze względu na swoją tożsamość etniczną i religijną. Mimo że Hazarowie byli historycznie dobrze wykształconą i prominentną grupą w Beludżystanie, stawali się coraz bardziej odizolowani i bezbronni, a od lat 80. nasilały się ataki, w tym zamachy bombowe, strzelaniny i zabójstwa. Punkt zwrotny nastąpił w styczniu 2013 r., kiedy w śmiertelnej serii zamachów bombowych zginęło 126 Hazarów, co stanowiło brutalny rozdział w trwającej religijnej przemocy. Ekstremistyczne grupy, takie jak Sipah-e-Sahaba i Lashkar-e-Jhangvi, wielokrotnie wzywały do zabijania szyitów, podsycając wrogość wobec Hazarów, którzy są w większości szyitami.

Dla pakistańskich Hazarów historia jest jak stara płyta, która wciąż się zacina na tym samym refrenie. Zamachy, pobicia, dyskryminacja. Znaleźć pracę? Graniczy z cudem. Iść na uniwersytet? Można próbować, ale wniosek utknie w urzędzie. Chociaż żyją tu od pokoleń, dla wielu wciąż są tylko intruzami, których nikt nie zapraszał.

– Nienawiść wobec Hazarów analogiczna do tej w Afganistanie była również widoczna w Pakistanie – zauważa Jalila. – Pakistańscy Hazarowie, którzy żyli w tym kraju od prawie 100 lat, doświadczyli zamachów w meczetach, sklepach i innych miejscach, w których zginęło dotąd łącznie ponad 3 tys. osób. Wzywano ich też do opuszczenia Beludżystanu i Kwety. Ataki te były przeprowadzane przez grupy takie jak Lashkar-e-Jhangvi, które… przeszły szkolenie w Afganistanie.

Oprócz przemocy fizycznej Hazarowie spotykają się z systemową mową nienawiści, pogłębiającą ich marginalizację, podczas gdy ich ograniczona mobilność i gettoizacja poważnie ograniczyły ich dostęp do edukacji i możliwości zatrudnienia. Koło się zamyka.

Zmuszeni do ucieczki, zmuszeni do powrotu

Pod koniec stycznia 2024 r. dostałam entuzjastyczną wiadomość od Ahamada. Pisał, że Arzo, po kolejnej operacji, pierwszy raz od wypadku zjadła coś nie przez rurkę do żołądka, lecz przez usta. Teraz rodzeństwo gotuje dla niej ryż na mleku. „Today she was very very happy” – wiadomość tak się kończyła.

W marcu, gdy Arzo zaczęła odzyskiwać siły, wiadomości jej brata Ahamada zaczęły dotyczyć mniej jej zdrowia, a coraz bardziej groźby deportacji i tego, co może to oznaczać dla ich rodziny.

Pakistan podjął decyzję, żeby pozbyć się z kraju wszystkich Afgańczyków. Uchodźcy wpadli w panikę, ich rodziny w domu w Afganistanie też.

Tysiące ludzi dostawało wiadomości od rodzin, żeby lepiej się ukrywać i nie wychodzić na ulicę. Najbardziej bali się ci, którzy byli potrójnie zagrożeni: kobiety, z mniejszości, wykonujące zawody, które nie podobają się talibom.

„Nie mogę spać z powodu strachu przed deportacją” – pisały do mnie wtedy koleżanki, dziennikarki Hazarki.

Odzywali się też Afgańczycy, którzy mieszkali w Pakistanie już od lat, np. od czasów inwazji sowieckiej w 1978 r.

Będąc w przeszłości przesiedleńcami wewnętrznymi (od 1978 r. byli w Pakistanie wielokrotnie przesiedlani), mieli doświadczenie z pierwszej ręki w kwestii konsekwencji relokacji. Ci Afgańczycy uważają Pakistan za swój dom, dlatego deportacja byłaby równoznaczna z przymusowym usunięciem ich z… domu.

W jeszcze gorszej sytuacji byli obywatele Afganistanu bez dokumentów potwierdzających legalność ich pobytów w Pakistanie, którzy nie mieli możliwości otwarcia rachunków bankowych, rozpoczęcia działalności gospodarczej ani znalezienia pracy w formalnym sektorze gospodarki. W związku z tym decydowali się na nieformalną pracę, aby się utrzymać, i pracowali podwójnie ciężko przy drobnych zleceniach.

Pakistan nie siedział cicho. Pomysłom na deportacje sprzeciwiali się znani politycy, a organizacja kobieca Aurat March zorganizowała w wielu miastach Pakistanu antydeportacyjne demonstracje.

Ziauddin Yousafzai, ojciec laureatki Nagrody Nobla Malali Yousafzai i wybitny orędownik edukacji afgańskich dziewcząt, wyraża głośno zaniepokojenie praktykami deportacyjnymi Pakistanu.

– Polityka Pakistanu wobec Afgańczyków jest przestarzała, błędna i nieudana – mówi.

Podobnie uważa UNHCR, który wzywa Pakistan do dalszej ochrony wszystkich bezbronnych Afgańczyków.

UNHCR apeluje, rządy obiecują, politycy kiwają głowami – świat zna ten teatr. Słowa płyną jak atrament na kolejnych raportach, ale kiedy Hazar stoi na granicy, otoczony strażnikami, nie ma tam nikogo, kto by mu pomógł.

Słowa UNHCR czy innych są słabym pocieszeniem dla afgańskich uchodźców, którzy – każdego dnia – są zmuszani do opuszczenia Pakistanu. Tylko między 1 a 15 listopada 2023 r. ok. 325 tys. afgańskich uchodźców przekroczyło granicę z powrotem do swojego kraju. Do dziś to już w sumie ok. 0,8 mln.

