Abdullah stoi kilka metrów od drutu kolczastego. Nie fotografuje go jednak tak, jak widziałam to setki razy wcześniej: z lotu ptaka, w szerokim planie, jako symbol zamknięcia. Kuca. Przesuwa się o krok w lewo. W jego kadrze drut jest tylko rozmazaną linią na pierwszym planie. Ostry pozostaje obraz dziewczyny poprawiającej chustę. Jej dłonie są spokojne. Za nią widać pagórki Kutupalong. – Zdjęcia innych pokazują to, co się stało. Moje zdjęcia pokazują, kim jesteśmy – mówi. Świat zna Rohingyów z pewnych obrazów. Kolumny ludzi przekraczających rzekę Naf. Błoto po kolana. Smutne, brudne dzieci. Kobiety skulone pod czarnymi parasolami z plandeki. W 2017 r. te kadry obiegły wszystkie kontynenty. Były dowodem zbrodni. I były konieczne. – Kiedy patrzę na te zdjęcia z 2017 r. – mówi Abdullah – widzę prawdę. Ale nie widzę nas w całości. W Koks Badźar żyje dziś ponad milion Rohingyów, w 34 oddzielnych obozach rozsianych po wzgórzach południowo-wschodniego Bangladeszu. – To niemal tyle, ile liczy cała aglomeracja krakowska – mówi Maciej Popowski kierujący Dyrekcją Generalną…
Wielokrotnie nagradzany rohingijski dziennikarz, fotoreporter i dokumentalista mieszkający w największym obozie dla uchodźców na świecie w Bangladeszu. Od ponad ośmiu lat dokumentuje codzienne życie obozu.