Przejdziemy przez ten mrok

Rodzeństwo też się boi. Udało mu się przenieść w inny rejon kraju, gdzie Hazarowie nie muszą się ukrywać. Ale bardziej cieszy się z tego, że dołączyli do niego mama i tata. Choć duża część rodziny jest wciąż, w niebezpieczeństwie, w Afganistanie.

– Moim marzeniem jest, aby pewnego dnia wszyscy członkowie rodziny byli razem – mówi Ahamad. – Bardzo tęsknię za moim bratem i jego synami. Minęły ponad trzy lata, odkąd talibowie przejęli kraj, a ja nie mogłem się z nimi zobaczyć.

Opowiada też o tym, jak trudno się żyje w zawieszeniu, w niewiadomej.

– Martwimy się o przyszłość kraju i rodziny. Nasza własna przyszłość jest niepewna. Nie możemy wyznaczyć sobie celów i stworzyć żadnego strategicznego planu. Nie wiadomo, jaki będzie nasz los i gdzie wylądujemy. Nie jesteśmy bezpieczni w Afganistanie, nie jesteśmy bezpieczni w Pakistanie – zauważa. – Walczymy o przeniesienie do innego kraju. Ale do którego…? Jak w takiej sytuacji można mieć marzenia czy aspiracje? W tej chwili ważne jest dla mnie, aby żyć w bezpiecznym miejscu, nie tkwić w zagrożeniu, pracować i zarabiać na nasze utrzymanie, a potem móc studiować i wyznaczać cele.

Ahamad był młodym dziennikarzem. Jeśli kiedyś gdzieś byłby bezpieczny i nie musiałby zajmować się siostrami, chciałby wrócić do zawodu. Pisać o prawach człowieka, wolności, prawach kobiet. Robić analizy i re­search. Być gospodarzem programów telewizyjnych. Bardzo wierzy w tłumaczenie świata innym, jego kompleksowości i zawikłań. W rozmowie mówi:

– Ludzki umysł jest bardzo duży i szeroki i może objąć myślami wszystko. Ja, siedząc tu dziś, myślę o sytuacji w Afganistanie, sytuacji afgańskich kobiet, Hazarach, wojnie w Ukrainie, zabijaniu Palestyńczyków w Gazie, zabijaniu izraelskich cywilów 7 października przez Hamas, a także o obecnej sytuacji w Stanach Zjednoczonych i Europie. Moim zdaniem świat jest wzajemnie powiązany, a sytuacja polityczna, gospodarcza, bezpieczeństwa i kultury na świecie wpływa na życie wszystkich ludzi, także moje i twoje.

A Arzo?

Wtedy, podczas naszego spotkania w małym pokoiku, przez cały czas patrzyła na mnie spokojnie, jakby była gdzieś daleko. A potem, nagle, ledwo zauważalnie, drgnął kącik jej ust. Uśmiech tak nieśmiały jakby bała się, że jeśli go zauważę, zniknie. Ale był. Wtedy, kiedy powiedziałam do niej: „To co, trochę dłużej to zajmie, lecz będziesz lekarką?”.

Dziś Arzo czuje się dużo lepiej. Po trzech operacjach, 13 endoskopiach, 70 wizytach u lekarzy i odpowiedniej diecie jest w stanie jeść samodzielnie. To m.in. zasługa kilku organizacji, dzięki którym udało się zebrać niezbędne pieniądze. Arzo chodzi nawet do szkoły i uczy się angielskiego. Dostaję czasem Whatsappem wzorowe wyniki kolejnych egzaminów.

Arzo nie tylko żyje. Ona je, myśli, marzy. Jej przełyk, posklejany po operacjach, wciąż się buntuje, jednak ona już się nie poddaje. Każdy kęs ryżu na mleku smakuje jak zwycięstwo. Każda linijka tekstu w zeszycie to krok bliżej do przyszłości, którą jej odebrano.

„Teraz akurat mamy przerwę wiosenną, ale za parę dni wracam do szkoły – napisała mi w niedawnej wiadomości. – Cieszę się, że w tym nowym roku akademickim mogę nauczyć się wielu nowych rzeczy. Ale nawet jeśli mogę teraz kontynuować naukę i chodzić do szkoły, zawsze czuję smutek z powodu afgańskich dziewczyn, które wciąż są w Afganistanie”.

Dużo o nich myśli i pisze. Na przykład to:

„Moje drogie siostry. Wiem, że wszystkie cierpimy z powodu tej sytuacji, lecz starajcie się zawsze mieć nadzieję, walczcie o swoje prawa, bądźcie odważne w swoich myślach. Przejdziemy przez ten mrok. Kiedy talibowie przybyli do Afganistanu, zamknęli szkoły dla afgańskich dziewczyn i zabronili dziewczynom i kobietom pracować oraz studiować. A jeśli one pozostaną analfabetkami, Afganistan cofnie się o kolejne 50 lat, ponieważ dziewczęta, które są obecnie pozbawione edukacji, jeśli w przyszłości zostaną matkami, staną się niepiśmiennymi matkami, a niepiśmienne matki przekażą społeczeństwu niepiśmienne dzieci. Dlatego jako afgańska dziewczyna apeluję do świata, aby pomógł nam odzyskać nasze prawa, zwłaszcza prawo do edukacji. To przecież najbardziej podstawowe prawo. Dla mnie, dla ciebie, dla mojej przyszłej córki i dla twojej córki. Prawda?”.

Imiona bohaterek i bohaterów zostały dla ich bezpieczeństwa zmienione.

Artykuł pojawił się w numerze: Jak smakuje życie w Korei